Media: gdzie najtaniej można się wyżywić?

fot: Andrzej Bęben/ARC

Za żywność bez konserwantów trzeba zapłacić znacznie więcej niż za tą naszpikowaną "E-ileś tam"

fot: Andrzej Bęben/ARC

Rozpiętość cen żywności między województwami może sięgać nawet 70 proc. Decyduje siła lokalnej konkurencji - informuje "Rzeczpospolita".

Rynek handlowy w Polsce w ostatnich 20 latach tak mocno się rozwinął, że wydawałoby się, iż w każdym miejscu konsumenci mają dostęp do takich samych usług i produktów w podobnych cenach. Nic bardziej błędnego.

Nadal mamy duże różnice w cenach, i to najbardziej podstawowych produktów spożywczych. Tak powszedni produkt jak chleb w najdroższym pod tym względem województwie opolskim kosztuje średnio o niemal 36,7 proc. więcej niż w najtańszym świętokrzyskim.

Jeszcze większe rozpiętości cen występują w przypadku świeżych owoców czy warzyw, zwłaszcza w obecnym sezonie, ale też podlegają one ciągłym wahaniom. Różnice w cenach nie pokrywają się z mapą regionów pod względem wysokości płac. Mają raczej związek z poziomem rozwoju handlu.

- To efekt konkurencji: tam, gdzie nasycenie rynku sklepami jest większe, ceny spadają - mówi Andrzej Faliński, dyrektor generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji. - Dlatego drożej, jest często w biedniejszych regionach, jak Podkarpackie, Zachodniopomorskie, Warmińsko-Mazurskie.

Więcej na http://www.rp.pl

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Nadzór górniczy i przedsiębiorcy stają przed kolejnymi wyzwaniami

Przepisy rozporządzenia metanowego spędzają sen z powiek menedżerom spółek węglowych. Górnictwo coraz silniej zależy od systemów teleinformatycznych, automatyki przemysłowej, systemów sterowania, łączności, monitoringu zagrożeń naturalnych oraz infrastruktury IT/OT.

Według prognoz KE, polska gospodarka będzie jedną z najszybciej rozwijających się w UE

Komisja Europejska prognozuje, że polska gospodarka będzie jedną z najszybciej rozwijających się w UE - podkreśliło Ministerstwo Finansów w komentarzu do prognoz KE. Bruksela spodziewa się wzrostu PKB Polski w 2026 r. na poziomie 3,5 proc.

Miliardy z ETS w worku bez dna. Jak rząd Morawieckiego przejadł pieniądze na transformację

Temat unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS) od lat budzi w Polsce ogromne emocje. Przez jednych nazywany „unijnym podatkiem od CO2”, przez innych „klimatyczną kroplówką dla budżetu” – system ten stał się centralnym punktem debaty o polskiej energetyce i kosztach życia. Stał się też tematem protestu związkowego (20 maja w Warszawie) wielu branż, dla których jest kamieniem u szyi. Prezydent Karol Nawrocki proponuje m.in. w jego sprawie przeprowadzić ogólnokrajowe referendum. Problem w tym, że udział w proteście brali też politycy prawicy, którzy za przyjęcie tego systemu odpowiadają, ale próbują to wymazać z publicznej świadomości. Ponad 85-90 proc. z ponad 130 mld zł „rozpłynęło się” w ogólnym worku budżetowym, służąc do finansowania bieżących obietnic politycznych i osłon socjalnych. Na energetykę poszło – 1,3 proc. tej kwoty.

Niższy wzrost PKB i wyższa inflacja wpływają na rynek pracy

Niższy wzrost PKB i wyższa inflacja negatywnie wpływają na rynek pracy - napisali ekonomiści Banku Pekao w komentarzu do danych GUS. Ich zdaniem, ten wpływ będzie także widoczny w roku przyszłym.