Jastrzębski Węgiel w efektownym stylu awansował do finału Pucharu Polski
fot: KS Jastrzębski Węgiel/Magdalena Kowolik
Jastrzębianie w zwycięskim meczu (3:0) z Jadarem Radom w ćwierćfinale PP 16 stycznia
fot: KS Jastrzębski Węgiel/Magdalena Kowolik
Podopieczni trenera Roberto Santillego koniecznie chcieli się zrehabilitować za wpadkę w Lidze Mistrzów, jaką była przegrana z Panathinaikosem Ateny i w spotkaniu z ekipą z Kędzierzyna-Koźla włożyli w grę wszystkie umiejętności i serce. W I secie nie mieli większych problemów z rywalem, prowadząc niemal przez całą partię.
Przełomowa okazała się końcówka drugiego seta, która przyniosła kibicom zgromadzonym w hali „Łuczniczka” niezwykłe emocje. Jastrzębianie prowadzili już 21:17 i pozwolili przeciwnikowi na zdobycie 4 punktów z rzędu. Włoski szkoleniowiec Ślązaków w krótkim odstępie czasu wziął dwa czasy, jednak jego podopieczni dalej popełniali błędy. Przy korzystnym dla siebie stanie 25:24, Jastrzębski Węgiel zdobył ostatni punkt w tej partii i zawodnicy podnieśli ręce do góry na znak radości.
Ale rywale zgłosili protest, uważając, że Paweł Abramow przekroczył linię końcową boiska przy wykonywaniu serwisu.
Po videoweryfikacji, czyli przejrzeniu spornej sytuacji na video przez sędziów, okazało się, że kędzierzynianie mieli rację. Zawodnicy musieli powrócić do gry, zaś górniczy zespół pokazał, że ma nerwy ze stali. Po skutecznym ataku na czystej siatce Australijczyka Benjamina Hardy ‘ego Jastrzębski Węgiel mógł wreszcie zakończyć drugą partię.
- Rzeczywiście, było wówczas mnóstwo nerwów, ale ja byłem spokojny o mój zespół. Od początku do końca wiedziałem, że wygramy i awansujemy do finału – powiedział później trener Santilli.
Jastrzębianie trzeciego seta rozpoczęli od wysokiego prowadzenia 6:2, grając niezwykle skutecznie w ataku. Ponadto dobrze przyjmowali serwis przeciwnika, co znacznie ułatwiało pracę rozgrywającemu, Grzegorzowi Łomaczowi. W najważniejszych momentach nie zawodził wspomniany Abramow, który grał jak prawdziwy profesor.
Najlepszym siatkarzem tego meczu wybrany został jednak Łomacz, który znakomicie wystawiał piłki i mocno serwował. – Cały zespół zasłużył na wyróżnienie, naprawdę zagraliśmy świetnie, jeśli nie liczyć błędów w końcówce drugiej partii. W finale z Resovią szanse obu drużyn określam po 50 procent – przyznał zaraz po meczu Łomacz, czyli MVP drugiego półfinału.
Drużyna fabryczna Jastrzębskiej Spółki Węglowej sprawiła wiele radości swoim sponsorom, którzy – jakżeby inaczej – pojawili się w Bydgoszczy, by na miejscu wspierać drużynę. Niedzielny finał będzie dla jastrzębskiego zespołu okazją do wywalczenia przepustki do kolejnej edycji Ligi Mistrzów. Gdyby chłopcy Santillego zdobyli Puchar Polski, byłaby to historyczna chwila dla klubu. Wcześniej w Jastrzębiu nigdy nie fetowano tego trofeum…
Jastrzębski Węgiel: Łomacz, Nowik, Czarnowski, Abramow, Hardy, Yudin oraz Rusek (libero), Master, Szczygieł, Nowotny, Azenha.
ZAKSA: Masny, Gładyr, Ruciak, Jarosz, Szczerbaiuk, Sammuelvo oraz Mierzejewski (libero), Pilarz, Martin, Kacprzak, Kaźmierczak.