Adam Maksymowicz: Gazowa euforia
Lawinowo narasta ilość informacji, komentarzy i prognoz dotyczących pozyskiwania w Polsce znaczących ilości gazu łupkowego. Powoduje to, że realizowana dotąd strategia energetyczna zaczyna się chwiać. Głos zabierają na ten temat najwyższe osoby w państwie, specjaliści oraz politycy krajowi i zagraniczni. Inicjatywa amerykańskich jego poszukiwań zdaje się do góry nogami przewracać wszystkie dotychczasowe poglądy na stan naszego bezpieczeństwa energetycznego.
Zimną racjonalność zdaje się w tej sprawie przejawiać jedynie minister gospodarki Waldemar Pawlak. Zwraca on uwagę na to, że po pierwsze złoża tego gazu nie zostały jeszcze odkryte, a po drugie szacunkowe koszta jego eksploatacji są zbliżone do gazu sprowadzanego z Rosji. Głos ten jednak ginie w zgodnym chórze zachwytów nad tym, co nas czeka po jego odkryciu.
Na tym tle pojawiają się propozycje zerwania porozumienia z Rosją na dostawy gazu ziemnego. Kolejnym wnioskiem jest rezygnacja z górnictwa węgla kamiennego i brunatnego. Naszą bazą energetyczną śladem zachodnich krajów europejskich ma być gaz ziemny.
Druga Norwegia
Najmniej kompetentny w tej sprawie szef MSZ powiedział, że Polska ma szansę stać się „drugą Norwegią”. Trzydzieści lat temu Polska miała być „drugą Japonią”. Potem wraz z fajerwerkiem palącego się szybu naftowego w Karlinie miała być „drugim Kuwejtem”. Nie tak dawno premier w obecności swego ministra ogłosił, że mamy być „drugą Irlandią”. Wynika z tego, że zawsze kogoś trzeba naśladować i być kimś innym niż jesteśmy w rzeczywistości.
Bulwersujące opinię publiczną sensacje na temat odkryć złóż gazu łupkowego mają zmienić nasze powszechne ubóstwo w kraj mlekiem i miodem płynący. Wypowiadając swoje zachwyty nad amerykańskimi poszukiwaniami tego gazu w Polsce minister zagalopował się tak daleko, że zaprzeczył sam sobie. Na tle odmowy przyznania Polsce darmowych wiz stwierdził on, że USA względem Polski prowadzą niezrozumiałą politykę. Zasugerował, że nie mamy szans na uzyskanie tych wiz, gdyż Amerykanie mają u nas wszelkie możliwe przywileje i o nic nie zabiegają.
Szkoda tylko, że ta realistyczna ocena „najlepszego sojusznika” w sprawie wiz jakoś nie przekłada się na cele związane z poszukiwaniem przez nich gazu łupkowego w Polsce.
Ostrożni Amerykanie
John Poretto, rzecznik prasowy Maraton Oil Corporation, amerykańskiej firmy poszukującej gaz łupkowy w Polsce, powiedział, że intensywne prace nad udoskonaleniem technologii jego pozyskiwania trwają już 50 lat.
Proces pozyskiwania tego gazu był znany od lat czterdziestych ubiegłego wieku. W wyniku prac badawczych w samych Stanach Zjednoczonych powstało około miliona odwiertów badawczych. Dostarczyły one ponad 600 miliardów metrów sześciennych gazu ziemnego. Wykluczył on wszelkie zagrożenia związane z ochroną środowiska, jakie mogłyby powstać w czasie tych poszukiwań. Po prostu substancje, roztwory i środki mające na celu poszerzenie szczelin zatłaczane są do górotworu na głębokości ok. 3 – 4,5 km i nie mają żadnego kontaktu z wodami pitnymi, głębinowymi itp. działalnością człowieka na powierzchni ziemi.
W sprawie skali zasobów tego gazu w Polsce powiedział on: „…nie chciałbym się już dziś wypowiadać definitywnie o tym, że Polska stanie się gazowym potentatem”. Dalsza część jego wypowiedzi jest bardziej optymistyczna. „Jesteśmy pełni nadziei, że uda się nam zrealizować nasze dalekosiężne cele…, to wówczas uważamy, że Polska może zapewnić bezpieczeństwo energetyczne nie tylko sobie, ale także całej Zachodniej Europie”.
Euforia
Słowa te wywołują w Polsce euforię. Polska polityka i media nie odróżniają w tego rodzaju wypowiedziach dwóch całkiem odrębnych ich warstw. Pierwsza to realistyczna obietnica dokonanych odkryć, która jest niemożliwa w tej chwili do oceny. Czyli krótko mówiąc, prowadzimy obiecujące poszukiwania, bierzemy na siebie ich ryzyko, ale może z tego niewiele wynikać.
Druga strona tego medalu jest czysto spekulacyjna i wiąże się z prognozą ewentualnego powodzenia w znalezieniu nowych złóż gazu. Czy jest ona czymś uzasadniona? Owszem jest, ale samym tylko prowadzeniem badań, których wyniki są trudne do przewidzenia. Twierdzi się, że poszukiwania gazu łupkowego zrewolucjonizowały amerykański rynek gazowy. Być może, że pod względem medialnym jest to prawda.
