W wieku ośmiu lat rozpoczęłam niemalże 20-letnią przygodę z tenisem stołowym. To był i pozostaje nadal prawdziwie rodzinny sport. Za stół wciągnął mnie tata, trenujący już siostrę. Zabrał mnie na salę sportową raz, drugi... Z początku chodziłam chętnie. Później ten zapał troszeczkę ostygł i przez jakiś czas nie grałam. Z czasem jednak tenis mnie wciągnął – wspomina Patrycja Molik-Wszołek.
Patrycja najwyraźniej była predysponowana do uprawiania tego eleganckiego sportu. – Już w trzecim roku treningów, będąc w 4 klasie, zdobyła puchar w ogólnopolskim Turnieju „Przeglądu Sportowego”. Wtedy były to zawody, traktowane jako nieoficjalne Mistrzostwa Polski w młodszych kategoriach wiekowych. Niedługo potem przyszły sukcesy w Mistrzostwach Śląska młodziczek – wspomina Eugeniusz Molik.
Ojciec Patrycji nie zajmuje się już trenerką, którą przez 17 lat dzielił z pracą na dole w kopalni „Staszic”. Dziś jest kierownikiem sponsorowanej przez Katowicki Holding Węglowy żeńskiej sekcji tenisowej Górnika 09 Mysłowice. – Na razie gramy w drugiej lidze. Walczymy o pierwszą i myślę, że zdołamy awansować – uważa były trener.
Przydaje się szczypta agresji
Patrycja zaczynała grać w katowickim Baildonie. Później, z przerwami, reprezentowała barwy Górnika 09 Mysłowice. Podczas pobytu w Ośrodku Przygotowań Olimpijskich w Krakowie, przez dwa lata była zawodniczką klubu z Konina, zaś w okresie studiów w Częstochowie – przez 3 lata grała w tamtejszym AZS.
– Tenis jest grą indywidualną. Wprawdzie, jak każdy sport, wymaga siły i wytrzymałości, wytrenowania bardzo wielu elementów technicznych, ale nie ma w nim schematów. Każdy przeciwnik jest inny. Dużo zależy od myślenia, wyobraźni i inteligencji w grze. Przydaje się też szczypta agresji, ale tej sportowej, nie wykraczającej poza reguły fair. Wreszcie bardzo liczy się silna psychika. Przy stole wszystko zależy ode mnie – opowiada o tym, co zauroczyło ją w tenisie.
– Uczy też systematyczności, dyscypliny i organizacji – dodaje ojciec sportsmenki.
Bez tych cech niepodobna wyobrazić sobie codzienności Patrycji Molik-Wszołek. Dzieli ją między kilka ról. Po uzyskaniu dyplomu z zakresu pedagogiki opiekuńczo-resocjalizacyjnej od 3 lat jest nauczycielką w Zespole Szkół Specjalnych w Katowicach, pozostaje czynną zawodniczką Górnika oraz, jako trenerka, prowadzi wraz z siostrą tenisową grupę około 30 dziewcząt w Miejskim Ośrodku Sportu i Rekreacji w Mysłowicach. Żartuje, że z mężem częściej widuje się na hali sportowej, niż w domu.
Nie czas rezygnować
Nagrodą są sukcesy. Ostatni, z początku marca, to brązowy medal w grze podwójnej z gorzowianką, Natalią Balicką na Mistrzostwach Polski seniorek.
– Ten brąz motywuje, utwierdza mnie w przekonaniu, że nie pora jeszcze rezygnować z gry. Dziewczyny, z którymi rywalizowałam o medale, trenują po 6-7 godzin dziennie, mają indywidualny tok studiów. Ja nie mogę już sobie pozwolić na trening z taką intensywnością – uśmiecha się sportsmenka.
– Patrycja ma handicap talentu i dużego doświadczenia – dodaje ojciec.
Kiedy mowa o sukcesach, Patrycja Molik-Wszołek zwykle spogląda w stronę taty, który jest precyzyjnym kronikarzem jej osiągnięć. W tej medalowej kolekcji są m.in. trzy złote medale Mistrzostw Polski w kategoriach młodzieżowych.
– Takiego sukcesu nie powtórzyła dotąd żadna inna zawodniczka. Mając niespełna 15 lat, Patrycja była też najmłodszą w historii medalistką (brąz) Mistrzostw Polski seniorek w grze indywidualnej. Najważniejsze osiągnięcie, to na pewno złoty medal Mistrzostw Polski seniorek w 2003 r. Wśród tych trofeów ma też brązowy medal Mistrzostw Europy juniorek w drużynie z 1996 r. – wymienia trener... Ale w sporcie bywa się też pod wozem.
Drzonków „na słodko”
– Największa wpadka przydarzyła mi się na ogólnopolskim turnieju w Drzonkowie, gdzie zamierzałam powalczyć o dobre miejsce. Pech chciał, że chwilę przed zawodami w torbie ze sprzętem pękła mi butelka ze słodzonym napojem. Trzeba było wychodzić na rozgrzewkę, a tu wszystko się klei. Tak mnie to zdeprymowało, że gładko przegrałam grę, której nie powinnam była przegrać – wspomina z uśmiechem.
Dużo lepiej Patrycja Molik-Wszołek pamięta natomiast pierwsze sukcesy trenowanych przez siebie dziewcząt. – W ubiegłym roku dwie juniorki zdobyły medale Mistrzostw Śląska. Jedna awansowała do turnieju ogólnopolskiego. Ania Urbańczyk jest jedenasta na ogólnopolskiej liście kadetek – wylicza.
– Dziewczęta nie garną się specjalnie do tenisa. Nabór jest zresztą „działką” mojej siostry, która uczy w szkole sportowej. Dziewczyny wolą taniec lub bardziej modne sporty. Mają też trudniejsze charaktery od chłopców – mówi o swoich trenerskich spostrzeżeniach.
Ten pogląd podziela Eugeniusz Molik. – W początkowym szkoleniu dziewczęta są bardziej zaangażowane i zdyscyplinowane. Ale w miarę jak dorastają, zaczynają się problemy – przyznaje.
Oprócz okupionych ciężką pracą radości z sukcesów, tenis pozwolił też katowickiej sportsmence poznać szmat świata.
– Bywałam na turniejach w całej Europie, grałam na Akademickich Mistrzostwach Świata w Szanghaju oraz – jako gość – na Igrzyskach Krajów Frankofońskich w Kanadzie. Gdyby nie sport, nie byłoby mnie stać na takie wyprawy. Szkoda, że podczas turniejów zawodnicy mają tak mało czasu na bliższe poznanie krajów i ludzi, u których goszczą – żałuje trochę Patrycja Molik-Wszołek.
Znamy najlepszych siatkarzy wśród górników
Mistrzostwa w Żorach po raz kolejny pokazały, że sport jest ważnym elementem integracji pracowników miedziowej spółki. Dla uczestników była to nie tylko okazja do sprawdzenia swoich umiejętności, ale również do wspólnego przeżywania emocji i budowania zespołowej atmosfery.