Długo można by mnożyć profesjonalne sukcesy Stanisława Jakubowskiego, człowieka o niesłychanym instynkcie, dzięki któremu rejestrował i dokumentował najważniejsze wydarzenia, jakie działy się wokół niego. Zawsze z aparatem i zawsze w drodze.
Fotoreporter nieustannie musi być czujny, gotowy i... odważny – to dewiza Stanisława Jakubowskiego. W następstwie takiego właśnie podejścia do swojej profesji w 1970 r. został m.in. „ozłocony” w Hadze prestiżowym medalem World Press Photo w dziedzinie reportażu za zestaw zdjęć pt. „Wyrwani śmierci”, na których utrwalił trzy doby dramatycznej walki o życie górników, uwięzionych w zawale w kopalni „Generał Zawadzki”.
Był świadkiem wielu takich dramatów. W 1971 r. na swoich zdjęciach utrwalił Alojzego Piontka, górnika zabrzańskiej kopalni „Rokitnica”, uwolnionego przez ratowników z zawału po siedmiu dobach pełnej determinacji akcji, bodaj jedynej, zwieńczonej po takim czasie sukcesem, w dziejach światowego górnictwa. W tym samym roku obserwował zmagania strażaków, usiłujących zapanować nad pożarem w rafinerii w Czechowicach-Dziedzicach. Pośród żywiołu ognia raz jeszcze znalazł się w 1992 r., dokumentując walkę z pożarem lasów wokół Kuźni Raciborskiej. W 1985 r. z nieodłącznym aparatem znalazł się w sali zabrzańskiej kliniki, gdzie dochodził do zdrowia pierwszy w Polsce pacjent z przeszczepionym sercem.
Ale utrwalał też zjawiska i rzeczy – wydawałoby się – banalne. W reportażu zatytułowanym „Szatnia” próżno wyglądać człowieka. Jest natomiast, pozostający w chaszczach, wóz z ostatnią toną węgla, jest stos nikomu już niepotrzebnych kasków i buciorów, są puste haki z torbą o nieznanej zawartości i wizerunkiem roznegliżowanej panienki na motorze. Całość układa się jednak w przejmujący obraz schyłku wielu kopalń, poddanych tzw. restrukturyzacji. Ten reportaż jest nam szczególnie bliski, ponieważ miejscem jego wernisażu była redakcja „Trybuny Górniczej”. Co oczywiste, bliski jest nam również sam Stanisław Jakubowski, który przez wiele lat publikował swoje zdjęcia w naszym tygodniku.
– W ciągu kilkudziesięciu lat mojej przygody z aparatem fotograficznym obserwowałem wszystkie najważniejsze wydarzenia na Śląsku. Dominującą tematyką moich zdjęć były praca i życie górników. Przez obiektyw śledziłem m.in. rozbudowę Rybnickiego Zagłębia Węglowego, a po latach – bardzo trudną dla tego środowiska – likwidację wielu kopalń – wspomina Stanisław Jakubowski.
Jest rzeczą znamienną, że wystawę naszego przyjaciela, inaugurującą III Gliwicki Miesiąc Fotografii, można oglądać w sali ekspozycyjnej „Nowych Gliwic” przy Bojkowskiej 37, czyli w jednym z budynków po zlikwidowanej kopalni „Gliwice”. Stanisław Jakubowski może się tu czuć, jak u siebie. Upoważnia go do tego nie tylko fakt, że w latach 1946–1977 był mieszkańcem tego miasta i członkiem Gliwickiego Towarzystwa Fotograficznego. Jeszcze bardziej to, że w czasach świetności kopalni wielokrotnie bywał tu pod ziemią, zatrzymując w kadrze codzienną pracę górników.
Najpierw wydobywano węgiel, potem założono park
Rezerwat „Segiet”, Suchogórski Labirynt Skalny, Zespół Przyrodniczo-Krajobrazowy „Żabie Doły” czy Park Miejski im. hm. Franciszka Kachla. Co łączy te cenne obszary przyrodnicze w Bytomiu? Każdy z nich powstał na terenach, gdzie wydobywano ważne dla gospodarki surowce mineralne.