Wielka woda - felieton Jacka Korskiego

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Jacek Korski

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Jako dziecko nieraz oglądałem w telewizji obrazy z wiosennych powodzi, gdy ruszały lody na Wiśle. Z bliska powódź zobaczyłem w latach 70., gdy jako student układałem w okolicach Wrocławia z kolegami niekończące się worki z piaskiem. Zajęty pracą, nie widziałem wtedy spowodowanych przez wielką wodę szkód.

Kiedy w 1985 roku po ulewnych deszczach wezbrana Kłodnica zalała zabrzańską dzielnicę Makoszowy, to poszkodowanych zostało kilku moich podwładnych czy kolegów. Uważany za dramatyczny rok 1997 zastał mnie na stanowisku naczelnego inżyniera kopalni Makoszowy i, z racji pełnionego stanowiska, byłem też wiceprzewodniczącym komitetu przeciwpowodziowego w Zabrzu. Było to konsekwencją wniosków wyciągniętych po wspomnianej powodzi z 1985 roku. Osiadania terenu po eksploatacji kopalni Makoszowy sprawiły, że część dzielnicy Makoszowy znalazła się nawet poniżej normalnego koryta rzeki Kłodnicy. Po 1985 roku rzekę ujęto w solidne wały, pojawił się wtedy problem – po normalnych opadach deszczówka nie mogła spłynąć do rzeki i konieczne było zbudowanie przepompowni do przerzucania wody za wał. Wszystko działało sprawnie. Zresztą takich przepompowni na terenie górniczym większości śląskich kopalń węgla nie brakowało.

Na początku lipca 1997 lało już kilka dni i kiedy w niedzielę, chyba 4 lipca, wróciłem z Brennej, to dowiedziałem się, że znajomi kilka godzin później już nie mogli przejechać wiślanką. A w nocy obudził mnie telefon, że woda zalewa najniżej położone domy w innej zabrzańskiej dzielnicy – Kończyce. W dużych zakładach istniały jeszcze wtedy Zakładowe Oddziały Obrony Cywilnej i to pracownicy kopalni z tego oddziału, wraz ze strażakami zawodowymi i ochotnikami, pomagali ewakuować ludzi i zabezpieczać ich mienie. Przy bardzo intensywnych opadach deszczu spływająca z całych Kończyc woda zdołała zalać przepompownię na Potoku Bielszowickim, zwanym też Kochłówką. Niepokojąco rósł też poziom wody w Kłodnicy i potokach będących, jak wspomniany Potok Bielszowicki, dopływami tej rzeki.

Pamiętam, jak stojąc na wale tej rzeki, widziałem, że woda płynie… na wysokości domów osiedla Piasek, które w 1985 roku zostało zalane. Słuchając bardzo wyważonych dziś wypowiedzi specjalistów o przeznaczeniu zbiornika pod Raciborzem, pamiętam jak moi koledzy ze służby mierniczo-geologicznej zaproponowali zbudowanie zbiornika retencyjnego na Kochłówce i rozciągnięcie tym samym fali powodziowej na Kłodnicy – dziś byłoby to niemożliwe, bo biegnie tam autostrada A4. Wyraziłem zgodę i z tego, co było pod ręką, czyli kamienia popłuczkowego, piasku, zaczęliśmy tworzyć we wskazanych miejscach wały.

I tu chyba miejsce na przypomnienie, jak różne postawy przyjmowali ludzie w tamtym czasie. Krótko przed powodzią uzupełnialiśmy zapas worków na piasek, które kosztowały kilkadziesiąt groszy za sztukę. Kiedy mniej więcej po tygodniu powodzi chcieliśmy kupić takie same worki, cena była już dziesięciokrotnie wyższa i za gotówkę. Cuda lub dobra wola ludzi jednak się zdarza i, nagle, od jednego z naszych odbiorców węgla dostaliśmy worki przeznaczone do pakowania cukru na eksport. Kiedy patrzę dziś na oszczędnie napełniane worki, tak, aby łatwo było je przenosić, to nasze worki sypane były „z czubkiem”. Kiedy do mojego sztabu przeciwpowodziowego zadzwonił właściciel piaskowni, który powiedział mi, że na kartkę z moim podpisem będzie ładował piach za darmo i to przez całą dobę, to zrobiło mi się jakoś ciepło na duszy.

Takie postawy stanowiły wtedy zdecydowaną większość. Dość powiedzieć, że osiedle Piasek nie ucierpiało, pomogliśmy też na południe od Kłodnicy w gminie Gierałtowice i druga fala deszczu już nie powiększyła szkód. Kiedy obserwuję, bezpiecznie, w TV to, co dzieje się w dorzeczu Nysy Kłodzkiej, potrafię wczuć się w sytuację wszystkich poszkodowanych i rozumiem ciężar, który wszyscy walczący z kataklizmem dźwigają. A na koniec tym, którzy będą mieli pretensje do wszystkich i o wszystko w związku z dzisiejszym kataklizmem, powiem jedno – w kilka dni lipca 1997 r. spadło nieco ponad 280 litrów wody na metr kwadratowy, a w tym roku podobno już ponad 400. Z poprzednich powodzi wiele wniosków wyciągnęliśmy. Teraz, najpierw pora ratować!

Jacek Korski

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Firmy z USA gotowe inwestować w Polsce w fabrykę paliwa do SMR i komponenty dla satelitów

Amerykańska spółka X-Energy deklaruje gotowość do zainwestowania w Polsce blisko 1 mld dolarów w ramach Zielonego Okręgu Przemysłowego Kaszubia. Z kolei Quantum Space rozważa produkcję w Polsce komponentów do satelitów oraz systemów służących ochronie i bezpieczeństwu infrastruktury satelitarnej w przestrzeni kosmicznej.

Na gliwickim lotnisku ma powstać nowa wieża kontroli lotów

Na gliwickim lotnisku ma powstać nowoczesna wieża kontroli lotów - wynika z informacji lokalnego samorządu. Dla wieży, która ma obsługiwać ruch lotniczy i stać się charakterystycznym elementem panoramy miasta, złożono już wniosek o pozwolenie na budowę.

ORLEN stworzy sieć „komfortek” dla podróżujących ze szczególnymi potrzebami

ORLEN jako pierwsza firma paliwowa w Polsce uruchamia program, który ma zwiększyć komfort podróżowania po kraju osób ze szczególnymi potrzebami. Przy najważniejszych trasach powstanie ponad 30 tzw. „komfortek” – specjalistycznych pomieszczeń higieniczno-opiekuńczych.

1755669760 powstaniaslaskie

Narodowy Dzień Powstań Śląskich - to górnicy walczyli o Polskę

Kiedy mówi się o Powstaniach Śląskich, zwykle pada kilka nazwisk dowódców i polityków. Ale siłą, która przeważyła szalę w latach 1919-1921, byli ci, którzy na co dzień zjeżdżali pod ziemię. Górnicy. Bez nich nie byłoby powstań, a Śląsk prawdopodobnie zostałby po niemieckiej stronie. Narodowy Dzień Powstań Śląskich został ustanowiony w 2022 roku, by uczcić pamięć uczestników trzech powstań śląskich z lat 1919–1921. To właśnie 20 czerwca 1922 roku, po zakończeniu sporów granicznych, Wojsko Polskie wkroczyło na te ziemie.