Śledztwo w sprawie opcji walutowych Glinika

Krakowska prokuratura będzie nadzorować śledztwo w sprawie ubezpieczania kontraktów wygranych przez zakład maszyn górniczych Glinik w Gorlicach. Wahania kursów walut sprawiły, że Glinik stracił 110 milionów złotych - poinformowała we wtorek Informacyjna Agencja Radiowa.

Zawiadomienie do ministra sprawiedliwości skierował gorlicki poseł PO Witold Kochan. Zakład maszyn górniczych podpisał jedną z umów górniczych z BRE Bankiem a od lipca 2008 do lipca 2009 w radzie nadzorczej Grupy Kapitałowej Glinik zasiadała dyrektor oddziału regionalnego tego samego banku w Krakowie.
 

Marek Bugno przewodniczący Komisji Międzyzakładowej NSZZ "Solidarność" w Gliniku podkreśla, że zakład poniósł straty w wyniku różnicy kursów walut. Opcje były zawierane, kiedy kurs euro wynosił około 3,40 złotych, potem nastąpił gwałtowny wzrost tej waluty do 4, 90, który spowodował straty dla zakładu.
 

Glinik spłacił już niemal połowę kwoty, którą stracił na opcjach walutowych. Zakład ma nadal bardzo poważne problemy. Rozpoczął się 3. tydzień przestoju - brakuje pieniędzy na materiały potrzebne do produkcji. Jeśli w najbliższym czasie nie znajdzie się inwestor, zakładowi grozi upadłość - podaje IAR.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Masz pamiątki związane z Hutą Pokój? Mogą trafić na wystawę w Wielkim Piecu

W sobotę, 14 listopada, odbędzie się zbiórka pamiątek związanych z Hutą Pokój w Rudzie Śląskiej.

Kopalnia Paryż to historia zagłębiowskiego górnictwa. Od Ksawerego do likwidacji

Kopalnia Paryż należała do grona największych i najstarszych kopalń węgla kamiennego w Zagłębiu Dąbrowskim, choć jej metryka do dziś budzi spory.

Niemcy wracają do węgla, a Polska? Szybki koniec kopalń może okazać się błędem

Dominik Kolorz, Jerzy Markowski i Patryk Białas starli się w debacie netTG.pl i Radia Katowice o przyszłości górnictwa

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.