Zła sława Zasiadki
Do tragicznego wybuchu metanu w kopalni im. Zasiadki doszło w minioną niedzielę po godz. 2.00 czasu polskiego na głębokości 1078 metrów metrów. W tym czasie pracowało tam blisko 450 górników nocnej zmiany. Większość z nich udało się ewakuować (30 osób nadal znajduje się w szpitalach). Sto osób zostało jednak pod ziemią.
Natychmiast po katastrofie do kopalni ściągnięto większość ratowników z Zagłębia Donieckiego. Akcja pod ziemią jest bardzo trudna. Cześć chodników w skutek wybuchu uległa zawaleniu. W jednym z nich początkowo płonął taśmociąg. W sztolni, gdzie doszło do tego tragicznego zdarzenia, ponad dobę gaszono pożar i utrzymywała się bardzo wysoka temperatura.
Specjaliści, biorący udział w akcji ratowniczej, od samego początku nie kryli, że szanse na odnalezienie żywych są znikome. Podobnego zdania byli też górnicy, którym udało się przeżyć wybuch.
W poniedziałek rano, kiedy pojawiła się groźba ponownego wybuchu metanu, zastępy ratowników musiały przerwać akcję. Po kilku godzinach prace wznowiono. Kolejne godziny potwierdzały tylko smutne przypuszczenia. Ratownikom nie udało się znaleźć ani jednego żywego górnika. Na powierzchnię wydobywano za to kolejne ciała...
Pogrzeby ofiar rozpoczęły się już we wtorek. Pochowano pierwszych 28 górników. W związku z katastrofą władze Doniecka od poniedziałku ogłosiły trzydniową żałobę. Prezydent Wiktor Juszczenko, który odwiedził miejsce katastrofy, ogłosił wtorek dniem żałoby narodowej i obiecał rodzinom ofiar należytą pomoc.
Zaraz po katastrofie zaczęto się zastanawiać nad przyczynami tragedii. Dziennik \"Siegodnia\" napisał, że zarobki górników (ok. 1100 zł miesięcznie) pracujących w kopalni im. Zasiadki zależą od ilości wydobytego węgla. Jeden z byłych pracowników kopalni powiedział dziennikowi, że z tego powodu czujniki mierzące stężenie metanu w powietrzu są umyślnie psute. Jego zdaniem przykrywa się je ubraniami, bądź też umieszcza na ziemi, gdzie stężenie gazów jest najmniejsze. Gazeta podkreśla, że ci, którzy nie zgadzają się na takie praktyki, są przenoszeni do innych, niżej opłacanych prac.
Gazeta \"Kommiersant-Ukraina\" sugeruje z kolei, że wypadku można było uniknąć, gdyby prace zostały w porę przerwane. Dziennikarze \"Kommiersanta\" dotarli do świadka zdarzenia, który powiedział im, że na minutę przed eksplozją górnicy informowali dyspozytora o dziwnym zapachu unoszącym się w sztolni. Ukraińskie gazety przypominają, że największa do tej pory katastrofa w ukraińskim górnictwie miała miejsce 11 marca 2000 r. w kopalni im. Barakowa w Krasnodonie, gdzie w eksplozji pyłu węglowego zginęło wówczas 81 osób.
Kopalnia im. Zasiadki cieszy się złą sławą. Rok temu we wrześniu zginęło tam 13 osób. Wcześniej, w 2001 roku, także wskutek wybuchu metanu zginęło tam 55 górników. Ukraińskie kopalnie - obok chińskich - należą do jednych z najniebezpieczniejszych na świecie. Jest to spowodowane względami geologicznymi - m.in. ze względu na dużą koncentrację metanu - ale też organizacyjnymi. Większość z nich jest niedoinwestowana, a dyrekcje oszczędzają nawet na systemach bezpieczeństwa. Każdego roku w ukraińskich kopalniach ginie ponad 300 osób.
Po katastrofie, ukraiński rząd zdecydował się czasowo zamknąć kopalnię im. Zasiadki. W pozostałych zakładach wydobywczych przeprowadzono szczegółowe kontrole warunków bezpieczeństwa. W ich wyniku zadecydowano, o wstrzymaniu pracy także w ośmiu innych kopalniach.