Adam Maksymowicz: Bezpieczna kopalnia

Porozumienie Związków Zawodowych Kadra wystosowało list otwarty do wiceminister gospodarki Joanny Strzelec – Łobodzińskiej. Związkowcy słusznie zwracają w nim uwagę na wszystkie występujące w podziemnych kopalniach węgla kamiennego niedociągnięcia i braki zarówno kadrowe, jak i organizacyjne. Twierdzą oni też zgodnie z wymogami prawa i obowiązków, że za bezpieczeństwo ich pracy nie tylko odpowiada dozór górniczy. Sama formuła listu otwartego jest skierowana nie tylko do swego adresata imiennego, ale sądzę, że również do wszystkich, którzy zajmują się sprawami górnictwa. Nie wyręczając pani wiceminister w odpowiedzi na ten list czuję się również wywołany do odpowiedzi. To nic, że nie ta ranga i nie ten adres. Chodzi tu może nie tylko o decydentów, ale też i o sens proponowanych zmian w tym zakresie.

Niebezpieczny temat

To bardzo dobrze, że związkowcy zaczynają drążyć niebezpieczny temat bezpieczeństwa pracy. Dlaczego jest to temat niebezpieczny nie trzeba chyba nikogo przekonywać? Kryje się w nim odpowiedzialność za śmierć i dożywotnie kalectwo wielu ludzi. Wskazanie winnych, to trochę tak, jak niewykonany jeszcze wyrok. Nikt nie chce być skazany, każdy unika, jak może odpowiedzialności za to, co się stało. Najchętniej zwala się wszystko na tzw. „nieprzewidywalne siły natury”, „zbiegi okoliczności”, „budowę geologiczną górotworu” itp. Krótko mówiąc wszyscy chcą jak najlepiej, tylko nie zawsze się to udaje, stąd wypadek. Otwarte wskazywanie winnych nie jest zajęciem ani miłym, ani też bezpiecznym. Ktoś, kto się z tego wybroni, wiadomo, że nie będzie darzył sympatią swego oskarżyciela i przy najbliższej okazji pozbędzie się go z zakładu. Dziś o tych sprawach rozstrzygają sądy powszechne. Jak funkcjonuje resort sprawiedliwości każdy widzi? Oczywiste dowody, w procesie sądowym stają się wątpliwymi, winni stają się niewinnymi, a niewinni winnymi. Wyrok przed rozprawą w najbardziej oczywistej sprawie jest nie do przewidzenia. Jednym słowem może być różnie. Dlatego z natury rzeczy ostrożni ludzie wolą milczeć, unikać zeznań, bronić kolegów, a szczególnie przełożonych. Wszak zabitych nikt nie przywróci do życia. Natomiast „z żywymi trzeba naprzód iść”. Dlatego ukrywa się dokumenty, cierpi się na chroniczny brak pamięci, nie widzi się i nie dostrzega niczego istotnego w sprawach zaistniałych wypadków.

Ryba psuje się od głowy

Kierownik Ruchu Zakładu Górniczego odpowiada za całość pracy kopalni. Również za bezpieczeństwo jej pracowników. Tyle tylko, że jest to odpowiedzialność bezpośrednia, a osoba najwyższego szczebla w hierarchii górniczej nie jest obecna akurat przy zaistniałym wypadku. Nie jest obecna i nie nakazała konkretnych czynności, które doprowadziły do wypadku, nie odpowiada wtedy za nic. Czy tak być powinno? Czy dowódca wojskowy na froncie nie odpowiada za wyszkolenie swoich żołnierzy? Czy nie odpowiada za ich bezmyślne zachowanie się w czasie akcji bojowej? Owszem odpowiada, bo to on dobiera odpowiednich ludzi, do odpowiedniego zadania. Są to może rozważania zbyt teoretyczne, ale zmierzają one do tego, żeby za każdy wypadek na kopalni w pierwszym rzędzie odpowiedzialność brał KRZ. Jeżeli tego nie będzie, to oczywiście, nikt o zdrowych zmysłach nie będzie prowokował wypadku. Jednak bezpieczeństwo pracy w takim układzie dla KRZ jest zajęciem drugoplanowym. Pierwszym i najważniejszym, z którego jest rozliczany to wydobycie. To musi się zmienić, gdyż wiadomo, że ryba psuje się od głowy.

