Adam Maksymowicz: Bezpieczeństwo w kopalniach

Slask karetka GAL

fot: Jarosław Galusek

Prawdopodobnie o godz. 10.15 doszło do zapalenia metanu w obrębie Ruchu Śląsk w Rudzie Śląskiej Kochłowicach. W rejonie zagrożenia pracowało 38 górników

fot: Jarosław Galusek

Tragiczne wydarzenia w kopalniach węgla kamiennego na Śląsku mobilizują wszystkich do szukania ich przyczyn oraz zapobiegania im na przyszłość. Na usprawiedliwienie służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo pracy w górnictwie podziemnym można powiedzieć, że w znaczącej części zagadnienia te są opracowane na ogół tylko w postaci wytycznych, ogólnych założeń i działań profilaktycznych. W najważniejszych z nich dotyczących przede wszystkim tąpań, wybuchu metanu i pyłu węglowego następują nagłe i szybkie w czasie zmiany parametrów o skutkach nie do opanowania w momencie ich zaistnienia.

 

Kontrolujący bezpieczeństwo pracy w kopalniach Wyższy Urząd Górniczy w Katowicach i podległe mu Okręgowe Urzędy Górnicze zbierają z tego tytułu mniej lub bardziej uzasadnione słowa krytyki. Padają też propozycje istotnych reform w działaniu tej instytucji. Nie chodzi tu o wewnętrzne zmiany w strukturze funkcjonowania, kontroli, czy też innego usytuowania w administracji państwowej. Mówiąc o reformie WUG trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że dokonanie tego tylko w tej instytucji niewiele zapewne zmieni. Reforma państwowego nadzoru górniczego musi iść w parze ze zmianami organizacyjnymi, technicznymi i naukowymi w całym polskim górnictwie, a przede wszystkim w górnictwie podziemnym.

 

Szczegółowa kontrola

W swoich zasadniczych zrębach system kontroli bezpieczeństwa pracy został ukształtowany ponad pół wieku temu. Wtedy, kiedy technika wydobycia była znacznie mniej skomplikowana wydawało się, że wszystko można skontrolować na bieżąco. Liczyła się ilość kontroli, zatrzymane roboty, a także ilość wniosków karnych.

Na to wszystko znaleziono równie prostą odpowiedź. Na kopalniach powstawały fundusze na opłacenie kar finansowych. Bezpieczeństwo bez żadnych powiązań produkcyjnych zawsze było na drugim, a może i na jeszcze dalszym planie. Kierownictwo kopalń było rozliczane z wydobycia i kosztów, reszta miała małe znaczenie.

Doktryna ta modyfikowana, zmieniana i uzupełniana w jakiś sposób w swojej głównej części przetrwała jednak, aż po dzień dzisiejszy. Utrwaliła ona pewien układ, który polega na zabawie w złodziei i policjantów. Ci ostatni to oczywiście inspektorzy urzędów górniczych, którzy wpadali znienacka do kopalń. Zastawali tam prawie zawsze szereg nieprawidłowości. Spisawszy odpowiednie protokoły, wnioskując kary i nakazując pożądane zmiany wyjeżdżali z kopalni z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Tymczasem ledwie urzędnicy znaleźli się za bramą kopalni wszystkie ich ustalenia na ogół szły do kąta, a warunki pracy wracały do „normy”, czyli do tego samego sposobu, co przed kontrolą. Za kilka dni kontrola się powtarzała, znów spisywano protokoły, karano winnych i tak w kółko.

Nic dziwnego, że nawet po szczegółowych kontrolach dochodziło do tragicznych w skutkach wypadków. Na ogół im kto stał niżej w hierarchii górniczej, tym bardziej był narażony na represje ze strony urzędów górniczych. Im wyżej, tym rzadziej karano kogokolwiek. Zawieszenie w obowiązkach Kierownika Ruchu Zakładu Górniczego (KRZ) oraz bezpośrednio podległych mu służb należało do zjawisk niezwykle rzadkich.

