W 75 dni przez Chiny

Andrzej Makoś, o którego wyprawach rowerowych nieraz pisaliśmy na łamach „TG” wybiera się w kolejną podróż. Po Ukrainie, Litwie, Łotwie, Estonii, Rumunii, Bułgarii i Turcji przyszedł czas na… Chiny. W niezwykłej eskapadzie Jedwabnym Szlakiem Andrzejowi towarzyszyć będzie Edward Dziedzic, z którym dwa lata temu „podbijał” Inflanty.

Wyruszają 21 kwietnia. Klamka już zapadła. – Do Chin dotrzemy Koleją Transsyberyjską. W Pekinie zameldujemy się według planu 1 maja. Zostajemy tam trzy dni, a następnie ruszamy przez kraj. W ciągu 75 dni mamy zamiar pokonać 5300 km. W ten sposób dotrzemy do granicy z Kazachstanem. Stamtąd pojedziemy do Uzbekistanu. Wizę dostaliśmy na miesiąc, więc głównie od tego będzie zależeć, ile tam zabawimy. Kolejny etap to przelot z Taszkientu do Baku.

Tym sposobem omijamy Turkmienistan, ponieważ nie zdołaliśmy załatwić trudno dostępnych wiz. Po wylądowaniu w Baku planujemy zdobyć wizy azerskie. Wsiadamy na rowery i przez Azerbejdżan oraz Gruzję dotrzemy do Batumi. Tutaj załadujemy się na prom do Odessy. Z Ukrainy już blisko do Polski, poprzez Mołdawię skierujemy się na Lwów, a potem do naszej granicy. W domu planujemy być, po przejechaniu około 9000 km, gdzieś koło 20 sierpnia  – opisuje szczegóły marszruty Andrzej Makoś.
Podróż Koleją Transsyberyjską będzie dla śląskich rowerzystów z pewnością jedną z największych przygód życiowych. Żeby się do niej odpowiednio przygotować, zasięgnęli języka u Griszy, pracownika biura obsługi podróżnych Rosyjskich Kolei Państwowych w Moskwie.

Trzeba się targować

– O żywność martwić się nie musicie. Perony obfitują w prowizoryczne stragany, gdzie kupicie podstawowe produkty, a nawet ciepły obiad. Kiedy na pospiesznie rozkładanych kramach pokażą się orzeszki i szyszki limbowe, suszone i wędzone ryby bądź futrzane czapki, to wiedzcie, że jesteście już na Syberii. Pamiętajcie, że ceny na peronach są raczej wygórowane. Przyda się umiejętność targowania! W czasie postojów trzeba pamiętać, że pociąg rusza czasem bez zapowiedzi. Trzeba uważać! Za to stacje, zwłaszcza po drugiej stronie Uralu są wspaniałe. Musicie je zobaczyć. Zaskoczy was ich wystrój i przepych. Polecam Nowosybirsk! I nie bądźcie zdziwieni, gdy w wagonie spotykacie myśliwego z Ałtaju, mieszkańca Moskwy, Tadżyków handlujących w Jakucji i Ukraińców jadących tysiące kilometrów w odwiedziny do swych rodzin, z którymi nie widzieli się nawet kilkanaście lat – napisał w krótkiej informacji wysłanej do naszych podróżników Grisza.

Przygotowania do wyprawy trwają nieprzerwanie od trzech miesięcy. Na dobrą sprawę wystarczyłyby na nie trzy dni, ale to właśnie starania o wizy pochłaniają najwięcej czasu.

– Czeka na nas zupełnie inny świat. Świat niekończących się formalności, papierów i stempli. Rosyjska wiza tranzytowa nie będzie potrzebna przy posiadaniu wizy kraju docelowego i biletów, ale za to wiza tranzytowa Białorusi z całym pakietem tamtejszych ubezpieczeń jest konieczna. Wiza mongolska na pewno jest potrzebna. Jej koszt to 25 dolarów. Wizę uzbecką można załatwiać w Kirgizji, ale trzeba być w tym kraju do ośmiu dni minimum. Z kolei o wjazd do Uzbekistanu należy zabiegać w Ministerstwie Spraw Zagranicznych tego kraju. Zaproszenie załatwia się w ciągu siedmiu dni i w tym celu musieliśmy wysłać do biura podróży w Taszkiencie skany paszportów i oświadczeń z miejsc pracy z wszystkimi danymi osobowymi. Głowa od tego pęka – śmieje się Edward Dziedzic.

Wsiąść do pociągu...

O tym, że humor dopisuje naszym rowerzystom, świadczy przerobiony przez nich przebój Maryli Rodowicz: – Wystarczy wsiąść do pociągu trassyberyjskiego, zadbać o bagaż, zadbać o bilet, ściskając w ręku wizy i „zielone”, patrzeć jak wszystko zostaje w tyle! – dorzuca Andrzej.

Oprócz namiotu i rzeczy osobistych kolarze nie zabierają z sobą wielu przedmiotów. Jak sami powiadają: chleb i wodę wszędzie zorganizują. Będą mieli z sobą laptop i telefon współpracujący z internetem.

– Zarezerwowaliśmy już hotel w Pekinie, zaraz naprzeciw dworca. Stamtąd wyślemy pierwszą korespondencję do Trybuny Górniczej – zapewniają obaj podróżnicy. Choć będą w mieście tegorocznych igrzysk, to w maju zobaczą tylko przedolimpijską krzątaninę. Wszak zawody rozpoczynają się dopiero 8 sierpnia.

– Będzie o czym pisać, a kiedy dotrzemy w pobliże Muru Chińskiego, spróbujemy zadzwonić – dorzuca Edward Dziedzic. Trzymamy więc za słowo i życzymy „szerokiej drogi”!

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Znamy najlepszych siatkarzy wśród górników

Mistrzostwa w Żorach po raz kolejny pokazały, że  sport jest ważnym elementem integracji pracowników miedziowej spółki. Dla uczestników była to nie tylko okazja do sprawdzenia swoich umiejętności, ale również do wspólnego przeżywania emocji i budowania zespołowej atmosfery.

Zaduszki na Śląsku w cieniu górniczych tragedii. Te wspomnienia zostają w nas na zawsze

W Zaduszki wspominamy tragicznie zmarłych w kopalnianych katastrofach. Ale na Śląsku echa tych przykrych wydarzeń wybrzmiewają tak naprawdę na każdym kroku, przez cały rok, przez całe nasze życie.

Od filharmonii do kopalni. 13. Festiwal im. Krzysztofa Pendereckiego – poziom 320

Od 30 października do 25 listopada 2026 roku Zabrze stanie się centrum muzycznych spotkań poświęconych dziedzictwu Krzysztofa Pendereckiego. Trzynasta edycja Międzynarodowego Festiwalu im. Krzysztofa Pendereckiego – poziom 320, organizowana przez Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu, odbywa się pod hasłem „Synergie” i po raz pierwszy wyraźnie wychodzi w region.

Chopin 135 metrów pod ziemią. Chiński pianista Hao Rao zachwycił w Kopalni Soli „Wieliczka”

Są spotkania, które pozostają w pamięci długo po wybrzmieniu ostatniego dźwięku. Takim wydarzeniem był koncert chińskiego pianisty Hao Rao, który 27 października wypełnił Komorę Jana Haluszki muzyką Fryderyka Chopina.