To pobożne życzenie działaczy Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Tarnogórskiej, administratora obiektu. Ulewne deszcze spowodowały obsunięcie ziemi. W efekcie podtopienia powstała ziemna zapora i w Sztolni podniósł się poziom wody. – Poziom wody podniósł się o 25 cm. Należało wstrzymać ruch turystyczny, bowiem podtopione zostały podesty, z których turyści wsiadają do łódek – tłumaczy Marek Kandzia, przewodniczący zarządu tarnogórskiego Stowarzyszenia.
Prawda jest też taka, że od siedmiu lat miasto nie korzysta już ze starego ujęcia wody w szybie „Staszic” Tym samym stworzył się dość silny prąd wody wypłukujący wymurówkę w miejscach geologicznie słabszych.
Obecnie przy ujściu wód do rzeki teren jest bardzo podmokły, wręcz bagienny. Najpierw członkowie Stowarzyszenia na własną rękę wynajęli firmę, która pomogła pogłębić koryto ujścia rzeki. Teraz już wiadomo, że trzeba będzie usunąć zawał i wzmocnić ściany chodnika. A to pociągnie za sobą o wiele wyższe koszty.
– Na początek powiadomiliśmy o sprawie Centralną Stację Ratownictwa Górniczego – mówi Kandzia. – Ratownicy weszli do środka sztolni i wydali ekspertyzę. Na jej podstawie władze Tarnowskich Gór zwróciły się do przedsiębiorstw wyspecjalizowanych w robotach górniczych o sporządzenie kosztorysu przeprowadzenia niezbędnych prac. Najkorzystniejsza oferta zostanie wyłoniona w drodze przetargu – podkreśla Marek Kandzia.
Pozostaje jednak problem, kto miałby pokryć koszty robót. O ile na powierzchni Sztolnią administruje Stowarzyszenie Miłośników Ziemi Tarnogórskiej, to jej podziemia należą zgodnie z literą prawa do Skarbu Państwa.
– Eksperci próbują dać odpowiedź na pytanie, kto ma Skarb Państwa reprezentować: starosta czy wojewoda – wyjaśnia Katarzyna Majsterek, rzeczniczka Starostwa Powiatowego w Tarnowskich Górach.
W Urzędzie Wojewódzkim w Katowicach wstępnie zapewniają, że naprawę będzie można podciągnąć pod szkody wyrządzone przez sierpniową nawałnicę. Wystarczy tylko odpowiedni wniosek starosty powiatowego.
Marek Kandzia jest dobrej myśli: – Zarówno specjaliści z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu, jak i władze samorządowe zareagowały na nasze sygnały szybko i sprawnie. Jestem przekonany, że problem rozwiążemy i sztolnia funkcjonować będzie w przyszłości tak, jak było do tej pory.
W swej historii Sztolnia zawsze miała trudności z opanowaniem i odprowadzaniem wody. Dawniej odwadnianie polegało na wyciąganiu wody na powierzchnię tymi samymi sposobami, co przy transporcie urobku. W miejsce kubła wieszano potężny wór zwany bulgiem. Sięganie do głębszych złóż związane było z większym dopływem wody. Metoda wyciągania za pomocą kołowrotu nie dawała pożądanych efektów. Wciąż więc szukano nowych sposobów walki z żywiołem.
Ruch turystyczny w podziemiach Sztolni nie jest wstrzymany. Zwiedzanie nadal odbywa się po zejściu krętymi schodami szybem Ewa lub Sylwester (ruch wahadłowy) skąd rozpoczyna się spływ zestawem łodzi. – Nie ma zagrożenia dla turystów – zapewnia Marek Kandzia.
Najpierw wydobywano węgiel, potem założono park
Rezerwat „Segiet”, Suchogórski Labirynt Skalny, Zespół Przyrodniczo-Krajobrazowy „Żabie Doły” czy Park Miejski im. hm. Franciszka Kachla. Co łączy te cenne obszary przyrodnicze w Bytomiu? Każdy z nich powstał na terenach, gdzie wydobywano ważne dla gospodarki surowce mineralne.