Urodzony, by być górnikiem

Kiedy Franciszek zbiera się do roboty, jego żona Danusia szykuje kanapki. Rodowitą Ślązaczką nie jest i do bycia żoną górnika musiała się długo przyzwyczajać. Usłyszała kiedyś: żona górnika musi być twarda. Kiedy jednak Franciszek spóźnia się z pracy do domu choć o pięć minut, już zaczyna chodzić od okna do okna. – Człowieka nachodzą wtedy najgorsze myśli – wzdycha.

Mieszkają z mężem na jednym z żorskich osiedli. Syn wyjechał do Niemiec. Górnikiem być nie chciał, a też Lubszczyk nie namawiał. – Inaczej człowiek myśli, jak zostaje rodzicem. Więcej w nim strachu o dziecko – tłumaczy.

On, górnik strzałowy, przepracował na dole 25 lat. Najpierw szkolenie na „Jankowicach”, potem „Zofiówka”, przejście do firmy i w końcu emerytura.

– Na emeryturze długo nie usiedziałem. Zgłosiłem się do Intergwarexu, bo dołu mi brakowało. Każdy grosz się też przyda, a i na kopalnię coś człowieka ciągnie – uśmiecha się.

Hajer, to był gość

Dziadek Alojz, tata Józef i dwaj bracia Karol i Alojz – wszyscy górnicy. Matka Franciszka nawet medal dostała. Że o tradycję górniczą rodzina dba. Bo u Lubszczyków górnik to był ktoś. Syn to król, nowy górnik się urodził. Szedł do szkoły. Córki się nie kształciło, bo była do wydania.

– Wtedy górnik, to był gość! Szacunek do drugiego człowieka musi być, bo jak przodowy powiedział słowo, to żaden nie miał nic do gadania. Robiło się i już. Dzisiaj wszystko się pozmieniało. Żaden nie powie „panie przodowy”, jak kiedyś. Dzisiaj po imieniu se gadają. Brakuje tego szacunku do przełożonych – nie kryje żalu Lubszczyk.
Utyskuje też, że coraz trudniej o prawdziwych górników, z powołania. Młodzi ludzie przychodzą, zobaczą, jak to naprawdę wygląda i rezygnują, bo nie tak sobie wyobrażali pracę w kopalni.

– Myśleli, że to tak prosto. A niestety, prawda też jest taka, że jak jesteś nowo przyjęty, to łopata jest twoja. Ja też zaczynałem od tego. Śleprem byłem, a skończyłem na strzałowym. Każdy szczebel po kolei trzeba przejść – przekonuje Lubszczyk.

Nikt nie mówi, że jest lekko

Tata Franciszka, Józef, był strzałowym i ratownikiem. Do emerytury na „Jankowicach” robił. – Jako dziecko wypatrywałem zawsze, kiedy wróci z szychty – wspomina. – Z braćmi zaczynaliśmy właśnie od „Jankowic”, ale potem nasze drogi się rozeszły. Ja trafiłem na 10 lat na „Zofiówkę”, potem przenieśliśmy się z bratem pod firmę. Takie były czasy. Opłacało się.
Lubszczyk nie ma wątpliwości: Najważniejsza w górnictwie jest wytrwałość i chęć do roboty. – Bo jak się nie ma chęci do roboty, to nic z tego nie będzie – podkreśla strzałowy. – Były sytuacje, że człowiek się bał, bo w górnictwie bywa różnie. Była i ręka złamana i palce, ale przecież to jest właśnie kopalnia. Nikt tu nie mówi, że jest lekko, ale zarobki w końcu nienajgorsze, a też człowieka ciągnie na dół brać górnicza. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.
Uważaj w szoli na zakrętach

– A strach – pytam.

– Człowiek nie może myśleć o strachu, bo gdyby się bał, toby nigdy na dół nie zjechał. Trzeba dostać dobrą szkołę na początku, to potem idzie jak z płatka – odpowiada Lubszczyk.

– Dobrą szkołę? – dopytuję.

– No, wie pani... Jak wchodzi taki jeden z drugim po raz pierwszy do szoli, to się mu mówi: „Uważaj na zakrętach”. A oni wtedy trzymają się kurczowo czego popadnie, aż kostki w rękach bieleją. Czekają, kiedy ten zakręt przyjdzie. A jak „szola” staje, to pyta jeden z drugim z ulgą: „Ale tego ostrego zakrętu nie było?”. „Zlikwidowali” – odpowiada się wtedy. Pod ziemią trzeba z humorem. Człowiek by zwariował, jakby myślał o najgorszym. Każdemu młodemu jest trudno się na początku przyzwyczaić. Wysoka temperatura, ciemno, oddychać swobodnie się nie da. Człowiek wie, że zjedzie, ale czy wyjedzie, to już pewny nie jest. Górnik musi mieć pokorę do natury. Znak krzyża w szoli to też podstawa. Szacunek musi być.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Górnik wrócił do domu. Niezwykłe wydarzenie w kopalni

Przed Szybem Daniłowicza w Kopalni Soli Wieliczka przez dziesięciolecia stał Górnik – trzymetrowa figura, która dla mieszkańców Wieliczki i turystów była czymś więcej niż pomnikiem. Była symbolem górniczego charakteru tego miejsca, świadkiem tysięcy spotkań i nieodłącznym tłem pamiątkowych fotografii. W 2006 roku Górnik zniknął ze swojego miejsca. Po dwudziestu latach powrócił do domu.

Pomożecie zagłosować? Miła sprawa, chodzi o film, w którym mogą wystąpić obiekty KWK Halemba-Wirek

Oddział Centrów Demontażowych Grupy KOK znalazł się w finałowej piątce (spośród 28 zgłoszonych) plebiscytu „Śląska Lokacja Filmowa 2026”. Przemysłowy obiekt ma teraz szansę na drugie życie, jako przestrzeń filmowa. Wystarczy tylko na niego zagłosować.

Nagroda za pamięć o zamordowanym bracie górniku

Za nami wyjątkowa Gala wręczenia Nagrody „Czarny Diament Wolności”, która odbyła się w Śląskim Centrum Wolności i Solidarności im. Dziewięciu Górników z „Wujka” w Katowicach. Tegoroczną laureatką prestiżowego wyróżnienia została Magdalena Pelc - która od lat pielęgnuje pamięć o swoim bracie Zbigniewie Wilku, jednym z Dziewięciu z „Wujka”.

100 szefów kuchni, 20 stref i jeden wielki cel. 13 września Kulinarny Ogień rozgrzeje TAURON Park Śląski

Wielki finał charytatywnej akcji Kulinarny Ogień 13 września 2026 r. w TAURON Parku Śląskim. Na gości czekać będzie blisko 100 szefów kuchni, 20 autorskich stref kulinarnych, koncerty i atrakcje dla całych rodzin. A przede wszystkim – wspólny cel: wsparcie budowy pierwszego na Śląsku stacjonarnego hospicjum dla dzieci „TuSieTuli”. Organizatorzy chcą podczas finału zebrać minimum 250 tys. zł.