O krok od mistrzostwa świata

W Busan w Korei Południowej był o krok od światowego prymatu w boksie tajskim. Finałową walkę przegrał nieznacznie na punkty z rywalem z tego właśnie kraju. – Zawsze fascynował mnie sport, zawsze lubiłem łączące się z nim współzawodnictwo. W dyscyplinach walki ta rywalizacja jest najbardziej przejrzysta i czytelna – uważa 27-letni Marek Matuła.

Matuła urodził się w Krzyszkowicach, niemal w cieniu wież wyciągowych kopalni „Anna”. W tym zakładzie, jak wielu mężczyzn z Pszowa, pracował jego dziadek i ojciec. Także i on po ukończeniu szkoły podstawowej sposobił się więc do górniczego fachu. Po maturze w Technikum Elektronicznym w Wodzisławiu Śląskim zdał egzaminy na Politechnikę Śląską, gdzie przed dwoma laty uzyskał dyplom inżyniera elektronika. Od lipca tego roku rozpoczął staż w Oddziale Łączności i Metanometrii kopalni „Rydułtowy-Anna”.

Od przygody z kick-boxingiem

Sporty walki uprawia od kilkunastu lat. Zajęcia w szkole średniej, a potem w uczelni, łączył więc z coraz intensywniejszymi ćwiczeniami w sali treningowej.

– W szkole byłem raczej spokojnym chłopakiem. Poza ringiem pozostało tak zresztą po dziś. Przygodę z kick-boxingiem rozpocząłem za namową szwagra, Eugeniusza Mandrysza. Widać, szło mi całkiem nieźle, skoro po serii krajowych sukcesów w tej dyscyplinie zostałem medalistą Pucharu Świata – wspomina, nie rozwodząc się nad szczegółami.

Na dobrą sprawę kick-boxing jest już tylko wspomnieniem, ponieważ przed dziesięciu laty Marek Matuła zdecydował się na muay thai, czyli boks tajski.

– Jest to sport z bardziej urozmaiconym repertuarem technik. Obok bokserskich w tym stylu walki stosuje się również uderzenia łokciami, kolanami oraz kopnięcia – wyjaśnia powód zmiany dyscypliny.

Wartości dowodzi w ringu

W domu Marka Matułę można zazwyczaj zastać dopiero późnym wieczorem. Na ogół milczy też jego telefon. Wiadomo, szychta, a potem trening. – Żeby być dobrym i móc liczyć na wyniki, trzeba ćwiczyć po kilka godzin 5 razy w tygodniu – mówi.

Marek Matuła jako zupełnie drugorzędne traktuje przy tym takie znamiona wtajemniczenia, jak kolory pasów, itd. – W tym sporcie swoją wartość potwierdza się tylko w ringu – przekonuje.

Zwyciężył ból

Na krajowych ringach zebrał już sporą kolekcję medali mistrzostw Polski i Pucharu Polski. Natomiast z ubiegłorocznych Mistrzostw Świata w Tajlandii wrócił, niestety, na tarczy. – W ćwierćfinale kontuzja uniemożliwiła mi dalszą walkę z Kanadyjczykiem. Pech, bo prowadziłem w niej na punkty – żałuje.

Tylko mimochodem napomyka o innego rodzaju zwycięstwie. Na mistrzowski turniej do Tajlandii pojechał półtora miesiąca po pęknięciu kości w nodze.

– Lekarze stanowczo odradzali wcześniejsze zdjęcie gipsu i tak szybkie wznowienie treningów. Ale tak marzyłem o tym wyjeździe i zmierzeniu się z najlepszymi, że zignorowałem ryzyko. Na treningach oszczędzałem nogę. Przynajmniej starałem się eksploatować ją tak gdzieś na 30 proc. Owszem, bolało, ale już w ringu, w trakcie walki adrenalina stłumiła ból. Cóż, nie wyszło. Odpadłem – opowiada o tamtej wyprawie i potyczce z Kanadyjczykiem.

Wypunktowany

Marzeniem Marka Matuły jest być najlepszym w świecie. W tym roku na październikowych Mistrzostwach Świata w Korei Południowej był już bardzo bliski spełnienia tego marzenia. W finałowym pojedynku na drodze do tytułu stanął doskonały rywal, walczący u siebie w domu. Oczywiście wicemistrzostwo świata to także wielka rzecz, ale pszowianinowi żal tego najbardziej wartościowego w każdym sporcie sukcesu, który był tuż, tuż.

Wyjazdy w tak egzotyczne miejsca są, rzecz jasna, dość kosztowne, jak na kieszeń inżyniera-stażysty. Tymczasem wokół ringu w tej dyscyplinie próżno szukać w naszym kraju wielkich pieniędzy. Dlatego Marek Matuła bardzo ceni sobie przychylność, jakiej doświadcza w rybnickim Klubie „Octagon” oraz krzyżanowickim „Magicu”, ale też wsparcie w kopalni „Rydułtowy-Anna” i tutejszej zakładowej organizacji NSZZ „Solidarność”. Liczy, że na drodze do wymarzonego mistrzostwa spotka liczniejsze grono życzliwych.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Od filharmonii do kopalni. 13. Festiwal im. Krzysztofa Pendereckiego – poziom 320

Od 30 października do 25 listopada 2026 roku Zabrze stanie się centrum muzycznych spotkań poświęconych dziedzictwu Krzysztofa Pendereckiego. Trzynasta edycja Międzynarodowego Festiwalu im. Krzysztofa Pendereckiego – poziom 320, organizowana przez Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu, odbywa się pod hasłem „Synergie” i po raz pierwszy wyraźnie wychodzi w region.

Chopin 135 metrów pod ziemią. Chiński pianista Hao Rao zachwycił w Kopalni Soli „Wieliczka”

Są spotkania, które pozostają w pamięci długo po wybrzmieniu ostatniego dźwięku. Takim wydarzeniem był koncert chińskiego pianisty Hao Rao, który 27 października wypełnił Komorę Jana Haluszki muzyką Fryderyka Chopina.

Górnicy i budowlańcy przy jednym stole. Pierwsza Barbórkowa Biesiada Stowarzyszenia Górnictwa Tunelowego

W zabytkowych podziemiach Kopalni Soli Bochnia spotkali się przedstawiciele dwóch środowisk, które łączy coraz więcej - górnictwa i budownictwa tunelowego. 23 października 2026 r. odbyła się tam Pierwsza Barbórkowa Biesiada Stowarzyszenia Górnictwa Tunelowego (SGT). To pierwsza taka inicjatywa w historii Stowarzyszenia, która pokazała, że górnicze tradycje doskonale odnajdują się również w świecie tunelarzy.

Złote Kolce 2026 rozdane! Triumf Klaudii Kazimierskiej i Jakuba Szymańskiego

Halowy mistrz świata w biegu płotkarskim Jakub Szymański oraz liderka rankingu World Athletics w biegu na 1500 metrów i wicemistrzyni Europy na tym dystansie Klaudia Kazimierska zostali laureatami tegorocznych Złotych Kolców – charakterystyczne statuetki będące nagrodą w rankingu Przeglądu Sportowego oraz Polskiego Związku Lekkiej Atletyki wręczono w piątkowy wieczór podczas gali Orlen Złote Kolce Śląskie 2026 na Superauto.pl Stadionie Śląskim.