Rydułtowy: Ratownicy nie rezygnują, akcja trwa

- Ratownicy nadal konsekwentnie drążą tzw. chodniki ratunkowe z obu stron strefy zawału. Z jednej strony udało im się posunąć do przodu o ok. 1,5 metra, z drugiej o 2,5 metra - powiedział w czwartek rano rzecznik Kompanii Węglowej, do której należy kopalnia, Zbigniew Madej.

Trwająca całą noc akcja ratunkowa nie przyniosła sukcesu, a ratownicy przebili się przez zaledwie kilka metrów rumowiska. Jest nadzieja, że górnik żyje, bo do zasypanego wyrobiska dociera powietrze.


Obecnie trudno precyzyjnie określić, jaka odległość dzieli ratowników od górnika. W środę, na podstawie sygnału z nadajnika zamontowanego w lampce pracownika, szacowano, że jest to ok. 6-7 metrów. Ze strony rumowiska, skąd odebrano sygnał, ratownicy posunęli się naprzód o ok. 1,5 metra.

 

Akcja prowadzona jest w bardzo trudnych warunkach. Ratownicy muszą usuwać wypełniający wyrobisko materiał w dużej części ręcznie. Są to nie tylko fragmenty skał, ale także elementy podziemnej infrastruktury - konieczność ich wyciągania dodatkowo spowalnia prace ratowników.

 

Z analiz wynika, że w zasypanym wyrobisku jest przepływ powietrza, jest więc szansa, że zaginiony górnik mógł przeżyć zawał, chowając się w jakiejś niszy. Z kolei wielkość i struktura zawaliska przemawiają za tym, że chodnik został zasypany całkowicie. Jak zawsze w podobnych przypadkach ratownicy podkreślają, że dopóki trwa akcja, jest nadzieja, że górnik żyje.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Masz pamiątki związane z Hutą Pokój? Mogą trafić na wystawę w Wielkim Piecu

W sobotę, 14 listopada, odbędzie się zbiórka pamiątek związanych z Hutą Pokój w Rudzie Śląskiej.

Kopalnia Paryż to historia zagłębiowskiego górnictwa. Od Ksawerego do likwidacji

Kopalnia Paryż należała do grona największych i najstarszych kopalń węgla kamiennego w Zagłębiu Dąbrowskim, choć jej metryka do dziś budzi spory.

Niemcy wracają do węgla, a Polska? Szybki koniec kopalń może okazać się błędem

Dominik Kolorz, Jerzy Markowski i Patryk Białas starli się w debacie netTG.pl i Radia Katowice o przyszłości górnictwa

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.