Nowotny pochodzi z Niewiadomia. Kiedyś w tej okolicy fedrowało kilka kopalń, między innymi „Szczęście Beaty”. Hałd też nie brakowało. Jako mały chłopak wdrapywał się na ich wierzchołki. Z góry obserwował kręcące się koła okolicznych szybów. Pewnego dnia w porzuconej bryle węgla dostrzegł wyraźne odbicie jaszczurki. Nie miał pojęcia, cóż to takiego. Nazajutrz skwapliwie przerzucił chyba ze sto podobnych brył leżących na zwałowisku. Na kilku z nich widniały odciśnięte wizerunki przedziwnych zwierząt.
– To było niesamowite przeżycie. Pobiegłem w te pędy do nauczyciela z biologii, który opowiedział mi o tym, jak powstawał węgiel. Wsłuchiwałem się w tę opowieść z ogromną uwagą. Później, na przestrzeni kolejnych lat, powoli tworzyłem swój własny świat, świat zaczarowany w węglu – wspomina Marian Nowotny.
Kopalnia kusiła go od początku. Temu nie zaprzeczy. Może dlatego, że wszyscy z okolicy pracowali na dole. Ale sam węgiel też go pociągał. Wierzył w to, że któregoś dnia na świeżo wyrąbanej bryle ujrzy coś zupełnie wyjątkowego.
– W zawodówce nie mogłem doczekać się chwili, gdy pierwszy raz pojedziemy z klasą na dół, do prawdziwego chodnika – przyznaje artysta z Niewiadomia.
Co prawda z pierwszej szychty Nowotny nie wywiózł żadnego oryginalnego kawałka węgla, ale za to próby przelania na płótno wizerunków jaszczurek utrwalonych w węglu przynosić zaczęły coraz wspanialsze efekty. W końcu jednak trafił na kawałek skały z wyraźnym odciskiem skamieliny dinozaura.
– Wówczas dopiero moja wyobraźnia zaczęła działać! Porządnie zabrałem się za malowanie i tworzenie grafik opartych na węglowych motywach – opowiada.
Znajomi i koledzy, którzy do tej pory z rezerwą odnosili się do jego twórczości, zaczęli z podziwem spoglądać na prace uzdolnionego 20-latka. Wreszcie ktoś z grona przyjaciół namówił Nowotnego, by spróbował wystawić swe prace w pobliskim domu kultury. Długo się nie zastanawiał. Zainteresowanie wystawą przyszło jego najśmielsze oczekiwania. Kilka dzieł sprzedał od ręki. Z kolejnych wystaw wracał do domu z pustymi rękami.
Pewnego dnia pracami swego podwładnego zainteresowała się dyrekcja kopalni „Manifest Lipcowy”. Poważne towarzystwo w ciemnych garniturach ze zdumieniem oglądało kolorowe malowidła zatytułowane „Zanim powstał węgiel”. W końcu jeden z dyrektorów chrząknął, zakręcił wąsa i skonstatował: „Trzeba tego naszego Nowotnego pokazać szerszemu gronu towarzyszy”.
I tak oryginalne płótna trafiły na wojewódzkie, a następnie ogólnopolskie wystawy. Pewnego dnia do węglowego Zjednoczenia nadeszło zaproszenie na wystawę do Pałacu Sztuki w Pekinie. Nikt nie miał wątpliwości, że pojechać ma Nowotny.
– Mój obraz, owszem, pojechał, ale zamiast mnie do samolotu wsiadł jakiś partyjny działacz. W tamtych czasach pierwszą przepustką za granicę była legitymacja partyjna, a ja byłem działaczem „Solidarności” – wspomina z łezką w oku.
Dziś Marian Nowotny przebywa już na zasłużonej emeryturze i może cały czas poświęcić swojej pasji. Śmieje się przyznając, że z pędzlem w dłoni potrafi przesiedzieć od rana do późnej nocy. Pomysłów zaś dostarczają mu młodzi górnicy z osiedla, przynosząc do domu wciąż nowe odciski flory i fauny odbite w czarnych skałach. Na ich podstawie, w zgodzie ze swą wyobraźnią, odtwarza farbami i pędzlem obraz świata sprzed milionów lat.
Jego dzieła prezentowane są do dziś na rozmaitych wystawach. Tych prestiżowych zaliczył ponad 60. Zebrał dziesiątki nagród. Triumfował m.in. w V edycji Ogólnopolskiego Konkursu Sztuki im. Vincenta van Gogha.
– Nagrody są ważne, a jakże. Ale nie ma nic ponad przeświadczenie, że życie twórcze może przynieść tyle satysfakcji – skromnie pointuje opowieść o sobie Marian Nowotny – górnik, plastyk i malarz w jednej osobie.
Znamy najlepszych siatkarzy wśród górników
Mistrzostwa w Żorach po raz kolejny pokazały, że sport jest ważnym elementem integracji pracowników miedziowej spółki. Dla uczestników była to nie tylko okazja do sprawdzenia swoich umiejętności, ale również do wspólnego przeżywania emocji i budowania zespołowej atmosfery.