Marian Kostempski: Usługi górnicze w cenie
fot: Krystian Krawczyk
- W drugim kwartale widać już było ożywienie w przemyśle wydobywczym w kraju i na świecie. W branży górniczej znów zaczyna się mówić o inwestycjach - mówił podczas katowickich targów Marian Kostempski, prezes Kopeksu
fot: Krystian Krawczyk
Rozmowa z Marianem Kostempskim prezesem zarządu Grupy Kopex
Wydaje się, że ubiegłoroczny kryzys łagodnie obszedł się z Grupą Kopex. Jakie atuty sprzyjały takiemu przejściu przez okres gorszej koniunktury?
- Nie można powiedzieć, że kryzys zupełnie nas ominął. Zostaliśmy nim dotknięci, ale nie miał istotnego wpływu na nasz wynik za rok ubiegły. Gorsza koniunktura przejawiała się w wielu przesuniętych lub zatrzymanych inwestycjach w różnych częściach świata. Ale nasza siła polega na tym, że, działając w wielu miejscach, chwilowe niepowodzenie w jednym, potrafimy kompensować wzmożoną aktywnością w innym. Tak więc, obok sytuacji przesunięcia w czasie inwestycji związanych z budową, rozbudową i wyposażaniem kopalń, były też inne, bardziej sprzyjające. Myślę zwłaszcza o Australii, gdzie jest bardzo dobre zaleganie węgla, zatem i niskie koszty wydobycia. I tam – mimo ogólnego spowolnienia w wytwarzaniu stali, zatem i produkcji węgla koksowego – jego wydobycie utrzymuje się na dobrym poziomie. To powoduje, że przygotowuje się miejsca przyszłej eksploatacji.
Z pańskich wypowiedzi można sądzić, że ten rok ma być dla grupy lepszy. Na czym buduje pan ten optymizm?
- Przede wszystkim na usługach górniczych, a zwłaszcza robotach szybowych na rynku polskim oraz pojawiających się okazjach na innych. I to nie tylko w węglu, ale i górnictwie innych minerałów. Już mamy kontrakty na te roboty na kilka lat o wartości 300 mln złotych. To jest szyb „Bzie-Dębina” w JSW, jest szyb w „Mysłowicach-Wesołej”, jest w „Budryku”. To są trzy już zakontraktowane przedsięwzięcia. Szykuje się szyb w Południowym Koncernie Węglowym. Ale z usługami górniczymi jesteśmy również w KGHM-ie, w kopalni cynku i ołowiu „Pomorzany”, jesteśmy w Indonezji, na większy deal czekamy na Sardynii. W ramach 5-letniego kontraktu likwidujemy szyby w kopalni soli we Francji. Zbliżone roboty prowadzimy w Niemczech.
W jakiej mierze ta ekspansja na rynku usług zaważyła już na wynikach grupy?
- Ich udział w 2010 r. wprawdzie znacząco wzrośnie, niemniej w przychodach ogółem nie będzie stanowił więcej niż 10 proc.
Zatem na sukces grupy będą głównie pracowały jej zasadnicze dywizje – mechaniczna oraz elektryczna i elektroniczna?
- W odniesieniu do tej drugiej grupy, jestem spokojny o wynik tego roku. Co prawda nie wszystkie tworzące je firmy zakontraktowały już pełne portfele zamówień na ten rok, ale tylko z tego powodu, że na polskim rynku klienci ogłaszają przetargi sukcesywnie. Jednak obserwując wysyp kontraktów od początku roku, można powiedzieć, że ten fragment rynku nie uległ korekcie. Spoglądając zaś w plany polskich kopalń, można spodziewać się co najmniej takich samych przychodów i zysków, jak w poprzednim. Naszą ważną specjalnością stało się spalanie i przetwarzanie metanu na prąd elektryczny. Dobrą referencją są „Szczygłowice” i „Sośnica-Makoszowy”, gdzie zbudowaliśmy agregaty kogeneracyjne. Teraz startujemy w trzecim takim przedsięwzięciu, w „Krupińskim”. Specjalizujemy się również w wentylacji. Dużo lepiej jest w Republice Południowej Afryki, ponieważ tam inwestycji energetycznych jest jeszcze więcej.
Czy rokowania w sprzedaży maszyn i urządzeń górniczych są równie obiecujące?
- Tu spodziewam się stabilizacji. Portfel zamówień jest już zapełniony w granicach 50 proc., ale liczę na pomyślne rozstrzygnięcia kolejnych przetargów. Proporcja sprzedaży krajowej i eksportowej rysuje się mniej więcej po połowie. Czekam na rozstrzygnięcia dużych przetargów na świecie. Być może – o ile wszystko pójdzie po naszej myśli – ten udział eksportu nam wzrośnie, ale dziś za wcześnie jeszcze mówić, czy to się uda. Najbardziej spektakularne kontrakty łączę z Australią, Meksykiem, Argentyną i Chinami. W ostatnim z krajów w minionych trzech latach zrealizowaliśmy przedsięwzięcia za 150 mln dolarów, sfinansowane z kredytu rządowego, nadto jeden kontrakt komercyjny. W tej chwili rozmawiamy z chińskimi partnerami na temat rozszerzenia współpracy w dostawach nowych maszyn i urządzeń. Dodam, że w Australii okazyjnie kupiliśmy fabrykę, wytwarzającą urządzenia do systemu pn. continuous miner. Myślę, że w niedługim czasie będziemy mogli zaproponować pełny taki system do eksploatacji podziemnej, inny niż ścianowy. To ważna inwestycja. Reasumując, i w Australii, i w Chinach, i w Ameryce Południowej jesteśmy w grze.
Najnowszą inwestycją Grupy Kopex jest nabycie kontrolnego pakietu akcji rybnickiej Ryfamy. Czy przejęcie tej spółki dyktowało dążenie do zwiększenia komplementarności waszej oferty?
- Tak. O Ryfamę ubiegaliśmy się od wielu lat. Właściciele długo się bronili. Teraz skorzystaliśmy więc z nadarzającej się okazji. Jest to fabryka, która jest nam bardzo potrzebna. Jest dobrze zorganizowana, przede wszystkim zaś ma wartościowy produkt i rynki. My natomiast, chcąc się uwiarygodnić wobec naszych kontrahentów na świecie, musieliśmy pokazać, że produkujemy również przenośniki. Posiadanie Ryfamy podnosi więc status grupy. Wierzę, że wspólnie uda nam się wiele osiągnąć. Wzajemnie zabezpieczone umowy nabycia akcji są już zawarte i pozostało jeszcze uzyskanie pozytywnej decyzji UOKiK-u. Myślę, że jest to kwestia najbliższych trzech miesięcy. Łącznie zamierzamy kupić prawie 90 proc. akcji rybnickiej fabryki. Przejęcie trzeciej transzy miałoby nastąpić po spełnieniu pewnych warunków po stronie sprzedającego. Jednak nie jest to już aż tak istotne, ponieważ w następstwie realizacji dwóch pierwszych umów będziemy mieli 65 proc. udziału w kapitale Ryfamy, zatem pakiet kontrolny.