 

Zmiana priorytetów

Zgodnie z przepisami prawa geologicznego i górniczego za bezpieczeństwo pracy w kopalni odpowiada Kierownik Ruchu Zakładu Górniczego. Jednakże tylko formalnie. W rzeczywistości odpowiada tylko i wyłącznie za własne decyzje, które podjął w konkretnej sprawie, a nie za decyzje wszystkich swoich podwładnych. Jest to odpowiedzialność osobista.

Instytucja, którą reprezentuje KRZ, a więc kopalnia, spółka i holding poza moralną odpowiedzialnością nie ponoszą żadnych innych skutków stwierdzonych nieprawidłowości. Dawniej w ten sposób chroniono decydentów, którzy z nominacji partyjno-rządowej kierowali polskim górnictwem. Na Komitet Centralny PZPR i jego filię w Katowicach Komitet Wojewódzki nie mógł paść żaden cień odpowiedzialności za zaistniała sytuację.

Dziś nie ma już tych politycznych struktur z czasów PRL, ale stara zasada ochronna nadal funkcjonuje w najlepsze.

 

Karać firmy oprócz ludzi

To musi się zmienić. Nowe prawo winno dawać organom kontrolnym WUG możliwości sięgania po winnych bez względu na ich usytuowanie w hierarchii. Jednakże jest to w całej działalności nadzoru państwowego jeszcze najmniejsze zmartwienie. Tak naprawdę, każdego urzędnika górniczego można skazać na kilka, może kilkadziesiąt nawet tysięcy złotych grzywny. To żadne pieniądze w skali zadośćuczynienia za zaistniały wypadek i brak nadzoru nad bezpieczeństwem podległych kopalń.

Już bardziej dotkliwa, choć też tylko pozornie jest możliwość nawet dożywotniego zakazu pełnienia określonych funkcji i stanowisk w górnictwie. To też da się ominąć. Przemysł wydobywczy ma dość innych stanowisk, aby ukaraną w ten sposób osobę przenieść na równorzędne płacowo stanowisko.

Dlatego też karanie konkretnych ludzi w całym systemie pracy górniczej należy w sumie uznać za niewystarczające i symboliczne. Prawo musi pozwolić organom nadzoru górniczego karać również instytucje, a nie tylko osoby je reprezentujące. Te kary nie mogą być, jak w wypadku osób. liczone w tysiącach złotych, bo byłaby to nadal namiastka kary. Muszą być one wyrażone w milionach, dziesiątkach i setkach milionów złotych. Moim zdaniem muszą być one tak dotkliwe, żeby o bezpieczeństwie myśleli stale wszyscy począwszy od prezesa spółki, a skończywszy na górniku dołowym.

Tylko w ten sposób można uzyskać strukturalną poprawę przestrzegania zasad bezpieczeństwa pracy w górnictwie.

 

Wyższy Urząd Górniczy musi znaczyć więcej

Od dawna krytykowana jest niska ranga Wyższego Urzędu Górniczego w hierarchii administracyjnej państwa. Obecnie jest on przypisany do Ministerstwa Środowiska, w którym zajmuje pozycję departamentu. Kiedyś nawet za czasów PRL miał on zwykle rangę ministra, przynajmniej formalnie, jeżeli nie nominalnie.

Obecnie prezes WUG podlega Głównemu Geologowi Kraju w randze wiceministra środowiska. W ministerstwie tym zagadnienia bezpieczeństwa pracy w górnictwie są przysłowiowym „piątym kołem u wozu”. Wynika to przede wszystkim z nastawienia tegoż ministerstwa na ograniczenie rozwoju górnictwa, które jest jednym z najpoważniejszych niszczycieli tegoż środowiska.

Już sam ten fakt powoduje, że nikt Wyższym Urzędem Górniczym ani bezpieczeństwem pracy w górnictwie nie zajmuje się tu poważnie. Liczne organizowane w ministerstwie narady, konferencje, sympozja i seminaria mało dyskretnie pomijają tę problematykę.

