W pojedynkę się nie wygrywa

W niedawnych Mistrzostwach Europy Grzegorz Bartoń kibicował Holandii. – Ale Hiszpanii należało się to mistrzostwo. Jeśli chodzi o udział Polski, to dobrze zagrało tylko dwóch zawodników: Podolski i Klose – żartuje.

 

Bartoń, pracownik kopalni „Bielszowice” i ratownik z 15-letnim stażem, na piłce nożnej zna się jak mało kto. W 1988 roku z Górnikiem Zabrze zdobył tytuł Mistrza Polski. Wiele lat trenował w piłkarskich klubach Śląska, a od jakiegoś czasu gra w LKS Bujaków i prowadzi tutejszą drużynę trampkarzy.
 

Po klubowym boisku w Górniku Czerwionka zaczął biegać mając 9 lat, ale, jak mówi, wydaje mu się, że robił to od zawsze.
 

– W rodzinie nikt nie grał w piłkę, za to ja z kolegami non stop. Do klubu sam poszedłem się zapisać. Trener zabierał nas często autokarem na mecze do Zabrza. Myślałem wtedy, jakby to było trenować na tym boisku.
 

Z pierwszego klubu dostał się do kadry Polski do lat 15, trenerem tej drużyny był Janusz Wójcik. Potem był Gwarek Zabrze prowadzony przez Jana Kowalskiego i wreszcie Górnik Zabrze pod wodzą Marcina Bochynka.
 

– Drużyna była tak silna, że nawet 8-10 osób grało w kadrze Polski – uśmiecha się na wspomnienie tych czasów.
 

Dzięki sportowi, inaczej niż rówieśnicy, mógł poznawać świat. Ale nie zachłysnął się wszelakimi dobrami na półkach, lecz warunkami, w jakich trenowali sportowcy na zachodzie. Mimo to pamięta, że z pierwszego wyjazdu do RFN przywiózł swojej miłości pomarańczową bluzkę, specjalnie dobraną do jej ulubionych butów.
 

Karierę sportową przerwał, kiedy chciał zmienić drużynę w trakcie odrabiania służby wojskowej. Macierzysty klub nie wyraził na to zgody.
 

– Zawiesili mnie na pół roku plus rok karencji. W sumie półtora roku bez grania! Sam zdecydowałem o rezygnacji z piłki i rozpocząłem pracę w kopalni „Bielszowice” na ruchu „Poręba”.
 

Po 10 latach przerwy piłka nożna sama wróciła do Grzegorza Bartonia. Miejscowi działacze zaproponowali mu grę w Gwieździe Chudów. Teraz zaangażowany jest w życie klubu z Bujakowa, występuje też w drużynie oldboyów Górnika Zabrze, a przyjaciele będą mogli zobaczyć go na boisku podczas meczu z Legią Warszawa, rozegranym w ostatni weekend sierpnia z okazji 60-lecia Górnika.
 

Meczów, które do dzisiaj pamięta, było sporo. Wielu towarzyszyła trema. Na przykład pierwszy mecz Bartonia w reprezentacji Polski juniorów z reprezentacją Węgier.
 

– Zawsze grałem na obronie, a tu nagle trener kazał mi grać na środku ataku. Nie mogłem powiedzieć, że nie wyjdę. Z czasem trema była już inna, człowiek się mobilizował tuż po pierwszym gwizdku.
 

Jednym z większych sportowych przeżyć było dla niego występowanie w meczu sparingowym przeciwko sławnemu Ericowi Cantonie.
 

Ratownikiem chciał zostać prawie od początku pracy w kopalni. Marzenie dość szybko się spełniło. Podczas akcji często przydawała mu się kondycja i refleks ciężko wytrenowane na boisku.
 

W 1996 roku, po tąpnięciu w kopalni „Bielszowice”, zginęło pięciu ludzi. Grzegorz Bartoń pamięta tę akcję do dzisiaj.
 

– Chodnik po tąpnięciu miał zaledwie 40 cm wysokości, a w środku leżał złom, przenośniki, obudowy. Jak zawsze szliśmy po żywych, ale już po wejściu w zagrożony rejon wiedzieliśmy, że cofnęło się powietrze i w miejscu zawału jest atmosfera beztlenowa. Pierwsza ofiara, jaką znaleźliśmy, to był człowiek, który odchodził na emeryturę i był w pracy ostatni dzień.

 

Warunki podczas akcji były tak trudne, że jeden z moich kolegów z zastępu nie wytrzymał psychicznie i w dzień po akcji zwolnił się z kopalni.
 

Akcja trwała w sumie 16 dni. Górotwór cały czas się odprężał. Wspomnienia wracają, gdy w jakiejś innej kopalni poszukuje się ludzi.
 

– Czy bałem się o swoje życie? Jeśli ktoś jest ratownikiem z powołania, to wie, że są momenty, w których przede wszystkim trzeba trzymać się przepisów. Ludzie w zastępie muszą mieć do siebie zaufanie, jak na boisku. I tu i tam w pojedynkę się nie wygrywa.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Górnik wrócił do domu. Niezwykłe wydarzenie w kopalni

Przed Szybem Daniłowicza w Kopalni Soli Wieliczka przez dziesięciolecia stał Górnik – trzymetrowa figura, która dla mieszkańców Wieliczki i turystów była czymś więcej niż pomnikiem. Była symbolem górniczego charakteru tego miejsca, świadkiem tysięcy spotkań i nieodłącznym tłem pamiątkowych fotografii. W 2006 roku Górnik zniknął ze swojego miejsca. Po dwudziestu latach powrócił do domu.

Pomożecie zagłosować? Miła sprawa, chodzi o film, w którym mogą wystąpić obiekty KWK Halemba-Wirek

Oddział Centrów Demontażowych Grupy KOK znalazł się w finałowej piątce (spośród 28 zgłoszonych) plebiscytu „Śląska Lokacja Filmowa 2026”. Przemysłowy obiekt ma teraz szansę na drugie życie, jako przestrzeń filmowa. Wystarczy tylko na niego zagłosować.

Nagroda za pamięć o zamordowanym bracie górniku

Za nami wyjątkowa Gala wręczenia Nagrody „Czarny Diament Wolności”, która odbyła się w Śląskim Centrum Wolności i Solidarności im. Dziewięciu Górników z „Wujka” w Katowicach. Tegoroczną laureatką prestiżowego wyróżnienia została Magdalena Pelc - która od lat pielęgnuje pamięć o swoim bracie Zbigniewie Wilku, jednym z Dziewięciu z „Wujka”.

100 szefów kuchni, 20 stref i jeden wielki cel. 13 września Kulinarny Ogień rozgrzeje TAURON Park Śląski

Wielki finał charytatywnej akcji Kulinarny Ogień 13 września 2026 r. w TAURON Parku Śląskim. Na gości czekać będzie blisko 100 szefów kuchni, 20 autorskich stref kulinarnych, koncerty i atrakcje dla całych rodzin. A przede wszystkim – wspólny cel: wsparcie budowy pierwszego na Śląsku stacjonarnego hospicjum dla dzieci „TuSieTuli”. Organizatorzy chcą podczas finału zebrać minimum 250 tys. zł.