Koncentracja, spokój, precyzja...

Mariusz Piątek, 42-letni górnik z Oddziału Szybowego kopalni „Mysłowice-Wesoła” przed 12 laty zerwał z nikotynowym nałogiem. Teraz papierosowy dym traktuje jako największą uciążliwość rozgrywek w darcie, w których od czterech lat odnosi zdumiewające sukcesy.

Miejscem zawodów bywają na ogół duże hale i restauracje, gromadzące po 150 i więcej uczestników. Zazwyczaj gra się przez osiem godzin. Doprawdy trudno wytrzymać tyle czasu w kłębach błękitnawego dymu, unoszącego się z papierosów i cygar – zżyma się na słabostki konkurentów.

Przygoda Mariusza Piątka z tą osobliwą dyscypliną zaczęła się – jak to zwykle bywa – banalnie.

– Parę lat temu dostałem w prezencie tarczę do darta. Nawet nie pomnę już dziś, z jakiej to było okazji. Dla zabawy z sąsiadem zaczęliśmy rzucać do niej lotkami. On był na zasiłku i miał czas. Ja, pracując na zmiany, też miewałem go sporo. Tak bawiliśmy się przez dwa lata – wspomina początki tej przygody.

Udany „casting”

Kolejnym krokiem do bardziej zaawansowanej już „zabawy” był oddziałowy Sylwester. – Poznałem na nim Mirka Kaczmarczyka, dziś już emerytowanego górnika „Mysłowic-Wesołej”. Zgadaliśmy się, że trochę rzucam lotkami do tarczy. On na to, że gra w I lidze darta. Zapytał, czy mógłbym wpaść na coś w rodzaju – jak dziś się mawia – castingu. Wpadłem. „Casting” wypadł chyba nieźle, bo od tamtego czasu, czyli od czterech lat, gram w barwach Zagłoby Mysłowice – opowiada Mariusz Piątek.

Obok Mariusza Piątka i Mirosława Kaczmarczyka w zespole imć Onufrego grają jeszcze rencista Jerzy Korzekwa i student Arian Ajvazi. A jak rzucają?

– W 2005 r. wygraliśmy w tym składzie II Ligę Darta. W zeszłym roku wywalczyliśmy wicemistrzostwo I Regionalnej Ligi Śląskiej. W tym roku sięgnęliśmy już po prymat w tej lidze, uzyskując tym samym przepustkę do gry w ekstralidze. W Pucharze Polski Drużyn w Kędzierzynie-Koźlu zajęliśmy piąte miejsce. Jednocześnie zdobyłem puchar Come-Polska, równoznaczny z indywidualnym mistrzostwem Śląska – wymienia kolejne sukcesy Mariusz Piątek.

Europejski prymat

W ubiegłym roku z ekipą Zagłoby Mysłowice Piątek sięgnął po najbardziej prestiżowy splendor – mistrzostwo Europy na zawodach w Pradze. Po powrocie ze stolicy Czech zaskoczył go, przyszykowany przez kolegów z kopalni, transparent „Witamy mistrza Europy”.

– W darcie liczy się koncentracja, spokój, precyzja... Za dziurkę obok – jak zwykło się wśród nas mawiać – nie płacą. Po prostu z 2,70 metra trzeba precyzyjnie trafić lotką w wybrane punkty tarczy – po tym najprostszym wykładzie zasad gry Mariusz Piątek wyjaśnia dalsze, trudne do ogarnięcia przez laika, niuanse.

– Jeden lubi łowić ryby, drugi namiętnie grywa w brydża lub skata, trzeciego pasjonują królewskie szachy. Każdą z tych pasji – aby móc liczyć na wyniki – trzeba pokochać. Moim zamiłowaniem jest dart – zwierza się górnik „Mysłowic-Wesołej”.

