KGHM w Kanadzie, czyli ucieczka w Kongo-bis
fot: infomine.com
KGHM zobowiązał się zaangażować pół miliarda dolarów w poszukiwania i eksploatację złoża rudy miedzi i złota w Kanadzie <i>(na zdjęciu prace geologiczne w Afton-Ajax)</i>
fot: infomine.com
Wydawało się, że po doświadczeniach w Kongo, gdzie KGHM poniósł znaczące straty, nastąpi otrzeźwienie w zakresie zagranicznych inwestycji tej firmy. W rzeczywistości jest dokładnie na odwrót.
Już sam fakt utrzymania i awansowania ludzi odpowiedzialnych za straty w Kongo, mówi sam za siebie, o co chodzi w zagranicznych inwestycjach KGHM.
Nie od dziś wiadomo, że półmetek eksploatacji własnego złoża zbiegł się mniej więcej w czasie z pomysłem na Kongo. Po prostu własne złoże rud miedzi w wyniku jego dotychczasowej eksploatacji na wielką skalę zaczyna się wyczerpywać. Trzeba więc myśleć poważnie o przyszłości, która coraz mniej kojarzy się z krajowymi surowcami, złożami i możliwościami utrzymania dotychczasowych pozycji prestiżowych i zarobkowych.
Tym razem jednak informacje o zagranicznych przedsięwzięciach podaje się już w kontekście prowadzonych poszukiwań złóż rud miedzi na terenie kraju. Ich spodziewane negatywne wyniki tym bardziej mają uzasadnić zagraniczne inwestycje. Po prostu KGHM nie może biernie czekać na nieuchronnie zbliżający się koniec swoich interesów w rejonie Lubińsko-Głogowskiego Okręgu Miedziowego (LGOM).
Piekło
Eksploatowane obecnie złoże rud miedzi na Monoklinie Przedsudeckiej w liczbach bezwzględnych ma się nawet dobrze. Do wybrania jest jeszcze ok. 1,5 miliarda ton rudy. Rachunkowo oznacza to możliwości jej wydobycia przez następne przynajmniej 30-40 lat.
Jednakże już od pięciu lat następuje regularny spadek zawartości miedzi w rudzie. W stosunku do szczytowych możliwości z przełomu tysiącleci spadek ten wynosi ok. 25 proc. Przy tym samym wydobyciu rudy, jest w niej o tyle właśnie mniej miedzi.
Podstawowa wielkość produkcji wynosi ok. 520 tys. ton miedzi elektrolitycznej. Jak wynika ze sprawozdań zamieszczonych na stronach internetowych firmy, zakupuje ona ok. 80 tys. ton złomu, którym w ten sposób uzupełnia braki w naturze. W ten sposób produkcja z własnego złoża spada do ok. 440 tys. ton miedzi.
Najbogatsze złoża rud miedzi zostały już wybrane i to wbrew podstawowym zasadom sztuki górniczej. Eksploatację rozpoczęto od centrum złoża do jego granic. Zamiast odwrotnie. System zawałowy spowodował, że teraz od centrum złoża trzeba utrzymywać ciągi komunikacyjne przez zawalone pola. Ich stała przebudowa kosztuje i stwarza zagrożenia tąpaniami, obwałami i zachowaniem dróg ucieczkowych.
Wygląd wielu z tych wyrobisk przypomina znane obrazy piekła uwieńczone na obrazach Boscha. Na dodatek złoże eksploatowane jest z coraz większej głębokości. Obecnie prowadzone jest wydobycie na poziomie 1250 m, co daje na dole temperaturę ok. 38 stopni Celsjusza. Konieczność zejścia z eksploatacją na nowym polu „Głogów Głęboki” na poziom 1500 m powoduje, że temperatura w wyrobiskach podziemnych osiągnie 45 stopni Celsjusza. W ten sposób nie tylko wygląd wyrobisk, ale panująca w nich temperatura zaczyna przypominać prawdziwe piekło.
Na wszystkie te trudności KGHM odpowiada: - My się temperatury nie boimy i jesteśmy w stanie schłodzić górotwór o te kilkanaście stopni, do wielkości określonych przepisami!
Jest jasne, że współczesna technika umożliwia osiągnięcie takich parametrów. Tyle tylko, że ich koszta mogą przekroczyć wartość miedzi zawartej w wydobywanej rudzie. Jest to przedsięwzięcie natury globalnej. Ponieważ ciepło do wyrobisk górniczych pochodzi z jądra Ziemi, KGHM zamierza to jądro atomowe Ziemi schłodzić. W tym miejscu wypada tylko życzyć powodzenia i modlić się, aby schłodzona przez KGHM kula ziemska nie zamieniła się w sopel lodu…
Pomija się tutaj takie koszty, jak wymiana całego parku maszynowego z obecnych maszyn spalinowych na elektryczne. Wobec braku szybów eksploatacyjnych urobek będzie dostarczany dziesiątki kilometrów pod górę po wzniosie złoża ok. 6 stopni.
Nowych szybów transportowych prawdopodobnie nie będzie, bo firmę na razie z trudem stać na szyby wentylacyjne na tym złożu.
Tymczasem KGHM chwali się, że nastąpiło obniżenie kosztów wydobycia rudy o cały jeden tysiąc dolarów!
Nie osiągnięto tego kosztem wzrostu wydajności pracy, spadkiem zatrudnienia i nowoczesnymi rozwiązaniami technicznymi. Obniżenie kosztów wydobycia wiąże się z zatrzymaniem inwestycji, a przede wszystkim robót przygotowawczych, co w okresie koniunktury zemści się kolejnym brakiem mocy wydobywczych.