Suche cyfry mówią jednak, co innego. Oto USA produkują rocznie ok. 600 miliardów metrów sześciennych gazu, a zużywają ok. 700 miliardów. Około 10 proc. produkcji własnej pochodzi ze złóż łupkowych. Około 100 miliardów metrów sześciennych tego gazu było w 2009 roku importowane z zagranicy.
Wszystko to do złudzenia przypomina jeszcze całkiem nie tak dawno prowadzoną kampanię geotermalną. Miała ona zapewnić „niewyczerpalną i darmową” energię dla całego kraju.
Setki milionów złotych wydane na ten cel okazały się niewystarczające, a uzyskany w Toruniu „sukces” jest tak wątpliwy, że niemożliwy nawet do praktycznego wykorzystania. Te same środowiska dziś najgłośniej mówią o tym, że gaz z polskich łupków morze ogrzać pół Europy.
Rezerwa
Do wszystkich tych fantastycznych prognoz głoszonych przez amatorów, którzy nie mają nic wspólnego z poszukiwaniami surowców naturalnych, a szczególnie gazu ziemnego, trzeba podchodzić z daleko idącą ostrożnością. Polityczny nacisk na władze może spowodować zerwanie rosyjskiego kontraktu, a potem może się okazać, że gazu łupkowego nie ma, albo, że jest on tak drogi, że nie mamy funduszy na jego eksploatację. W rezultacie możemy zostać w ogóle bez żadnego gazu. Ten niekorzystny dla nas wariant rozwoju sytuacji musi być szczególnie brany pod uwagę. Pozytywnym elementem dyskusji nad zasobami gazu łupkowego jest rezerwa, co do skali jego przyszłych odkryć.
Wyrażana jest ona zarówno przez obecnego Głównego Geologa Kraju, jak i jego poprzednika na tym samym stanowisku. Zdanie to podziela w oficjalnych swoich dokumentach również Państwowy Instytut Geologiczny w Warszawie. Podobną opinię wyraża minister gospodarki twierdząc, że póki nie ma tego gazu w rzeczywistości, póty nie ma o czym nawet rozmawiać. Będzie gaz łupkowy, będą podejmowane dotyczące go decyzje gospodarcze i polityczne. Na razie musimy korzystać z importowanego gazu z Rosji.
Pozostała energetyka ma być rozwijana na bazie węgla kamiennego i brunatnego, OZE i energii atomowej.
Gaz łupkowy
Geolodzy zauważają, że praktycznie gaz ziemny ma szansę na gromadzenie się we wszystkich formacjach skalnych, które tworzyły się, kiedy na ziemi było bujne życie biologiczne. Od blisko miliarda lat obumierające rośliny i organizmy żywe w wyniku rozkładu wydzielały metan, który był zatrzymywany w określonych warunkach i skałach. Rozproszone jego ilości stwierdzono na dużych głębokościach w skałach łupkowych.
Specjalna technika wykonywania otworów wiertniczych pionowych, kierunkowych i poziomych, umożliwia dotarcie do tych zasobów. Stosowane są specjalne zabiegi w postaci napełniania otworów odpowiednimi roztworami i wywoływane są mikrowstrząsy. Umożliwiają one uwalnianie się tego gazu ze skał i jego odprowadzenie na powierzchnię ziemi. Przedstawiony schemat pozyskiwania gazu łupkowego wymaga dużych nakładów finansowych, specjalistycznego i drogiego sprzętu wiertniczego.
Wszystko to posiadają Amerykanie jako pierwsi autorzy tych poszukiwań na swoim terenie. Skala ich sukcesu jest trudna do oceny, bo np. takie same ilości gazu pozyskiwane są tam z otworów odgazowujących eksploatowane pokłady węgla kamiennego. Na to wszystko nakłada się kryzys gospodarczy, w którego wyniku znacząco zmniejszyło się w USA zapotrzebowanie na gaz ziemny. Prowadzone przez nich poszukiwania są bardzo drogie i nie stać na to polskiej gospodarki. Na dodatek są one obarczone dużym ryzykiem niepowodzenia, które w tej sytuacji biorą na siebie firmy wiertnicze z USA.
Sensacja medialna
Na razie gaz łupkowy stanowi medialną sensację. Nie można się temu dziwić, gdyż media żywią się tego rodzaju wiadomościami, spekulacjami i prognozami, które nie muszą wcale sprawdzać się w rzeczywistości. To jest standard w tej branży. Istotą jednak rzeczy jest zachowanie przez polityków odpowiedniej wstrzemięźliwości w tej sprawie, póki nie będzie jednoznacznych wyników.
Niepokojącym faktem jest, że wielu z nich ulega medialnym mirażom dostosowując swoje wypowiedzi i decyzje do wydarzeń nieistniejących i iluzorycznych, które w chwili ich upowszechnienia mają wartość jedynie spekulacyjną. Stąd potrzebna jest cierpliwość, prowadzenie zapowiedzianych badań i poszukiwań w spokoju, który najlepiej sprzyja wszelkim wielkim odkryciom.