Na początku grudnia 1902 roku pierwsi bracia – Tacjan Hante i Ubald Miera zajęli tymczasowe lokum w jednopiętrowym domu w Starych Panewnikach. Urządzili też kaplicę na trzysta osób. Niebawem wzniesiono w tym miejscu neoromański klasztor według projektu Masweta Fromma – franciszkanina z Karłowic pod Wrocławiem. Przyległa doń świątynia została w 1974 r. podniesiona przez papieża Pawła VI do godności bazyliki mniejszej.
O działalności panewnickich zakonników wiele do powiedzenia ma Ojciec Alan, były gwardian i obecny proboszcz parafii św. Ludwika. Doskonale pamięta dzień, w którym po raz pierwszy przekroczył bramy Bazyliki.
– Byłem wówczas górnikiem, absolwentem szkoły zawodowej w Kazimierzu Górniczym. Przez całą naukę mieszkałem w internacie, ponieważ pochodzę z okolic Węgierskiej Górki. To były czasy, gdy młodzież paliła się do roboty w kopalniach ze względu na dobre płace i warunki socjalne. Mnie zdrowie nie pozwalało na pracę na dole, więc wykształciłem się na mechanika urządzeń górnictwa naziemnego. Pracowałem jakiś czas w kopalni Kazimierz-Juliusz. Proces przeróbczy do dziś znam na pamięć. Nadszedł jednak taki dzień, że rzuciłem mój fach, żeby poświęcić się służbie Bogu – wspomina ojciec Alan.
Zniewalający widok
Dojrzewające w młodym człowieku powołanie jednoznacznie wskazało drogę do panewnickiego klasztoru.
– Był chyba styczeń, bo zaraz po otwarciu drzwi do bazyliki ujrzałem żłobek. Pamiętam, że oniemiałem na jego widok. Nigdy czegoś tak monumentalnego nie oglądałem. Gdyby mi wtedy ktoś powiedział, że za dwadzieścia lat będę kierował tutejszą parafią i odpowiadał za wygląd żłobka, uśmiałbym się po pachy. A jednak… – wraca myślami do dawnych wspomnień panewnicki duszpasterz.
W 1995 roku ojciec Alan Rusek, jako absolwent Franciszkańskiego, Wyższego Seminarium Duchownego, przyjął święcenia kapłańskie. Pracował w duszpasterstwie powołań, organizował m.in. klasztor franciszkański w Cieszynie, aż w końcu w 2001 r. powierzono mu funkcję gwardiana w macierzystym klasztorze w Panewnikach. Po trwającej trzy lata kadencji został proboszczem parafii pw. św. Ludwika.
Do Kazimierza po węgiel
– Nie jest to łatwa praca, ale daje dużo satysfakcji. Cieszę się, że moje górnicze doświadczenia przydają się na co dzień. Czy często wracam do Kazimierza? Chyba zbyt często. Ja po prostu muszę tam jeździć na skład za węglem. Tyle cośmy wymienili klasztorne ogrzewanie z gazowego na węglowe. Piece ekologiczne, najnowocześniejsze, same podają sobie węgiel, ale cóż z tego, skoro za chwilę nie będą miały co podawać. Zaczynam się poważnie tym martwić. Ekoret ogrzewał wnętrze bazyliki. Świątyni potrzebne jest ciepło, między innymi ze względu na zabytkowe mury. Nie wyobrażam sobie powrotu do gazu – skarży się proboszcz spiesząc do prezbiterium.
Główny ołtarz zasłania, jak zawsze o tej porze roku, gigantyczna stajenka. Ma 600 metrów kwadratowych powierzchni, a w najwyższym punkcie 18 m wysokości. 120 różnych figur drewnianych, gipsowych i z masy żywicznej przykuwa każdego dnia wzrok setek zwiedzających. Najstarsze figury według kronik liczą około 130 lat. Figurę Dzieciątka przywieziono w 1981 roku z Betlejem.
Stajenka z górnikiem
Przed rokiem tuż przy żłobku kolędowała śląska rodzina. W tym roku do stajenki zmierzają przedstawiciele rozmaitych profesji. Figury górnika zabraknąć nie mogło. – To nie tylko sprawa osobistych sentymentów. Żyjemy przecież w górniczym regionie. Czy znajdzie się dziś ktoś, kto mógłby wyobrazić sobie Śląsk bez górnictwa, a Panewniki bez klasztoru? To absurd. Skoro tak, to niech te elementy zawsze stajence towarzyszą – przekonuje ojciec Alan.
Lecz na pracy duszpasterskiej, administrowaniu parafią, ogrzewaniu i bożonarodzeniowej stajence nie kończy się świat byłego górnika, a dziś proboszcza. Kłopotów jest więcej.
Pęknięty dzwon
Uroczysta Pasterka zainaugurowała w panewnickiej parafii franciszkanów obchody jubileuszu 100-lecia poświęcenia bazyliki. Z tej okazji papież Benedykt XVI nadał przywilej odpustu zupełnego dla wiernych odwiedzających świątynię. W sierpniu szykują się główne uroczystości jubileuszowe, a piąty dzwon na wieży milczy jak zaklęty.
– To jest moje marzenie, żeby ponownie zadzwonił. Stary jest pęknięty. Nie można go używać, a wyraźnie brakuje tego najgłębszego dźwięku. Wierzę, że znajdzie się jakiś hojny fundator, wówczas ofiarowalibyśmy nowy dzwon jako wotum wdzięczności za stuletnią posługę duszpasterską. Ale czy zdążymy do sierpnia? – zastanawia się ojciec Alan. Oto jest pytanie...
Tym bardziej, że remontu wymagają również wspaniałe organy i chyba sam Pan Bóg jeden wie, co jeszcze.
Najpierw wydobywano węgiel, potem założono park
Rezerwat „Segiet”, Suchogórski Labirynt Skalny, Zespół Przyrodniczo-Krajobrazowy „Żabie Doły” czy Park Miejski im. hm. Franciszka Kachla. Co łączy te cenne obszary przyrodnicze w Bytomiu? Każdy z nich powstał na terenach, gdzie wydobywano ważne dla gospodarki surowce mineralne.