Kary

Naruszenie przepisów, doprowadza często do wypadków. Kary za tego rodzaju przewinienia są na ogół symboliczne. Nawet te najbardziej dotkliwe dotyczące zawieszenia w pełnieniu określonych czynności są omijane przez powoływanie ukaranych ludzi na równorzędne finansowo stanowiska poza ruchem zakładu górniczego. Nie mówiąc już o tym, że czasem na kopalniach tworzony jest „fundusz” na opłacanie kar wymierzanych przez inspektorów urzędów górniczych. Ich kontrole są czymś, co można porównać do „syzyfowych prac”. Urząd na kopalni, to wszyscy natychmiast przestrzegają przepisów nawet w sposób nadgorliwy. Wymienione w protokołach i zarządzeniach usterki, błędy i nieprawidłowości są natychmiast naprawiane w sposób iście ekspresowy. Urząd odjeżdża za bramę, wszyscy oddychają z ulgą, a cała robota wraca spokojnie do stanu z przed jego wizyty. I tak w nieskończoność trwa zabawa w „złodziei i policjantów”. Byłoby to nawet zabawne, gdyby nie „stawka większa niż życie”. Lekceważąc rygory, prawo i kunszt górniczy prowokuje się coraz bardziej tragiczne wypadki. Brak doświadczonej kadry górniczej dramatycznie pogłębia i zaostrza wszystkie tego rodzaju wydarzenia. Tak to się utarło i na ogół wydaje się, że inaczej już być nie może. Twierdzę, że nic tak nie przemawia do sumienia, jak uderzenie po kieszeni. I to nie po tej biedniackiej górniczej, dozoru a nawet jego kierownictwa. Chodzi tu o kary nakładane nie przez urzędy górnicze, ale np. przez zakład ubezpieczeń, który po każdym wypadku winien podnosić stawkę ubezpieczenia kopalni na sumy liczone w milionach złotych, które zamiast trafić do górniczych portfeli zabiera ubezpieczenie. Taki system jest w kanadyjskich, amerykańskich i generalnie zachodnich kopalniach. Tam na wypadku tracą wszyscy, nie tylko tak jak u nas bezpośrednio poszkodowany i ewentualnie ten, kogo uda się złapać na tzw. „gorącym uczynku”. Tam dbają wszyscy o bezpieczeństwo niezależnie od tego, czy na zakładzie jest urząd górniczy, czy go tam nie ma. Wszyscy wiedzą, że każdy wypadek obniża ich zarobki.

Zmiany strukturalne

Poprawa bezpieczeństwa pracy w kopalniach przy istniejącym systemie organizacyjnym możliwa jest tylko w niewielkim zakresie. Po to, aby w sprawie tej nastąpił jakiś znaczący przełom potrzebne są zmiany strukturalne na samych szczytach zarządzania górniczym bezpieczeństwem pracy. Dotyczy to przede wszystkim usytuowania podstawowej dla całej sprawy instytucji, jaką jest Wyższy Urząd Górniczy w Katowicach. Nie może być tak, że ta instytucja mająca najwięcej do powiedzenia na ten temat podlega ministerstwu środowiska. Dokładniej podsekretarzowi stanu w randze Głównego Geologa Kraju. Przy całym szacunku dla nauki geologii, specjalista w tej dziedzinie nie ma nawet zielonego pojęcia o tym, czym jest podziemna kopalnia i na czym polega bezpieczeństwo pracującego w niej górnika. Minister ten nie zwraca uwagi nawet na najtragiczniejsze wydarzenia w górnictwie. W pewnym sensie można się temu nie dziwić, gdyż górnictwo jest jakby po przeciwnej stronie tego, co minister środowiska uważa za swoją misję. Już choćby z tego względu administracyjne usytuowanie WUG jest swego rodzaju patologią, która w jakieś mierze krępuje działania tej instytucji. Jej miejsce jest raczej w ministerstwie spraw wewnętrznych i administracji. Wszak ministerstwu temu podlegają poza wojskiem wszystkie służby mundurowe.