Zyski na złożu zagranicznym
W tej sytuacji inwestycje zagraniczne są dla kierownictwa KGHM jedynym sposobem zachowania swoich pozycji, dochodów i stanowisk. Tu w kraju, póki co, wszyscy robią dobre miny do złej gry. Byleby giełda się nie załamała, byle mieć jeszcze pieniądze i wiarygodność do zawarcia korzystnych transakcji za granicą.
Te korzystne transakcje trzeba też dobrze rozumieć. Są one wielce dochodowe na ogół dla wąskiej elity ludzi prowadzących ten „interes” i z nimi związanych.
Tak było z inwestycją w Kongo. To nic, że firma poniosła straty. Jej przedstawiciele zarobili na tym miliony złotych. Tak też należy rozumieć ich oświadczenia, że całe przedsięwzięcia jest dochodowe. Dla nich osobiście - nie ulega najmniejszej wątpliwości.
Podobnie jak z inwestycją w Kongo, tak i tym razem wszystkie związki zawodowe, zwykle czułe na wszelką degradację, tym razem milcząco akceptują zagraniczne inwestycje. Można się tylko domyślać, że między zarządem a liderami związkowymi doszło do cichego porozumienia. W jego wyniku otrzymają oni stosowne stanowiska w zagranicznej firmie.
Natomiast tu pod ręką związki te razem z zarządem firmy protestują przeciwko tworzeniu nowych miejsc pracy związanych z uruchomieniem eksploatacji złoża węgla brunatnego „Legnica”.
Rozumowanie jest proste. Po co tutaj trudzić się, aby pogodzić wymagania energetyki i ochrony środowiska, kiedy za granicą można to wszystko otrzymać gotowe, bez jakichkolwiek wyborów, trudów i zamieszek.
Kanada pachnąca zyskami
Firma której nie stać na odpowiednie zabezpieczenie wydobycia na własnym złożu jednocześnie inwestuje ponad pół miliarda dolarów w kupno połowy praw do eksploatacji innego złoża.
Kilka dni temu KGHM podpisało umowę z Albacus Mining & Exploration Corporation w sprawie wspólnej realizacji projektu górniczego miedzi i złota Afton-Ajax w Kanadzie.
Za 51 proc. udziałów zapłaci 37 milionów dolarów a za zakup dalszych 29 proc. ma zapłacić dalsze 35 milionów dolarów. W umowie tej KGHM zobowiązał się do zainwestowania w eksploatację tego złoża ok. pół miliarda dolarów.
Do końca roku ma być sporządzone studium wykonalności. Nic nie wspomniano o ewentualności negatywnej oceny zagranicznego złoża we wspomnianym studium.
Kopalnia ma być odkrywkowa i jej budowa przewidziana jest na okres jednego roku. Na zwołanej z tej okazji konferencji prasowej prezes Wirth zapowiedział, że za kilka miesięcy poinformuje o kolejnych tego typu projektach. Ma być to początek ekspansji KGHM na rynkach zagranicznych w celu utrzymania wiodącej roli firmy na świecie.
Mistrzostwo świata
W wyniku tych przedsięwzięć KGHM ma zwiększyć swoją produkcję do 700 tys. ton miedzi.
Całość tych wielce ambitnych planów przypomina sytuację w Polskim Związku Piłki Nożnej. Otóż nasza reprezentacja narodowa ma ogromne szanse na zakwalifikowanie się do finałów Mistrzostw Świata, jak i nawet na zdobycie tytułu pierwszej drużyny. W jaki sposób? Pomysł jest prosty. Trzeba kupić sobie najlepszą drużynę na świecie. Koniec. Kropka. Nowe boiska, wychowanie młodzieży i temu podobne zabiegi w tej sytuacji są całkowicie zbędne.
Tyle tylko, że drużyna taka będzie znacznie droższa niż splendor i zyski z niej płynące.
Na tej samej zasadzie w branży wydobycia rud miedzi na świecie KGHM chce osiągnąć „mistrzostwo świata”. Owe 700 tys. ton będą pochodziły już zapewne w całości ze złóż zagranicznych. Co to jednak za różnica? Wszak dyrektorzy, prezesi i rada nadzorcza utrzyma swe stanowiska wraz z potulnymi kilkoma związkowcami.
Reszta załogi przejdzie na zasłużoną emeryturę. Kto jej nie otrzyma, ma szansę kibicowania „naszym” w Kanadzie i gdzie indziej.
Inwestycje krajowe
Gwoli sprawiedliwości dodać muszę, że KGHM dostrzega też możliwości powiększenia bazy zasobowej rud miedzi i zwiększenia swego udziału w krajowym górnictwie.
Działając w tym kierunku dokonano zakupu elektrociepłowni w Legnicy, rozważany jest zakup Kopalni Surowców Skalnych w Złotoryi i Centrozłomu Wrocław.
Na poszukiwania nowych złóż rud miedzi w swoim sąsiedztwie KGHM przeznacza ok. 260 milionów złotych w okresie około 10 lat. W zestawieniu nakładów krajowych i zagranicznych uderzająca jest ich dysproporcja na rzecz zagranicy w stosunku jeden do stu.
Nakłady krajowe mają zamknąć usta krytykom, że KGHM nie dba o miejscowe górnictwo. Po prostu jest to zasłona dymna.
Czas, aby skarb państwa, który ma nadal decydujący udział w tej firmie, zablokował ucieczkę resztek jej kapitału za granicę na rzecz większych i pilniejszych projektów górniczych w Polsce.
Czytaj też:
KGHM zdradza, kim jest zagraniczny partner