Wzdłuż chorwackich wybrzeży

Na jacht „La Passion du Vin” zamustrowali wczesnym rankiem 11 października w Sukosanie, największej chorwackiej przystani „Dalmacija”. Siódemkę załogantów zdominowali żeglarze z kopalń „Ziemowit” i „Janina”. Około południa oddali cumy i wyruszyli w rejs wzdłuż wybrzeży Adriatyku.

Tamtejsza marina robi doprawdy imponujące wrażenie. Przystań gromadzi setki jachtów i łodzi motorowych. Na ich flagsztokach powiewają bandery z całego świata. Jedni dopiero co zawinęli do portu, inni przygotowują się do rejsu. Człowiek wpada w światek prawdziwie babilońskiego pomieszania języków. Po jednej stronie portu, ktoś zajmuje się slipowaniem (w języku żeglarskim – wyciąganie jachtu z wody), po drugiej, ktoś inny szoruje pokład na wysoki połysk – opowiada, uczestniczący w rejsie, Sławomir Rosowski z „Ziemowita”.

Na adriatycką eskapadę górniczy żeglarze wyruszyli wyczarterowanym jachtem o długości 11 m z 70 m kw. powierzchni żagli. Abstrahując od jego niecodziennej nazwy mieli jednak powody, by czuć się na niej swojsko. Oto jacht, na który zamustrowali, został zaprojektowany, zbudowany i wyposażony przez polskich szkutników z Olecka.

W siedmiodniowym rejsie po adriatyckich wodach śląscy żeglarze przemierzyli 286 mil morskich. Jeszcze w Sukosanie powiało horrorem, rodem z filmu „Szczęki”. Miejscowa gazeta donosiła bowiem o pojawieniu się w okolicy wyspy Vis (znajdującej się w marszrucie rejsu) 3,5-metrowego rekina. Ale rozmaitych niespodzianek nie szczędził też jego wysokość Neptun.

Kapryśny diesel

– Pierwsza noc w morzu. Jesteśmy po kolacji, a wokół nas zupełna ciemność. Za burtą flauta. Nie pozostawało nic innego, jak uruchomienie naszego diesla. I tu przykra niespodzianka – silnik ani drgnie. Neptun zabrał nam prąd z obu akumulatorów. Wszystkie nowoczesne i niby niezawodne instrumenty pokładowe – łącznie z ploterem GPS – zamilkły. Te kaprysy sprzętu ani trochę nie zachwiały spokoju naszego kapitana Mirosława Moszko. Zdał się na mapy oraz ręczną nawigację. Do wschodu słońca bezpiecznie żeglowaliśmy po otwartych wodach. Za dnia podpłynęliśmy do chorwackiego katamaranu. Podpięliśmy się do ich akumulatora, odpaliliśmy silnik, i... po kłopocie – relacjonuje Rosowski.

Później diesel nie był już potrzebny. Przed wejściem do portu Komiza na wyspie Vis wiała „piątka” w skali Beauforta. Dla jachtu o dużej dzielności morskiej i doświadczonych żeglarzy nie było to, oczywiście, nic wielkiego. To wejście bardziej zapamiętali z przepięknego zachodu słońca.

W „Błękitnej Grocie”

– Nazajutrz wiała „czwórka”. Postanowiliśmy popłynąć na urokliwą wyspę Biševo, położoną mniej więcej 3 mile morskie na południowy zachód od Vis. Możliwość zobaczenia fantastycznej „Błękitnej Groty” była niebywałym przeżyciem. Modra Špilja o 18 m długości, 6 m głębokości i 6 m wysokości jest dostępna wyłącznie od strony morza. W słoneczne dni, między dziesiątą a trzynastą, promienie słońca dostają się dolnym, podwodnym otworem, rozświetlając jaskinię niebieskim światłem. Niesamowite. Kąpiel w cudownie przezroczystej wodzie, i to 13 października, też była nie lada przeżyciem – ciągnie swoją opowieść Sławomir Rosowski.

U Marco Polo

Kolejna noc w morzu, a nazajutrz, późnym popołudniem „La Passion du Vin” zawinął do Dubrownika. – Jakie słowa oddadzą klimat i urok tego miasta i jego 1000-letniej historii? To po prostu trzeba zobaczyć – wspominają uczestnicy wyprawy.

Kolejny etap to wyspa Mljet, a następnie nocne zwiedzanie Korculi, nie bez przyczyny zwanej „małym Dubrownikiem”. Śląscy żeglarze zajrzeli między innymi do domu, w którym urodził się Marco Polo. Jeszcze jeden dzień na żaglach przy dobrym wietrze i jeszcze jedna szczególna noc. Tym razem spędzona w miasteczku Hvar z urokami twierdzy Spaniol. Wreszcie Marina i koniec rejsu.

– W Adriatyku można się rozkochać. Morze o niepowtarzalnych odcieniach błękitu, klimat, zapachy, urocze portowe miasteczka, bujna śródziemnomorska roślinność, niezwykła kuchnia... To był wyjątkowo udany rejs. Przyrzekliśmy sobie, że na pewno jeszcze tu wrócimy – mówi Mirosław Moszko, kapitan jednostki, a na co dzień nadsztygar w Dziale Tąpań, Obudowy i Kierowania Stropem w kopalni „Ziemowit”.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

1755669760 powstaniaslaskie

Narodowy Dzień Powstań Śląskich - to górnicy walczyli o Polskę

Kiedy mówi się o Powstaniach Śląskich, zwykle pada kilka nazwisk dowódców i polityków. Ale siłą, która przeważyła szalę w latach 1919-1921, byli ci, którzy na co dzień zjeżdżali pod ziemię. Górnicy. Bez nich nie byłoby powstań, a Śląsk prawdopodobnie zostałby po niemieckiej stronie. Narodowy Dzień Powstań Śląskich został ustanowiony w 2022 roku, by uczcić pamięć uczestników trzech powstań śląskich z lat 1919–1921. To właśnie 20 czerwca 1922 roku, po zakończeniu sporów granicznych, Wojsko Polskie wkroczyło na te ziemie.

Górnicy i hutnicy na filmach sprzed 60 lat. Mamy je! Warto zobaczyć!

Jeśli ktoś ma ochotę zobaczyć film zmontowany z archiwalnych nagrań TVP 3, zachęcamy do oglądania! Ma ponad 7 minut, nosi tytuł „Twarze Przemysłu” i był pokazywany podczas tegorocznej Industriady w Muzeum Miejskim „Sztygarka” w Dąbrowie Górniczej.

Polska i Niemcy udostępnią 60 tys. Biletów Przyjaźni dla młodych podróżnych

Resort infrastruktury oraz Federalne Ministerstwo Transportu Niemiec uruchamiają kolejowy Polsko-Niemiecki Bilet Przyjaźni, z którego będzie mogło skorzystać 60 tys. młodych osób w wieku od 18 do 27 lat. Każdy z krajów udostępni po 30 tys. biletów - poinformowało w środę polskie ministerstwo.

Fotografie z kopalń, hut, fabryki obrabiarek i wielu innych zakładów. Warto je zobaczyć!

Jeśli ktoś ma wolne popołudnie albo weekend, polecamy wycieczkę do Muzeum Miejskiego „Sztygarka” w Dąbrowie Górniczej. Można tam zwiedzić nie tylko kopalnię ćwiczebną z lat 20. ubiegłego wieku, ale i świetną wystawę „Razem dla przemysłu. Oblicza dąbrowskich zakładów w fotografii i designie”. Wystawa na pewno będzie czynna przez całe wakacje.