Rozdzielić górnictwo od geologii

Prawo geologiczne z prawem górniczym połączone jest sztucznie. W obu profesjach chodzi o całkiem inne sprawy. Poszukiwanie to nie jest to samo, co eksploatacja. Pod względem prawnym górnictwo zostało zdegradowane i zdominowane przez resort środowiska odpowiedzialny za poszukiwania surowców. Rozdział WUG od ministerstwa środowiska winien jednocześnie skutkować rozdziałem prawa geologicznego od prawa górniczego. To ostatnie jako samodzielne bardziej konkretnie mogłoby sprecyzować swoją rolę w zakresie bezpieczeństwa pracy w górnictwie.

Pięścią w stół

Związki zawodowe na ogół doskonale zdają sobie sprawę z prawdziwych przyczyn zaistniałych wypadków. Jednakże tolerują one tę niebezpieczną grę w „złodziei i policjantów”. Głównym zadaniem związków jest utrzymać pracę dla związkowców i dbać o ich zarobki. Szczególnie ten ostatni postulat jest najbardziej eksponowany. Rokowania w sprawie podwyżek płac toczą się na ogół pod groźbą akcji strajkowej. Brak porozumienia płacowego skutkuje nie tylko groźbą strajku, ale często też jego rzeczywistym przeprowadzeniem. Otóż odnosząc się z uznaniem dla listu związkowców do pani wiceminister gospodarki, jakoś o strajku w sprawie poprawy warunków bezpieczeństwa dyskretnie zapomniano. Owszem jest to temat nadający się do narzekania, postulowania, pisania listów, do debaty i dyskusji, ale nie do stanowczego uderzenia pięścią w stół. Otóż czas najwyższy to zrobić, bo inaczej nigdy nie będzie lepiej, a raczej wręcz przeciwnie. Czas, aby związki zawodowe chwyciły „rządowego byka” za rogi i pokazały swoje kompetencje, kwalifikacje, upór i stanowczość w sprawach życia i śmierci swoich członków. Wbrew pozorom bezpieczeństwo pracy górnika jest najważniejsze. Kopalnia ma być bezpieczna. Żadne zarobki i wynagrodzenia nie przywrócą życia i utraconego zdrowia. Mając to na względzie życzę związkowcom udanych, konkretnych i efektywnych rozmów oraz ustaleń ze stroną rządową.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Zielonka: Warunki w przemyśle wciąż nie napawają optymizmem

Warunki w przemyśle wciąż nie napawają optymizmem - ocenił główny ekonomista Konfederacji Lewiatan Mariusz Zielonka. Jego zdaniem, polska gospodarka utknęła w fazie słabego wzrostu przy podwyższonej inflacji kosztowej.

Domański: Gospodarka w światowej czołówce wzrostu gospodarczego

Polska gospodarka pozostaje w światowej czołówce wzrostu gospodarczego; napędza go silny popyt krajowy - podkreślił minister finansów i gospodarki Andrzej Domański, który w ten sposób skomentował dane GUS o 3,5-proc. wzroście polskiego PKB w I kwartale tego roku.

Rekordowe wypłaty! Ubezpieczyciele wypłacili 5,7 mld zł z OC i AC w I kwartale

W pierwszym kwartale 2026 r. zakłady ubezpieczeń wypłaciły niemal 5,7 mld zł odszkodowań z polis komunikacyjnych OC i AC, o 11,4 proc. więcej niż rok wcześniej - podał Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny (UFG). Najwięcej szkód zgłaszano po zdarzeniach, do których dochodziło w poniedziałki.

Nie będzie referendów w Chorzowie i Będzinie. Za mało podpisów i uchybienia formalne

Prezydenci Chorzowa i Będzina mogą spać spokojnie. Komisarze wyborczy odrzucili wnioski o przeprowadzenie referendów w tych miastach. W Chorzowie referendum nie obędzie się z powodu zbyt małej liczny ważnych podpisów poparcia, a w Będzinie z powodu uchybień formalnych.