Dla satysfakcji i przyjemności

Ta namiętność niesie nie tylko smak zwycięstw. – W darcie najważniejsze jest dla mnie to, że poznaję fantastycznych ludzi z rozmaitych środowisk. Tę dyscyplinę uprawiają lekarze, policjanci, aktorzy, prawnicy... Warto dobrze rzucać, warto jeździć na zawody, by móc się z nimi spotkać – przekonuje.

Dart, przynajmniej w polskich warunkach, nie jest jakąś lukratywną dyscypliną. Uprawia się ją wyłącznie dla satysfakcji i przyjemności.

– Owszem, w „Eurosporcie” obserwuję angielskie rozgrywki zawodowców, którzy doskonale utrzymują się z tej gry. W naszych warunkach uprawianie darta łączy się na ogół z zawieraniem koleżeńskiej umowy – czyim samochodem pojedziemy na turniej i po ile wypadnie składka na benzynę. Nagroda za ligowe mistrzostwo wyniosła 2 tys. złotych. Na głowę – po podziale – wypadło więc po 500 złotych. Cóż to jest? – pyta.

Ubiegłoroczne mistrzostwa Europy w Pradze Piątek wspomina nie jako okazję do poznawania tego przepięknego miasta, lecz jako prawdziwą saunę z temperaturami dochodzącymi do 40 stopni C.

„Morderczy” skrót

– Niestety, odpadłem z zawodów jako pierwszy z ekipy. Postanowiłem więc pieszo wrócić do kwatery. Droga „na skróty” wypadła przez sportowe lotnisko. Po przejściu 4-5 km okazało się, że teren jest ogrodzony i muszę wracać z powrotem. Przez około 3 godz. drałowałem więc w piekielnym upale mniej więcej 10 km. Byłem wykończony. Moi koledzy przyjechali autem 5 minut po mnie – opowiada praską przygodę.

Piątek jest przekonany, że w obecnym składzie Zagłoba po raz kolejny wygra I ligę. Sam zamierza jednak nieco spasować. – Żona trochę się krzywi na moją częstą nieobecność w domu i ustawiczne uszczuplanie rodzinnego budżetu na takie wyjazdy – tłumaczy z uśmiechem.

– No, chyba że ziści się szansa na uzyskanie dofinansowania startu w ekstralidze darta z mysłowickiego Urzędu Miasta. Z ubiegłorocznych zabiegów o pieniądze jakoś nic nie wyszło – rozkłada ręce.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Znamy najlepszych siatkarzy wśród górników

Mistrzostwa w Żorach po raz kolejny pokazały, że  sport jest ważnym elementem integracji pracowników miedziowej spółki. Dla uczestników była to nie tylko okazja do sprawdzenia swoich umiejętności, ale również do wspólnego przeżywania emocji i budowania zespołowej atmosfery.

Zaduszki na Śląsku w cieniu górniczych tragedii. Te wspomnienia zostają w nas na zawsze

W Zaduszki wspominamy tragicznie zmarłych w kopalnianych katastrofach. Ale na Śląsku echa tych przykrych wydarzeń wybrzmiewają tak naprawdę na każdym kroku, przez cały rok, przez całe nasze życie.

Od filharmonii do kopalni. 13. Festiwal im. Krzysztofa Pendereckiego – poziom 320

Od 30 października do 25 listopada 2026 roku Zabrze stanie się centrum muzycznych spotkań poświęconych dziedzictwu Krzysztofa Pendereckiego. Trzynasta edycja Międzynarodowego Festiwalu im. Krzysztofa Pendereckiego – poziom 320, organizowana przez Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu, odbywa się pod hasłem „Synergie” i po raz pierwszy wyraźnie wychodzi w region.

Chopin 135 metrów pod ziemią. Chiński pianista Hao Rao zachwycił w Kopalni Soli „Wieliczka”

Są spotkania, które pozostają w pamięci długo po wybrzmieniu ostatniego dźwięku. Takim wydarzeniem był koncert chińskiego pianisty Hao Rao, który 27 października wypełnił Komorę Jana Haluszki muzyką Fryderyka Chopina.