Ludzie dwóch wymiarów

Arkadiusz Grządziel z kopalni „Chwałowice” i Krzysztof Apanasewicz z kopalni „Borynia” pojechali zdobywać góry Pamiru. Wybrali akurat te, ponieważ są jedynymi na świecie, gdzie tak blisko siebie znajdują się dwa siedmiotysięczniki. Oba są celem ich wyprawy. Nim spakowali ekwipunek, pojechali pożegnać się z kolegami z Okręgowej Stacji Ratownictwa Górniczego w Wodzisławiu Śląskim.

Są ludźmi dwóch wymiarów. Gdy trzeba zakładają uprząż, biorą liny i opuszczają się głęboko w wyrobiskach o dużym nachyleniu, by ratować górników. To ich specjalność zawodowa. Dla przyjemności też korzystają z podobnych przyrządów, ale idą się wspinać wysoko, jak najbliżej nieba. Po co?

Wiele godzin nudy

– Wspinaczka wysokogórska to wiele godzin nudy, czekania, zaciskania zębów dla jednej chwili niewyobrażalnego, tam na dole, szczęścia. Ktoś powie, że to tylko adrenalina. Pod szczytem każdy powtarza sobie w myślach, że to już ostatni raz, że nigdy więcej, ale po zejściu zaczyna się planować kolejną wyprawę – mówi Arek Grządziel.

W góry ciągnie ich chęć poznania świata, ładne widoki, egzotyka, wyzwanie. Wspinają się od lat. Zaczęli w szkole średniej i przestać nie mogą. Poznali się na kursie ratowniczym siedem lat temu. Od tamtej pory wspinają się coraz wyżej. Należą do Jastrzębskiego Klubu Wysokogórskiego. W góry Pamiru pojechali w 10-osobowej grupie. Pięciu zaliczało już ośmiotysięczniki. Wiedzą co ich czeka, ale wszystkiego przewidzieć nie sposób.

Nie potrafił odpuścić

– Najtrudniej jest się wycofać, zrezygnować. Z ostatniej wyprawy wróciłem z odmrożonymi nogami i chorobą płuc. Od szczytu dzieliło mnie tylko 400 metrów. Nie potrafiłem odpuścić. Długo się leczyłem, ale dziś jestem w formie. Ryzyko jest zawsze. Nigdy nie można zapanować nad naturą czy pogodą. Każdy może popełnić błąd. Wysoko w górach, w bazach, tłok jest czasami taki, jak na Krupówkach. Namiot stoi przy namiocie, niekiedy można się ich doliczyć ponad 100, bo ludzie ściągają z całego świata, by wspiąć się na kolejny, wymarzony szczyt – opowiada instruktor strzałowy z „Chwałowic”.

Krzysztof Apanasewicz jest taternikiem, podobnie jak żona. Kiedyś wspinali się razem. Teraz ona zostaje w domu.

– Raz w roku pozwala mi na wyprawę w góry. Nie możemy razem się wspinać. Mamy dziecko, ktoś musi przeżyć, żeby je wychować – mówi Apanasewicz uśmiechając się, ale w jego słowach nie słychać żartu.

Pokonać swoje słabości

Wysoko w górach różne bywają sukcesy. Można się cieszyć, że się weszło na ośmiotysięcznik bez tlenu, że się udało stanąć na szczycie na skostniałych z zimna stopach, albo że grupa była najliczniejsza od 20 lat.
Każdy powód do radości jest dobry.

– Trzeba pokonywać siebie, swoje słabości i to daje satysfakcję. Istotne jest zaufanie do drugiego człowieka. Musimy na sobie polegać, bo od tego zależy nasze życie. A gdy siedzimy w ciasnocie, w ograniczonej przestrzeni namiotu, bez szansy na sekundę izolacji, mamy siebie tak dosyć, że aż iskrzy – śmieje się Ireneusz Wolanin, jeden z 10 uczestników wyprawy w Pamir.

Jeżeli dopisze im szczęście i pogoda, to wrócą do domu 18 sierpnia. Polecieli samolotem z Bydgoszczy. Później przesiedli się do śmigłowca. Z lodowca Mosina rozpoczęła się ich czterotygodniowa wędrówka, która pochłonie cały urlop. Ich zmagania w górach można śledzić w jastrzębskiej telewizji „Canon”. Do wyprawy przygotowywali się przez wiele miesięcy. O kondycję każdy dbał indywidualnie.

– Ja od kilku lat biegam po schodach, 20 razy w górę i w dół. Oprócz tego każdy sport jest dobry. Nie mam choroby wysokogórskiej. Może dlatego, że jestem ratownikiem górniczym? – zastanawia się Apanasewicz.

W specjalistycznych zastępach szybowych ratowników górniczych jest 74 mężczyzn przeszkolonych alpinistycznie. Znają techniki linowe. Spotykają się na szkoleniach z goprowcami i zawodowymi strażakami.

– Jestem pełen podziwu dla tych śmiałków. Mają tężyznę fizyczną, są wyćwiczeni. Łączą pasje z pracą. Takich jak oni w ratownictwie zawsze nam potrzeba – chwalił podwładnych na pożegnanie przed wyprawą Dariusz Brzózka, zastępca dyrektora OSRG w Wodzisławiu Śląskim.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Górnik wrócił do domu. Niezwykłe wydarzenie w kopalni

Przed Szybem Daniłowicza w Kopalni Soli Wieliczka przez dziesięciolecia stał Górnik – trzymetrowa figura, która dla mieszkańców Wieliczki i turystów była czymś więcej niż pomnikiem. Była symbolem górniczego charakteru tego miejsca, świadkiem tysięcy spotkań i nieodłącznym tłem pamiątkowych fotografii. W 2006 roku Górnik zniknął ze swojego miejsca. Po dwudziestu latach powrócił do domu.

Pomożecie zagłosować? Miła sprawa, chodzi o film, w którym mogą wystąpić obiekty KWK Halemba-Wirek

Oddział Centrów Demontażowych Grupy KOK znalazł się w finałowej piątce (spośród 28 zgłoszonych) plebiscytu „Śląska Lokacja Filmowa 2026”. Przemysłowy obiekt ma teraz szansę na drugie życie, jako przestrzeń filmowa. Wystarczy tylko na niego zagłosować.

Nagroda za pamięć o zamordowanym bracie górniku

Za nami wyjątkowa Gala wręczenia Nagrody „Czarny Diament Wolności”, która odbyła się w Śląskim Centrum Wolności i Solidarności im. Dziewięciu Górników z „Wujka” w Katowicach. Tegoroczną laureatką prestiżowego wyróżnienia została Magdalena Pelc - która od lat pielęgnuje pamięć o swoim bracie Zbigniewie Wilku, jednym z Dziewięciu z „Wujka”.

100 szefów kuchni, 20 stref i jeden wielki cel. 13 września Kulinarny Ogień rozgrzeje TAURON Park Śląski

Wielki finał charytatywnej akcji Kulinarny Ogień 13 września 2026 r. w TAURON Parku Śląskim. Na gości czekać będzie blisko 100 szefów kuchni, 20 autorskich stref kulinarnych, koncerty i atrakcje dla całych rodzin. A przede wszystkim – wspólny cel: wsparcie budowy pierwszego na Śląsku stacjonarnego hospicjum dla dzieci „TuSieTuli”. Organizatorzy chcą podczas finału zebrać minimum 250 tys. zł.