Zatrudnienie: rekord od czasów PRL

fot: ARC/Andrzej Bęben

Co miesiąc notuje się również dużą liczbę zgłoszeń wolnych miejsc pracy

fot: ARC/Andrzej Bęben

Zatrudnienie ma ponad 16 milionów Polaków - donosi Rzeczpospolita.

Jeszcze nigdy od upadku PRL nie było tak wysokiego zatrudnienia. Według GUS, w III kwartale tego roku wynosiło rekordowe 16,06 mln.

Od 1991 r., tj. od czasu, gdy urząd statystyczny prowadzi badania aktywności ekonomicznej ludności, tylko dwa razy liczba pracujących przekroczyła 16 mln. W IV kw. 2008 r. pracowało nas 16,005, a w III kw. 2009 r. - 16,026 mln.

Najmniej osób pracowało w dramatycznym dla naszego rynku pracy I kw. 2003 r. Było ich zaledwie 13,35 mln, o blisko 3 mln mniej niż teraz. To wtedy też padł polski rekord bezrobocia. Sięgnęło ono w lutym 2003 r. 20,7 proc.

Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Plus Banku, tłumaczy wzrost zatrudnienia przede wszystkim polityką polskich firm. "Zrestrukturyzowały w chudych latach personel do tego stopnia, że teraz, mając dodatkowe zamówienia, zatrudniają. Maksymalnie wykorzystują potencjał" - mówi.

Mimo optymistycznych danych, w stosunku do Zachodu odrabiamy ogromne zaległości w liczbie pracujących. W Polsce (dane Eurostatu za 2013 r.) pracuje zaledwie 57,6 proc. osób mających 20-64 lata. Średnia dla UE to 62,6 proc., ale np. w Szwecji 77,2 proc., a w Niemczech 72,3.

Więcej na http://www.rp.pl.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Nadzór górniczy i przedsiębiorcy stają przed kolejnymi wyzwaniami

Przepisy rozporządzenia metanowego spędzają sen z powiek menedżerom spółek węglowych. Górnictwo coraz silniej zależy od systemów teleinformatycznych, automatyki przemysłowej, systemów sterowania, łączności, monitoringu zagrożeń naturalnych oraz infrastruktury IT/OT.

Według prognoz KE, polska gospodarka będzie jedną z najszybciej rozwijających się w UE

Komisja Europejska prognozuje, że polska gospodarka będzie jedną z najszybciej rozwijających się w UE - podkreśliło Ministerstwo Finansów w komentarzu do prognoz KE. Bruksela spodziewa się wzrostu PKB Polski w 2026 r. na poziomie 3,5 proc.

Miliardy z ETS w worku bez dna. Jak rząd Morawieckiego przejadł pieniądze na transformację

Temat unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS) od lat budzi w Polsce ogromne emocje. Przez jednych nazywany „unijnym podatkiem od CO2”, przez innych „klimatyczną kroplówką dla budżetu” – system ten stał się centralnym punktem debaty o polskiej energetyce i kosztach życia. Stał się też tematem protestu związkowego (20 maja w Warszawie) wielu branż, dla których jest kamieniem u szyi. Prezydent Karol Nawrocki proponuje m.in. w jego sprawie przeprowadzić ogólnokrajowe referendum. Problem w tym, że udział w proteście brali też politycy prawicy, którzy za przyjęcie tego systemu odpowiadają, ale próbują to wymazać z publicznej świadomości. Ponad 85-90 proc. z ponad 130 mld zł „rozpłynęło się” w ogólnym worku budżetowym, służąc do finansowania bieżących obietnic politycznych i osłon socjalnych. Na energetykę poszło – 1,3 proc. tej kwoty.

Niższy wzrost PKB i wyższa inflacja wpływają na rynek pracy

Niższy wzrost PKB i wyższa inflacja negatywnie wpływają na rynek pracy - napisali ekonomiści Banku Pekao w komentarzu do danych GUS. Ich zdaniem, ten wpływ będzie także widoczny w roku przyszłym.