Na terenach Muzeum Górniczego w Ostrawie-Petrzkowicach sympozjum odbyło się już po raz czwarty. Tym razem uczestniczyło w nim siedmiu profesjonalnych artystów: Nowozelandczyk Donald Buglass, Egipcjanin Salah Hammad, Węgier Laszlo Lugossy, Słowak Radko Macuha, Czesi Jaromir Svarziczek i Maria Szeberova oraz Polak – 46-letni Janusz Czumaczenko, adiunkt Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi, kierujący obecnie pracownią rzeźby na Wydziale Grafiki i Malarstwa.
– Nie jestem typem ekspansywnego artysty, który odwiedza plenery, sympozja i objeżdża wystawy. Dałem się jednak skusić na ten wyjazd i okazuje się, że była to decyzja trafiona. Podoba mi się to miejsce, są tu sympatyczni ludzie, zebrałem sporo doświadczeń. Jak pracuje się samemu, to brakuje wymiany poglądów i podglądania, jak to robią inni. U nas w Łodzi nie ma wydziału rzeźby, gdzie można by podzielić się doświadczeniami. Dlatego wyjazd do Ostrawy bardzo się przydał – tłumaczy Czumaczenko.
Polski artysta za temat swej pracy wybrał „kalendarz”. Dlaczego?
– Przez ostatnie dwa lata kontynuuję cykl rzeźb o wspólnej nazwie „Korespondencje”. Tworzą go listy do żony, listy z wakacji, kartka świąteczna. Kalendarz jest również taką korespondencją. W kalendarzu zwykliśmy zapisywać różne sprawy i stąd staje się on czymś w rodzaju pamiętnika. Podobnie jak listy. Przypomina o przemijaniu czasu. Wyznacza tę chwilę, w której żyjemy, w której możemy powiedzieć coś o sobie i coś po sobie pozostawić. My pozostawimy po sobie nasze kamienie – wyjawia artysta.
Janusz Czumaczenko jest związany z rzeźbą od dziecięcych lat.
– Pochodzę z niezamożnej rodziny, dlatego wszystkie swoje zabawki lepiłem z gliny. Glina wysychała i miałem żołnierzyki, czołgi – wszystko, czego chciałem. To w człowieku pozostaje. Idąc do liceum plastycznego wiedziałem, że chcę być rzeźbiarzem. A co jest w rzeźbiarstwie fascynującego? Dla mnie wszystko. Materiał jest fascynujący, ciężka praca jest fascynująca. Fascynujące jest to, że robi się coś konkretnego. Bo rzeźba to konkret. Ja nie wyobrażam sobie bycia kimś innym, niż rzeźbiarzem – dodaje.
Do Ostrawy przywiózł z sobą całą walizkę sprzętu. Między innymi: młotki pneumatyczne, szlifierki elektryczne z piłami diamentowymi oraz tarcze do polerowania i szlifowania kamienia.
Łódzki rzeźbiarz i wykładowca miał również okazję wraz z pozostałymi uczestnikami sympozjum odwiedzić kopalnię „ČSM” w ruchu. Zawsze powtarza, że boi się latać samolotem i tym samym rezygnuje z dalekich podróży. Ale zjazd pod ziemię – dlaczego nie?
– Nigdy przedtem nie byłem na kopalni i nigdy chyba już nie będę. Zjechać tysiąc metrów pod ziemię i przekonać się, jak ciężko pracują tam ludzie, to fascynujące. W Polsce czasami narzeka się na górników, że mają duże przywileje. Jak zobaczyłem, jak ciężka jest ich praca, to od razu zmieniłem zdanie. Było to naprawdę duże przeżycie – przyznaje Czumaczenko.
Martin Kucharz, czeski artysta rzeźbiarz i zarazem gospodarz biennale, nie ukrywa, że sam wpadł na pomysł zapoznania swych kolegów po fachu w górniczą robotą. – To dla nich ogromna frajda. Podobnie jak dla zwiedzających Muzeum Pod Landekiem kontakt z artystami światowego formatu. Oni tworzą pod gołym niebem, a ludzie mogą do woli patrzeć, jak wygląda ich warsztat pracy. W sumie niezły pomysł na upowszechnianie kultury – śmieje się Martin Kucharz. Nie sposób nie przyznać mu racji.
Najpierw wydobywano węgiel, potem założono park
Rezerwat „Segiet”, Suchogórski Labirynt Skalny, Zespół Przyrodniczo-Krajobrazowy „Żabie Doły” czy Park Miejski im. hm. Franciszka Kachla. Co łączy te cenne obszary przyrodnicze w Bytomiu? Każdy z nich powstał na terenach, gdzie wydobywano ważne dla gospodarki surowce mineralne.