Adam Maksymowicz: Amerykański interes gazowy w Polsce
fot: FX Energy
Z nowej kopalni gazu w Roszkowie FX Energy zamierza korzystać przez co najmniej 20 lat, zasoby szacuje się na 700 mln m sześć. gazu
fot: FX Energy
Celem jest zawsze osłabienie konkurentów, a wzmacnianie ich przeciwników. Tym konkurentem USA po upadku ZSRR nadal zamierza być współczesna Rosja. Dyktat gazowy tego kraju w Polsce źle jest postrzegany za oceanem. Zdają tam sobie sprawę z tego, że jakiekolwiek uzależnienie surowcowe Polski od Rosji prędzej czy później przełoży się na politykę. Do tego Amerykanie nie mogą dopuścić. Podjęli oni ofensywę technologiczną w Polsce w celu znalezienia tu złóż gazu, które mogłyby uniezależnić nas od rosyjskich dostaw.
Trudna sytuacja
Czy polska gospodarka może obejść się bez gazu ziemnego? Wiemy, że nie może. Gaz ziemny jest nam potrzebny. Sami wydobywamy go w ilości 4-5 mld metrów sześciennych. Nie wystarcza to jednak dla zaspokojenia naszych potrzeb. Prawie dwa razy tyle sprowadzamy rurociągami z Rosji. Rząd prowadzi w tej sprawie rokowania z naszym wschodnim partnerem. Są to rozmowy trudne i skomplikowane. W prowadzonych negocjacjach Rosjanie wykorzystują wszystkie atuty, jakie posiadają, a jest ich sporo. Doskonale znają nasze realia gospodarcze i polityczne. Po czterdziestu kilku latach dyktowania nam swoich warunków teraz w jakiś sposób muszą się z nami liczyć. To oni sprzedają. My tak czy inaczej musimy kupić. Wprawdzie Rosja za naszym pośrednictwem zaopatruje w gaz Europę Zachodnią, dlatego całkowite zakręcenie gazowego kurka wydaje się niemożliwe. Wszystko to stwarza obraz wielce skomplikowany, mało przejrzysty i trudny do jednoznacznej oceny.
Dywersyfikacja
Na dłuższą metę polsko – rosyjskie spory krytycznie są odbierane w UE, przede wszystkim ze szkodą dla Rosji. Postanowiła ona uniezależnić się od polskiej drogi dostaw na rynki zachodnie. Ma to umożliwić budowany po dnie Bałtyku rurociąg łączący Rosję i Niemcy. Uderza on w nasze interesy, ale nie możemy w żaden sposób zapobiec tej inwestycji. Jest to rosyjska dywersyfikacja dostaw. W jej wyniku za kila lat biegnący przez Polskę rurociąg jamajski będzie pusty. Polska odpowiada na to dywersyfikacją dostaw gazu z innych źródeł. Na razie najbardziej realny jest port w Świnoujściu dostosowany do odbioru skroplonego gazu z Kataru i z innych państw z rejonu Zatoki Perskiej, z którymi zawarliśmy już odpowiednie umowy.
Trwają intensywne rozmowy, porozumienia i debaty nad uruchomieniem omijającego Rosję rurociągu Odessa-Brody-Płock. Wszystko wskazuje na to, że któryś z podjętych przez nas wariantów uniezależnienia się od rosyjskich dostaw będzie kiedyś skutecznie zrealizowany. Wtedy, gdy Rosjanie będą mieli swój niezależny rurociąg bałtycki, a my również niezależne dostawy bezpośrednio znad Morza Kaspijskiego, staniemy się dla Rosji równorzędnym partnerem handlowym.
Krytyka negocjacji
Obie strony usiłują się wyrwać ze wzajemnych dotychczasowych zależności. W cieniu tych intensywnych starań trwają rokowania o dostawy gazu do Polski na najbliższe 25 lat. Trudno w tej sprawie określić, czy akceptacja umowy na tak długi okres czasu jest dla nas korzystna. Wszystko wskazuje na to, że nie. Prawdopodobnie jednak Rosja dyktuje tak długi okres obowiązywania umowy, chcąc utrudnić nam tę właśnie wcześniejszą dywersyfikację dostaw z innych kierunków.
Prowadzący negocjacje minister gospodarki jest pod rosyjską presją, gdyż na razie po prostu nie mamy skąd dostać tego brakującego nam gazu. Mamy plany, ale są one dopiero w realizacji, a na ich efekty trzeba będzie poczekać jeszcze kilka lub nawet kilkanaście lat. W tej sytuacji akceptacja rosyjskich warunków staje się jedynym sensownym rozwiązaniem.
Krytycy takiego rozwiązania przeciwni są takiej umowie. Trzeba jednak zadać sobie pytanie, czy do czasu skutecznej dywersyfikacji dostaw lepiej mieć gaz z Rosji na niekorzystnych warunkach, czy też lepiej z niego w ogóle zrezygnować i postawić Rosjan na straconej handlowo pozycji. Rosja potrzebuje dewiz i utrata polskiego kontraktu to dla nich istotna strata. Polska też potrzebuje rosyjskiego gazu i w obecnej sytuacji rezygnacja z jego dostaw to bardzo bolesny cios dla polskiej gospodarki. Z obu tych dylematów negocjujące strony doskonale zdają sobie sprawę. W skrajnym wypadku w wyniku braku porozumienia obaj partnerzy poniosą znaczące koszta. Każdy z nich chce jednak przerzucić je na partnera, całość zysków zatrzymując dla siebie.
Polski gaz
Za poszukiwania i dostawy gazu ziemnego na terenie kraju odpowiedzialne jest Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo wraz z krajowymi oddziałami. Firma ta może pochwalić się odkryciem wielu złóż, które w ok. 40 proc. pokrywają nasze potrzeby. Intensywne badania, poszukiwania i prowadzone prace powodują, że w przeciwieństwie do wszystkich innych surowców u nas wydobywanych, zasoby gazu mimo stałej eksploatacji utrzymują się na zbliżonym poziomie. Największe z tych złóż osiągają zasoby rzędu ok. 10 mld metrów sześciennych. Stara technika poszukiwań, wierceń, badań i eksploatacji nie pozwala na uzyskanie lepszych w tej materii rezultatów. Ogółem zasoby przemysłowe naszego gazu ziemnego (technicznie możliwe do wydobycia) wynoszą ok. 70 mld metrów sześciennych i rachunkowo zabezpieczają nas na ok. 5–6 lat. Tymczasem na świecie technika poszukiwań gazu ziemnego zrobiła milowe kroki do przodu. Polska w jakieś mierze postanowiła też skorzystać z tego postępu.
Amerykanie
Do poszukiwań gazu ziemnego w Polsce Amerykanie podchodzą z wrodzonym im entuzjazmem. Wprowadzone przez nich nowe techniki wiertnicze umożliwiają eksploatację gazu ziemnego ze złóż dotąd uważanych za całkowicie nieopłacalne.
Niekonwencjonalne metody pobierania gazu ziemnego z czarnych łupków pozwoliły im na stałe zwiększanie wydobycia z tego źródła. Podobnie sprawy te widzą oni w Polsce. PGNiG krytycznie podchodzi do tego rodzaju zamierzeń. Woli kupować gaz z Rosji, bo to nie wymaga żadnego wysiłku. Po prostu płaci się i ma się gazu, ile potrzeba. Własny gaz jest kłopotliwy, choć kilkakrotnie tańszy i bezpieczniejszy. Sprawia on wiele trudności, bo trzeba dbać o zasoby, pilnować techniki eksploatacji i podobnych rygorów oraz stale prowadzić nowe wiercenia.
Amerykanie są innego zdania. Ostatnio pod Kutnem znaleźli złoże o zasobach ok. 500 miliardów metrów sześciennych. Niewiele mniejsze spodziewają się znaleźć na Lubelszczyźnie. Chcą oni w wyniku swoich poszukiwań znaleźć w Polsce zasoby gazu w ilości ok. 1,4 biliona metrów sześciennych. Mogłoby to wystarczyć dla nas na około 80 do 100 lat bez żadnego importu z Rosji lub skądkolwiek indziej! Jednym słowem uważają oni, że żadna dywersyfikacja nie zastąpi tego, czym się samemu dysponuje.
Sceptycy
Polacy różnie zapatrują się na tego rodzaju inicjatywy. Jedni twierdzą, że Amerykanie na tym zarobią, a my oddajemy im nasze bogactwa narodowe w dzierżawę. Trudno jednak wymagać od Amerykanów, aby cokolwiek robili za darmo. Wszak jest to kraj biznesu i to, że muszą oni na tym zarobić powinno być przyjmowane jako rzecz naturalna.
Istota całej inicjatywy amerykańskiej kryje się w zastosowaniu nowych, nigdzie niedostępnych dotąd technik pozyskiwania gazu ziemnego. Biorą oni na siebie wszystkie koszta z tym związane, które też nie są małe. Liczyć je trzeba w setkach milionów złotych, jeżeli nie nawet w miliardach. Wszyscy wiedzą, że każde poszukiwania wiążą się z ryzykiem, że nic się jednak nie znajdzie. To ryzyko strat jest częścią ich programu wspierania Polski w sporze o dostawy rosyjskiego gazu. Wydaje się, że tym razem geopolityczny układ nieoczekiwanie zaczyna nam sprzyjać. Amerykanie nie ukrywają swoich aspiracji do wielkich odkryć gazowych w Polsce. Media USA stale informują o tym opinię publiczną. Jako beneficjenci tej operacji tradycyjnie jesteśmy jednak sceptyczni i to zarówno na szczeblu rządowym, jak i publicznym.