Ledwo pierwsza zmiana zjechała na dół, a tu w gabinecie Krzysztofa Janika, dyrektora ds. pracy kopalni „Bolesław Śmiały” zadzwonił telefon. Jak się okazało, przedstawiciel agencji „Silesia Film” poszukiwał górnika do plakatu reklamującego pierwszą edycję Katowickiego Karnawału Komedii.
– Gdy szykowałem się do wyjazdu na powierzchnię, kierownik oddziału wydobywczego zagadnął mnie, że na górze czeka ekipa z fotografem. Nie miałem zielonego pojęcia, co się święci. Dopiero, gdy opuszczałem klatkę, tamci wyskoczyli z propozycją. Omal nie zdębiałem. Nigdy w czymś podobnym nie uczestniczyłem. Z początku chciałem nawet odmówić, ale ugryzłem się w język. Powiedziałem, że muszę skonsultować sprawę z żoną – opowiada Jan Paździor.
Zdjęcia miały przedstawiać umorusaną twarz górnika, który właśnie skończył szychtę. Jolanta Paździor skwitowała krótko: – Człowieku, jak ci zaproponują dobre warunki, to się nie zastanawiaj. Kto cię pozna, takiego czornego – zaśmiała się do słuchawki.
Padła więc propozycja nie do odrzucenia i od razu przystąpiono do sesji zdjęciowej. Nie trwała nawet kwadransa. Fotografie udały się i w ciągu zaledwie kilkunastu dni trafiły na bilbordy w całym kraju.
– Umówiliśmy się z żoną, że nikomu nie powiemy o tej przygodzie. Byliśmy bowiem przekonani, że nikt mnie nie rozpozna. Myliliśmy się jednak. Już pierwszego dnia zatelefonowała rozentuzjazmowana ciotka z informacją, że widziała „mój plakat” w telewizji. Zatkało mnie... Nie było wyjścia, musiałem się przyznać. Nerwowo przełączałem kanały, żeby trafić na tę reklamę, a w międzyczasie odbierałem kolejne telefony od znajomych, sąsiadów i rodziny – łapie się za głowę Paździor.
W końcu przyszedł dzień inauguracji Katowickiego Karnawału Komedii. Rano górnik z plakatu był centralna postacią konferencji prasowej, a wieczorem wraz z małżonką wziął udział w uroczystym otwarciu imprezy.
– Krew uderzyła mi do głowy, gdy dyrektor Teatru „Korez” zapowiedział: „A teraz zapraszam na scenę Jana Paździora z naszego plakatu”. Wstając poczułem, że nogi mam jak z waty. Wszedłem na scenę i spojrzałem przed siebie. Do tylu ludzi jeszcze nie mówiłem – pomyślałem. Czułem tremę, ponieważ nie miałem nigdy nic wspólnego z żadnymi występami, a tu nagle taka widownia przede mną. I na dodatek biją brawo – opisuje swe przeżycia górnik z Mikołowa.
Zaraz po tym, jak plakaty z jego twarzą obiegły wszystkie ważniejsze centra, galerie i skrzyżowania w kraju, jeden egzemplarz trafił do kopalni. – Teraz to już koniec – powiedziałem sobie. Tutaj wszyscy mnie rozpoznają, choćbym nawet smołą się pomalował.
Tym razem Paździor się nie mylił. Przylgnęła do niego ksywa „wirtuoz teatralny”. Nic sobie jednak z tych docinków nie robił. Dla niego najważniejsze było, że żona, rodzina i znajomi cieszyli z tego sukcesu. Bo przecież nie każdemu dane jest spoglądać przed siebie z ogromnego bilbordu ustawionego przy autostradzie lub u zbiegu Marszałkowskiej i Alei Jerozolimskich w Warszawie.
– Teatr to dla mnie wielkie przeżycie. Wraz z małżonką mieliśmy okazję zobaczyć kilka spektakli. Cieszę się, że doszła do skutku kolejna edycja imprezy. Dlatego w imieniu organizatorów zapraszam na styczniowe przedstawienia – podkreśla Jan Paździor, który wraz z Nowym Rokiem zasilił szeregi emerytów. Cóż, w końcu przepracował pod ziemią 25 lat. Stale i w pełnym wymiarze czasu pracy...
Najpierw wydobywano węgiel, potem założono park
Rezerwat „Segiet”, Suchogórski Labirynt Skalny, Zespół Przyrodniczo-Krajobrazowy „Żabie Doły” czy Park Miejski im. hm. Franciszka Kachla. Co łączy te cenne obszary przyrodnicze w Bytomiu? Każdy z nich powstał na terenach, gdzie wydobywano ważne dla gospodarki surowce mineralne.