Kobieta spełniona w górnictwie
fot: Jarosław Galusek
Wiceminister gospodarki uważa, że nie można porównywać lubelskiej „Bogdanki” ze śląskimi kopalniami a perspektywa prywatyzacji tych ostatnich jest jeszcze daleka
fot: Jarosław Galusek
Jak się czuje pierwsza kobieta odpowiedzialna za sektor górnictwa w starciu ze związkowcami organizującymi na jej przyjazd do Katowic uliczne demonstracje?
- Nie było starcia ze związkowcami. Postulaty Związku Zawodowego Pracowników Zakładów Przeróbki Mechanicznej Węgla przekazałam do właściwych resorów rządowych. Prawo górniczo-geologiczne jest w zakresie kompetencji Ministerstwa Środowiska, a kwestie przywilejów emerytalnych należą do Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej.
W biznesie nie rozróżnia się płci. Sądzę, że dla związkowców nie ma znaczenia, kto pełni kierownicze stanowisko - kobieta czy mężczyzna. Ważne są kwalifikacje, zdolności negocjacyjne i możliwości spełnienia postulatów pracowniczych. Nigdy nie miałam kłopotów w kontaktach ze stroną społeczną, niezależnie od ostrości sporu, w jaki niekiedy wchodziliśmy. Ja ich po prostu traktuję z szacunkiem, jak partnerów, a oni w podobny sposób odnoszą się do mnie. Przyjmując nominacje premiera na podsekretarza stanu w Ministerstwie Gospodarki, nie oczekiwałam od kogokolwiek taryfy ulgowej dlatego, że jestem kobietą. Mam za sobą wiele lat pracy na stanowiskach kierowniczych i duże doświadczenie w zarządzaniu także w sytuacjach kryzysowych, pod presją czasu. Nie powiem, że moim ulubionym zajęciem jest rozwiązywanie sporów. Nie boję się jednak konfliktów, czy sporów. Ale ważne są argumenty.
Czytając Pani CV na stronie internetowej Ministerstwa Gospodarki, można wnioskować, że zawodowo jest Pani osobą spełnioną. Szła Pani od sukcesu do sukcesu, pokonując kolejne szczeble awansu w coraz większych firmach. Jako prezes Tauron Polska Energia SA odpowiadała Pani za zarządzanie zasobami ludzkimi, planowanie strategiczne, obsługę organów korporacyjnych, obrót energią, politykę paliwową. Wcześniej też dużo było tych zadań. Jakim kosztem własnym je Pani realizowała? Kobieta musi wybierać co ważniejsze: praca czy rodzina?
- Starałam się nie rezygnować z życia rodzinnego i towarzyskiego, ale miałam poczucie, że zawsze jest coś za coś. Praca bardzo mnie angażowała i chyba nie dałabym sobie rady z domowymi sprawami bez pomocy mojej mamy. To dzięki niej nie musiałam się martwić, czy dziecko ma obiad, czy wróciło bezpiecznie ze szkoły do domu. Jestem bardzo dumna z mojej córki, która nigdy nie sprawiał żadnych problemów wychowawczych i doskonale się uczyła. Wybrała taki sam zawód jak ja. Mam satysfakcję, że więc w jakimś sensie doceniła moje osiągnięcia zawodowe. Skończyła studia prawnicze i rozpoczyna karierę zawodową
Co jest najważniejsze w karierze zawodowej?
- Ja zawsze miałam szczęście do ludzi. Na swojej drodze zawodowej spotykałam mądrych zwierzchników. Mądrzy szefowie pozwalali mi na samodzielność, nie niszczyli moich pomysłów i nie zniechęcali do wykazywania inicjatywy. Zaraz po studiach, gdy rozpoczynałam pracą zawodową w 1978 roku w Elektrociepłowni Będzin, a nieco później w Południowym Okręgu Energetycznym, słyszałam o współpracowników, że firma ma stabilną sytuację i przez lata będziemy kontynuowali to, co już zostało zrobione. Szybko okazało się, że w pracy nie będzie mi nudno. Duże tempo zmian gospodarczych, technologicznych i politycznych niosło dla mnie nowe zdania. Wypracowywałam zasady obrotu energią elektryczną. Z biegiem lat z prawnika stawałam się menedżerem.
Największy Pani sukces to?
- Nigdy nie robiłam takich podsumowań. Gdybym jednak musiała wskazać tylko jedno zadanie, to chyba największym moim sukcesem było doprowadzenie do powstania zintegrowanych struktur w energetyce, porównywalnych do funkcjonujących na europejskim rynku energii.
Na co Pani brakuje czasu?
- Na podróże, które są moją największą pasją. Gdy byłam młoda, świat nie był tak otwarty, jak teraz. Obecnie, gdy problem granic przestał być istotny, brakuje czasu, by jechać tam, gdzie by się chciało. Każdy urlop staram się wykorzystywać turystycznie. Marzę o rejsie po Nilu. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie uda się mi pojechać z córką do Egiptu. To moja podróż marzeń. Zawsze interesowałam się historią. Lubię poznawać miejsca, o których kiedyś czytałam i przypominać sobie związane z nimi wydarzenia historyczne.
Czego Pani minister najbardziej nie lubi?
- Niekompetencji, arogancji, wywyższania się nad innych. Cenię otwartość, dostępność, dotrzymywanie słowa, własną pracę. I postępuję właśnie według tych zasad.
Pani największą zaletą jest?
- Optymizm. Nigdy, nawet w najtrudniejszych chwilach nie przychodzi mi do głowy, że czegoś nie można zrobić, rozwiązać, załatwić. Jeśli coś nie wychodzi, tak jakby się chciało, to trzeba zmienić metodę, sprawdzić założenia, poszukać błędu.
Podczas barbórkowych gratulacji dla górników nie zabraknie Pani życzeń. A jakie najważniejsze zadanie sama sobie postawi szefowa resortu w nadchodzącym nowym roku?
- Muszę znaleźć źródło finansowania inwestycji początkowych, ponieważ bez tego górnictwo sobie nie poradzi. W 2009 roku na dofinansowania z budżetu państwa nie ma możliwości. Oznacza to, że konieczne będą inne instrumenty, ponieważ stawka jest wysoka - bezpieczeństwo energetyczne, które opiera się na węglu. W najbliższych siedmiu latach na ustabilizowanie wydobycia na wyższym niż obecnie poziomie potrzebne będzie około 19,5 miliarda złotych.
Rozmawiała Jolanta Talarczyk