– Bo taki jest skat. Nic do końca nie da się przewidzieć. Podobnie zresztą jak w życiu – komentuje Ernest Waloszyński, jeden z propagatorów łaziskiego skata.
Zarówno on, jak i kierowana przez niego drużyna (Dominik Siwy, Krzysztof Noga i Tadeusz Mazur) bardzo cenią sobie ten sukces. – Będziemy trenować do upadłego. Udowodnimy, że potrafimy utrzymać formę – zapowiadają bojowo.
Krzysztof Noga i Tadeusz Maur to tak zwani „emeryci w sile wieku”. Im czasu na treningi zabraknąć nie powinno. Bogusława Bartusia jeszcze przed ostatnimi rozgrywkami zastąpił Dominik Siwy.
– To dobry zawodnik. Potrafi myśleć, a skat jest przecież grą, w której liczy się tęga głowa. To nie remik – ironizuje Waloszyński.
Sam gra w skata ponad pół wieku. – Można powiedzieć, że od pierwszej szychty, jaką przepracowałem w kopalni „Bolesław Śmiały”. Wtedy był taki zwyczaj, że po robocie zawsze trzeba było zaliczyć przynajmniej kilka partyjek. Nie było wydziału, na którym się nie grało. Każdy miał swoją drużynę. Teraz ta tradycja stopniowo zanika, ale cieszę się, że na „szybowym” dalej trwa, bo to był mój wydział...
Gra w lidze wymaga wyrzeczeń. To pewne. Trzeba jeździć na rozgrywki, poświęcać weekendy. Nie każdego na to stać. Ale jak się skata kocha...
– To za nic się go nie odda. Jak nie gram, to sprawdzam listy stolikowe, wprowadzam korekty, segreguję papiery. Czasem zarywam na to nockę, ale funkcja prezesa do czegoś przecież zobowiązuje – wyznaje Waloszyński.
A jego chłopaki? Naturalnie podzielają punkt widzenia swego bossa. – Jak grać to grać, zamiast gadać – powiadają i chwytają za karty.
– Złośliwi mówią, że skat to nie sport. A brydż to co? Zgadzam się, skat to nie futbol i o hojnego sponsora trudniej. Jednak zawsze można liczyć na pomocną dłoń dyrekcji kopalni i związków zawodowych. Dzięki temu są środki na organizowanie turniejów, przynajmniej raz w roku na Barbórkę. Ale to wciąż za mało. Jak jest liga, to trzeba grać, wyjeżdżać, płacić wpisowe. Wszystko kosztuje. Dobrze, że przynajmniej dom kultury daje salę. Kiedyś należał do kopalni „Bolesław Śmiały”. Teraz, choć został sprywatyzowany, współpracy nam nie wypowiedział – przyznaje Dominik Siwy.
Najpierw wydobywano węgiel, potem założono park
Rezerwat „Segiet”, Suchogórski Labirynt Skalny, Zespół Przyrodniczo-Krajobrazowy „Żabie Doły” czy Park Miejski im. hm. Franciszka Kachla. Co łączy te cenne obszary przyrodnicze w Bytomiu? Każdy z nich powstał na terenach, gdzie wydobywano ważne dla gospodarki surowce mineralne.