Po kolejnych zbiorowych wypadkach śmiertelnych obiecywano, że to się zmieni. Na temat ten wypowiadały się najważniejsze osoby w państwie. Wraz jednak z upływem czasu zapominano o sprawie i tak trwa to aż po dzień dzisiejszy.

Była propozycja przeniesienia WUG do MSWiA. Jest to o tyle logiczne, że sposób działania tej instytucji jest charakterystyczny dla służb policyjnych.

 

Niezbędne badania dla bezpieczeństwa

Kontrolna państwowego nadzoru górniczego związana jest z wiedzą na temat zachowania się górotworu w określonych warunkach przyrodniczych. Dla tego celu niezbędne jest prowadzenie stałych obserwacji i badań. Często są one kosztowne i długotrwałe. Niemniej bez nich nie można zapewnić ani prawidłowej eksploatacji, ani bezpieczeństwa pracy.

Z oświadczeń prezesa WUG wynika jednak, że brak jest pieniędzy na realizację koniecznych badań. Nie mają ich ani wyższe uczelnie, ani ministerstwo gospodarki, ani środowiska. Po prostu zagadnienie bezpieczeństwa pracy w górnictwie jest sierotą bez ojca i matki.

WUG może sobie błagać, prosić i apelować a i tak nic to nie pomoże. Nic nie dostanie, ale wymagać się będzie od niego dużo. Być może, że MSWiA jako instytucja bardziej znacząca w państwie i odpowiedzialna w całości za jego bezpieczeństwo znalazłaby sposoby na zdobycie niezbędnych środków na ten cel.

 

Argument dla wrogów górnictwa

Daleko idąca reforma polskiego górnictwa w zakresie przestrzegania bezpieczeństwa pracy jest przede wszystkim w interesie samych górników narażonych na niebezpieczeństwo. Ten interes nie jest szanowany. Dużo się o nim mówi, ale odwrotnie proporcjonalnie coś konkretnego w tej sprawie się czyni.

Na tym tle trzeba zdawać sobie sprawę z zachodzących zmian cywilizacyjnych Polsce. Otóż nadmiernie niebezpieczna praca w górnictwie podziemnym będzie jednym z silnych argumentów za jego likwidacją przez niechętne nam w tej sprawie struktury UE. Dlatego powinniśmy wszystko zrobić, aby dotychczasowe tragiczne wydarzenia w górnictwie nigdy się nie powtórzyły. Nie mogą to być jednak tylko pobożne życzenia, ale muszą iść za tym konkretne działania.

 

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Węgiel, gaz i OZE. Gra o równowagę w cieniu europejskiej polityki klimatycznej

Nie będzie rewolucji w unijnej polityce klimatycznej, ale możliwe są korekty, które złagodzą presję kosztową na energetykę. O przyszłości systemu handlu emisjami, roli węgla i gazu w bilansowaniu Krajowego Systemu Elektroenergetycznego oraz ryzyku luki mocowej rozmawiamy z dr. hab. inż. Stanisławem Tokarskim z Głównego Instytutu Górnictwa, który przekonuje, że Polska powinna postawić na dwa filary bezpieczeństwa – równowagę między gazem a węglem – przy jednoczesnym rozwoju OZE i energetyki jądrowej.

Silny wstrząs w kopalni Lubin. W strefie zagrożenia przebywało 20 górników

W sobotę Zakładach Górniczych Lubin (KGHM) doszło do silnego wstrząsu. Jeden z górników został przysypany w kabinie maszyny górniczej. Ratownikom udało się do niego dotrzeć po kilku godzinach.

Mocno zakołysała się ziemia – to wstrząs, czy tąpniecie? Znamy odpowiedź

W latach 2021-2025 w polskim górnictwie podziemnym miało miejsce 16 tąpnięć wskutek zaistnienia wstrząsów górotworu. W ich wyniku doszło do 19 wypadków śmiertelnych.

Paulina Hennig-Kloska: Energia z morskich wiatraków obniży średnią cenę prądu w Polsce

Energia elektryczna produkowana przez morskie farmy wiatrowe będzie stabilizować średnią krajową cenę energii na niższym niż dotychczas poziomie - oceniła ministra klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska.