\"Budryk\": Najlepsi odchodzą...
Brygada przodowego Dariusza Kowalskiego z oddziału G-2 urabia od trzech miesięcy ścianę Cw-4”, w pokładzie 358/1, na poziomie 1050. Średnio w ciągu doby wydobywa się tam 6 tys. ton węgla netto.
Ściana Cw-4” nie jest zbyt długa, bo ma tylko niecałe 150 metrów, a w „Budryku” ściany mają zwykle 250 metrów. – Jest krótsza, bo to końcówka pokładu – wyjaśnia Marek Mikołajczak, zastępca kierownika działu przygotowania produkcji.
W ścianie pracuje się w systemie 4-zmianowym. Jedną z pracujących tam brygad kieruje od dwóch lat Dariusz Kowalski.
– To dobrze zgrany zespół ludzi, znających się na robocie – ocenia brygadę Marek Mitręga, sztygar oddziałowy. – Świadczą o tym wyniki, jakie osiągają.
W brygadzie Kowalskiego zdecydowana większość, to górnicy ze stażem 15–20 lat pracy na dole. Dodatkowo mają doświadczenia z różnych kopalń, bo do „Budryka” trafili z likwidowanych zakładów w Bytomiu, Gliwicach, Sosnowcu, Zabrzu.
– Każdy z nas ma swoje doświadczenia, które zdobywaliśmy w różnych warunkach – mówi przodowy Kowalski. – Razem pracujemy już dwa lata. Na początku musieliśmy się zgrać. Ale poszło nam to szybko. Najważniejsze było ustalenie wspólnego języka, bo to samo urządzenie na różnych kopalniach różnie nazywają. Teraz mamy już wszystko dograne.
Żeby sprawnie kierować brygadą, przodowy musi mieć autorytet. Jak się go zdobywa? – Wiedzą, doświadczeniem i umiejętnością organizacji pracy – mówi przodowy Kowalski, który górnikiem jest od prawie 25 lat. – Robotę trzeba dobrze zorganizować, bo tylko wtedy są wyniki. Nie należy krzyczeć na ludzi, bo to oznaka bezradności.
Kowalski pochodzi z Kujaw. Praca w kopalni miała być tylko epizodem w jego życiu zawodowym. – Miał to być sposób na odrobienie wojska. Zaczynałem w kopalni „Gliwice” i zostałem na 15 lat. W „Budryku” jestem już 10 lat. Do emerytury zostało mi kilka miesięcy – wyjaśnia przodowy.
Odejścia na emerytury to problem, z którym niedługo będzie musiał się zmierzyć oddział G-2, w którym zaczyna brakować doświadczonych górników. – Do końca roku na emerytury odejdzie mi 12 ludzi – informuje sztygar oddziałowy Marek Mitręga. – Przy obecnym stanie załogi, wynoszącym 97 osób, ciężko będzie z obłożeniem zmian.
Odchodzących na emerytury górników zastępują nowi ludzie, ale to nie rozwiązuje problemu, bo nie mają doświadczenia. Poza tym może być tak, że nowych pracowników nie będzie miał kto uczyć zawodu.
– W mojej brygadzie jest dwóch pracowników z krótkim stażem – mówi Kowalski. – Oni szybko się uczą. Są pojętni i chcą robić na dole. Ale muszą mieć opiekuna. Taki młody, żeby był samodzielny, żeby można mu było zaufać, to musi przerobić w ścianie co najmniej pięć lat.
Brygady z oddziału G-2 są, jak zauważa sztygar Mitręga, mniej więcej wyrównane. Jedna osiąga nieco gorsze wyniki, ale dlatego, że jest w niej najmniej ludzi i są przez to problemy z „obłożeniem robót”.
– Braki kadrowe powodują, że czasem ludzie robią na dwóch stanowiskach – mówi Mitręga. – Najpierw w brygadzie ścianowej, a potem idą na przykład na obierkę, do obsługi spągoładowarki.