Wyruszają 21 kwietnia. Klamka już zapadła. – Do Chin dotrzemy Koleją Transsyberyjską. W Pekinie zameldujemy się według planu 1 maja. Zostajemy tam trzy dni, a następnie ruszamy przez kraj. W ciągu 75 dni mamy zamiar pokonać 5300 km. W ten sposób dotrzemy do granicy z Kazachstanem. Stamtąd pojedziemy do Uzbekistanu. Wizę dostaliśmy na miesiąc, więc głównie od tego będzie zależeć, ile tam zabawimy. Kolejny etap to przelot z Taszkientu do Baku.
Tym sposobem omijamy Turkmienistan, ponieważ nie zdołaliśmy załatwić trudno dostępnych wiz. Po wylądowaniu w Baku planujemy zdobyć wizy azerskie. Wsiadamy na rowery i przez Azerbejdżan oraz Gruzję dotrzemy do Batumi. Tutaj załadujemy się na prom do Odessy. Z Ukrainy już blisko do Polski, poprzez Mołdawię skierujemy się na Lwów, a potem do naszej granicy. W domu planujemy być, po przejechaniu około 9000 km, gdzieś koło 20 sierpnia – opisuje szczegóły marszruty Andrzej Makoś.
Podróż Koleją Transsyberyjską będzie dla śląskich rowerzystów z pewnością jedną z największych przygód życiowych. Żeby się do niej odpowiednio przygotować, zasięgnęli języka u Griszy, pracownika biura obsługi podróżnych Rosyjskich Kolei Państwowych w Moskwie.
Trzeba się targować
– O żywność martwić się nie musicie. Perony obfitują w prowizoryczne stragany, gdzie kupicie podstawowe produkty, a nawet ciepły obiad. Kiedy na pospiesznie rozkładanych kramach pokażą się orzeszki i szyszki limbowe, suszone i wędzone ryby bądź futrzane czapki, to wiedzcie, że jesteście już na Syberii. Pamiętajcie, że ceny na peronach są raczej wygórowane. Przyda się umiejętność targowania! W czasie postojów trzeba pamiętać, że pociąg rusza czasem bez zapowiedzi. Trzeba uważać! Za to stacje, zwłaszcza po drugiej stronie Uralu są wspaniałe. Musicie je zobaczyć. Zaskoczy was ich wystrój i przepych. Polecam Nowosybirsk! I nie bądźcie zdziwieni, gdy w wagonie spotykacie myśliwego z Ałtaju, mieszkańca Moskwy, Tadżyków handlujących w Jakucji i Ukraińców jadących tysiące kilometrów w odwiedziny do swych rodzin, z którymi nie widzieli się nawet kilkanaście lat – napisał w krótkiej informacji wysłanej do naszych podróżników Grisza.
Przygotowania do wyprawy trwają nieprzerwanie od trzech miesięcy. Na dobrą sprawę wystarczyłyby na nie trzy dni, ale to właśnie starania o wizy pochłaniają najwięcej czasu.
– Czeka na nas zupełnie inny świat. Świat niekończących się formalności, papierów i stempli. Rosyjska wiza tranzytowa nie będzie potrzebna przy posiadaniu wizy kraju docelowego i biletów, ale za to wiza tranzytowa Białorusi z całym pakietem tamtejszych ubezpieczeń jest konieczna. Wiza mongolska na pewno jest potrzebna. Jej koszt to 25 dolarów. Wizę uzbecką można załatwiać w Kirgizji, ale trzeba być w tym kraju do ośmiu dni minimum. Z kolei o wjazd do Uzbekistanu należy zabiegać w Ministerstwie Spraw Zagranicznych tego kraju. Zaproszenie załatwia się w ciągu siedmiu dni i w tym celu musieliśmy wysłać do biura podróży w Taszkiencie skany paszportów i oświadczeń z miejsc pracy z wszystkimi danymi osobowymi. Głowa od tego pęka – śmieje się Edward Dziedzic.
Wsiąść do pociągu...
O tym, że humor dopisuje naszym rowerzystom, świadczy przerobiony przez nich przebój Maryli Rodowicz: – Wystarczy wsiąść do pociągu trassyberyjskiego, zadbać o bagaż, zadbać o bilet, ściskając w ręku wizy i „zielone”, patrzeć jak wszystko zostaje w tyle! – dorzuca Andrzej.
Oprócz namiotu i rzeczy osobistych kolarze nie zabierają z sobą wielu przedmiotów. Jak sami powiadają: chleb i wodę wszędzie zorganizują. Będą mieli z sobą laptop i telefon współpracujący z internetem.
– Zarezerwowaliśmy już hotel w Pekinie, zaraz naprzeciw dworca. Stamtąd wyślemy pierwszą korespondencję do Trybuny Górniczej – zapewniają obaj podróżnicy. Choć będą w mieście tegorocznych igrzysk, to w maju zobaczą tylko przedolimpijską krzątaninę. Wszak zawody rozpoczynają się dopiero 8 sierpnia.
– Będzie o czym pisać, a kiedy dotrzemy w pobliże Muru Chińskiego, spróbujemy zadzwonić – dorzuca Edward Dziedzic. Trzymamy więc za słowo i życzymy „szerokiej drogi”!
Najpierw wydobywano węgiel, potem założono park
Rezerwat „Segiet”, Suchogórski Labirynt Skalny, Zespół Przyrodniczo-Krajobrazowy „Żabie Doły” czy Park Miejski im. hm. Franciszka Kachla. Co łączy te cenne obszary przyrodnicze w Bytomiu? Każdy z nich powstał na terenach, gdzie wydobywano ważne dla gospodarki surowce mineralne.