Lotnisko na hałdzie w Kaniowie
W rejonie Bielska-Białej istnieje 15 firm, produkujących małe samoloty. Są wytwarzane głównie w dawnych kurnikach w okolicy Jasienicy, a więc w warunkach kłócących się z ich technologicznym wyrafinowaniem, nie mówiąc już o blichtrze, nieobojętnym w kontaktach handlowych. Podbeskidzkie firmy lotnicze oblatują je, korzystając z trawiastego lotniska w Aleksandrowicach.
Przed kilku laty powstał więc projekt utworzenia w Kaniowie Parku Technologicznego Przemysłu Lotniczego. Drożdżami inicjatywy było Starostwo Powiatowe w Bielsku-Białej, władze Gminy Bestwina oraz Górnośląska Agencja Przekształceń Przedsiębiorstw w Katowicach. Obok tych podmiotów, w gronie udziałowców spółki Bielski Park Techniki Lotniczej – powołanej do realizacji projektu – znaleźli się prywatni inwestorzy, skupieni w Airbussines. Ci ostatni obejmują w niej 53 proc. udziałów. Ale wśród gorących zwolenników produkowania na hałdzie samolotów był również m.in. Jerzy Zużałek, przewodniczący Komisji Zakładowej „Solidarność 80” w „Silesii”, a zarazem radny Kaniowa.
Kiedy rozkręcały się zabiegi wokół utworzenia parku, jednocześnie na drugim biegunie ważyły się kwestie przyszłości kopalni. W herbie Gminy Bestwina, do której należy Kaniów, widnieje kłos i ryba. Doskonale ilustruje on pejzaż nieco sennych tutejszych miejscowości i tradycyjne zajęcia ich mieszkańców. Kopalnia jest największym w okolicy pracodawcą. W produkcji samolotów i obsłudze lotniska Zużałek dostrzegał więc alternatywę atrakcyjnego zatrudnienia na wypadek likwidacji czechowickiej „Silesii”.
Wbrew sceptykom Park Technologiczny zaczął powstawać w zdumiewającym tempie. Spółka przystąpiła do inwestycji 1 sierpnia ubiegłego roku. Teraz jest już gotów pas startowy dla samolotów o długości 700 i szerokości 22 m. Pozostała kosmetyka pobocza. Jednocześnie z ziemi wyrastają przęsła konstrukcji pierwszego z 4 przyszłych hangarów. Łącznie będą miały 2,5 tys. m kwadratowych powierzchni. Kompleksu dopełnią hale produkcyjne o powierzchni 7,5 tys. m kwadratowych, budynek kontroli lotów, gdzie znajdą się również biura konstrukcyjne i biura obsługi klientów oraz stacja paliw dla samolotów.
– Wszystko będzie gotowe pod koniec czerwca przyszłego roku – przekonuje Wiktor Kałat, prezes BPTL. Już niedługo zatem do Kaniowa przeniosą się podbeskidzcy producenci małych (od dwu do pięciomiejscowych) samolotów oraz podzespołów. Ma tu być m.in. wytwarzana czteromiejscowa Orka Edwarda Margańskiego – samolot znany już w Europie jako podniebna limuzyna, z racji łatwości pilotażu oraz komfortu i elegancji kabiny. W parku ma się też znaleźć ośrodek badawczo-rozwojowy.
– W dalszym etapie chcielibyśmy świadczyć usługi powietrznych taksówek zarówno samolotami, jak i helikopterami – zapowiada Wiktor Kałat. Urządzenie w Kaniowie Parku Technologicznego Przemysłu Lotniczego będzie kosztowało 28 mln złotych. Większość wydatków, tj. 20 mln zł będzie pochodziła z przyznanej na ten projekt unijnej dotacji. Pozostałą część zainwestują udziałowcy BPTL. Na początku listopada spółka już „przerobiła” 10 mln zł. Samoloty ożywią zapewne nie tylko sielski krajobraz uprawnych pól i stawów hodowlanych Kaniowa. Docelowo w parku ma znaleźć zatrudnienie 350-500 pracowników.