Trzeba umieć znaleźć receptę na wspólne spędzanie czasu. Chyba najprostszą jest właśnie uprawianie sportu. Jak raz wiosną trenowaliśmy, to pomyślałem, że warto byłoby sprawdzić się w zawodach – wyjaśnia Waldemar.
– Z początku nie byłam przekonana, czy to jest dobry pomysł, ale nie oponowałam. Mieliśmy pobiec z całą rodziną szlakiem zabytków techniki. Dzieci namówiliśmy bez problemów. Najstarszy syn Radek, ma już dwadzieścia lat i uwielbia lekkoatletykę, Michał też lubi pobiegać, a córka Magda nie powiedziała „nie”, więc w piątkę stawiliśmy się na mecie – wspomina Lucyna Przybycień.
I kto by się spodziewał, że usportowiona rodzina z Zabrza zajmie w tym biegu pierwsze miejsce? – Byliśmy doprawdy bardzo szczęśliwi, ale nie przypuszczaliśmy, że to dopiero początek naszych sukcesów – opowiada Waldemar.
Wytężone treningi zaowocowały. Przybycieniowie przesiedli się na rowery i rozpoczęli kolejne szarże. Na początek triumfowali w piątej edycji letniego crossu rowerowego w Chorzowie. Łatwo nie było. Należało bowiem zaliczyć wszystkie punkty kontrolne i razem wjechać na metę. Wszak wyścig rozgrywano w kategorii rodzinnej. W kolejnych imprezach Lucyna postanowiła startować w pojedynkę. Z zawodów na zawody szło jej coraz lepiej. W końcu stało się nie do pomyślenia, żeby brakowało jej na podium.
Wygrała maraton w Polanicy, zajęła drugie miejsce na dystansie „giga” w Krakowie. Była druga w Silesia Cup rozegranym w chorzowskim WPKiW oraz na majowym, Motocrossowym Pucharze Targów Katowickich. Sukces ten powtórzyła miesiąc później na Grand Prix MTB Silesia.
– Obserwując sukcesy żony pomyślałem, że pora zmienić taktykę. Od tej pory postanowiliśmy startować w pełnym składzie jedynie w najważniejszych imprezach rodzinnych. Wszystko postawiliśmy na jedną szalę, czyli na żonę – opowiada Waldemar Przybycień.
Doprawdy trudno w to uwierzyć, ale w ciągu ostatnich pięciu miesięcy Lucyna Przybycień zaliczyła jeszcze 7 z 12 etapów ogólnopolskiego maratonu kolarskiego, zajmując w klasyfikacji generalnej 4 miejsce.
– Taki maraton to nie przelewki. Trzeba przejechać nawet dziewięćdziesiąt kilometrów po trudnym terenie. Wysoka lokata daje satysfakcję i zachęca do dalszego treningu. Mąż żartuje, że ma w domu zawodowca. Kto wie, może gdybym zaczęła trenować w młodym wieku, dziś miałabym za sobą starty na olimpiadzie. Ale nie mam zamiaru gdybać. Interesuje mnie dzień dzisiejszy i najbliższe plany. W przyszłym roku wystartuję ponownie – wyjawia Lucyna, pełna wiary we własne siły.
A Waldemar? Czyżby ze sportowca zamienił się w menedżera? – Obiecuję, że nie. Praca na zmiany w wydziale elektrycznym kopalni „Makoszowy” wytężonym treningom nie sprzyja, ale za rok, gdy przejdę na emeryturę, to jeszcze o mnie będzie głośno – odgraża się wybuchając gromkim śmiechem.
Prócz sportowej rywalizacji Waldemar Przybycień ma jeszcze jedną życiową pasję – podróż do Nowej Zelandii. – Polecę tam, słowo daję. Z żoną, ma się rozumieć. No i zabierzemy rowery..
Znamy najlepszych siatkarzy wśród górników
Mistrzostwa w Żorach po raz kolejny pokazały, że sport jest ważnym elementem integracji pracowników miedziowej spółki. Dla uczestników była to nie tylko okazja do sprawdzenia swoich umiejętności, ale również do wspólnego przeżywania emocji i budowania zespołowej atmosfery.