Sygnał do rozpoczęcia biesiady dał dyrektor kopalni Czesław Kubaczka, wprowadzając do pomieszczeń karczmy „starą strzechę”, czyli swoich poprzedników na tym stanowisku, oraz zaproszonych gości: prof. Nikodema Szlązaka z AGH, posłów Krzysztofa Gadowskiego i Tadeusza Motowidłę oraz zastępcę prezesa JSW Grzegorza Czornika.
„Stara strzecha” i goście zasiedli w ławach przeznaczonych dla wysokiego prezydium, „w sprawach piwnych nigdy nieomylnego”. Dyrektor Kubaczka samodzielnie, w sposób demokratyczny wybrał prezesa biesiady, po czym poprosił księdza proboszcza Gerarda Grzesia, aby ze względu na dzień tygodnia (piątek) udzielił gwarkom dyspensy.
– Bo inaczej będziemy tu przymierać z głodu – uzasadniał prośbę dyrektor Kubaczka. Obiecał, że gwarkowie w podziękowaniu „stosowną ofiarę złożą”.
Zaraz po wyborze prezes ustanowił kontrapunktów nadzorujących ławy (maszynową i górniczą), w których zasiadali gwarkowie. Mianował także skrybę, którego zadaniem było notowanie wszelkich zdarzeń, zaistniałych w trakcie biesiady.
Jeszcze zanim gwarkowie umoczyli usta w piwie, odbyła się uroczystość mianowania gwarkami czterech lisów (młodych adeptów sztuki górniczej). Każdy z nich poddany został tradycyjnej procedurze: wstępował na beczkę, przedstawiał się, wypijał szklankę piwa, skakał przez skórę i klękał przed obliczem dyrektora, który dotknięciem górniczej szpady potwierdzał akt mianowania.
Kolejnym punktem biesiadnego ceremoniału było odśpiewanie górniczego hymnu. Dopiero po tym akcie prezes wydał polecenie, aby piwoleje napełnili kufle „złocistym płynem”. No i zaczęła się przednia zabawa.
Śpiew i rywalizacja w różnych konkurencjach uatrakcyjniały biesiadę. Jedną z nich był wyścig w workach do stołu, gdzie ustawione były napełnione kufle. Trzeba było do nich dobiec, wypić piwo i wrócić na miejsce startu. I tak po kolei po czterech zawodników z każdej ławy. Był to czas, kiedy gwarkowie mieli już „nieco w czubie”, więc niektórzy zawodnicy mieli kłopoty z trafieniem nogami do worka. Ale ambicji nie zabrakło żadnemu.
„Stara strzecha” rywalizowali w piciu piwa na czas. Najszybciej swój kufel opróżnił dyrektor Józef Gębalczyk, który o pół łyka wyprzedził obecnego szefa „Zofiówki”.
Pilnująca porządku Gwardia Prezesa znalazła na sali butelkę wódki, napoju zabronionego podczas biesiady gwarków. Na szczęście nie była napoczęta, a jej właściciel ujawnił się sam i dlatego prezes ukarał go jedynie zakuciem w dyby.
W trakcie biesiady gwarków odwiedził skarbnik. Co poniektórym wypomniał, jakie ma do nich żale. Skarbnik nakazał gwarkom, aby dbali o „swoja gruba”.
Po 4-godzinnej zabawie, prezes ogłosił koniec biesiadowania. Był to dla gwarków bolesny moment, ale „wysokiego prezesa, w sprawach piwnych nigdy nieomylnego” posłuchali i biesiadną salę opuścili.
Najpierw wydobywano węgiel, potem założono park
Rezerwat „Segiet”, Suchogórski Labirynt Skalny, Zespół Przyrodniczo-Krajobrazowy „Żabie Doły” czy Park Miejski im. hm. Franciszka Kachla. Co łączy te cenne obszary przyrodnicze w Bytomiu? Każdy z nich powstał na terenach, gdzie wydobywano ważne dla gospodarki surowce mineralne.