Górnik łatwo zgasił Znicz

Piłkarze Górnika dość łatwo zgasili Znicz Pruszków, zwyciężając w dobrym stylu 2:0. Ta wygrana potwierdziła ich wysokie aspiracje sięgające awansu do ekstraklasy, ponadto gracze z Zabrza uczcili 40. rocznicę występu w finale Pucharu Zdobywców Pucharów dawnych gwiazd Górnika.

Już od początku spotkania było widać, że Górnik jest naładowany pozytywną energią. – Zawodnicy bardzo chcieli wygrać - powiedział później opiekun Górnika, Adam Nawałka. Bardzo aktywny w pierwszych minutach spotkania był Grzegorz Bonin. Na początku gry skrzydłowy zabrzan w dogodnej sytuacji uderzył nad bramką, a chwilę później tuż przed bramką Znicza uprzedził go bramkarz gości Adrian Bieniek.

To, co nie udało się dwukrotnie Boninowi, udało się Tomaszowi Zahorskiemu. W 29. minucie spotkania. „Zahor” wpakował piłkę do bramki po główce Adriana Świątka, którego strzał sparował wcześniej Bieniek.

Spotkanie mogło zakończyć się innym wynikiem, gdyby dobre sytuacje w drugiej części wykorzystali zawodnicy Znicza. Strzał Tomasza Chałasa obronił Sebastian Nowak, z kolei uderzenie Kamila Bilińskiego trafiło w słupek. – Po prostu zabrakło nam szczęścia. Gdybyśmy wykorzystali te sytuacje to może byłoby 2: 2 – mówił po meczu zły na cały świat Biliński.

Przeciwko Zniczowi Górnik rozegrał najlepsze spotkanie w rundzie wiosennej I ligi. – Myślę, że wszyscy możemy być zadowoleni. To kolejny krok do awansu – tak sytuację ocenił nowy dyrektor sportowy Górnika Tomasz Wałdoch.

Jacek Grembocki (trener Znicza): Przyjechaliśmy do Zabrza z zamiarem wykorzystania sytuacji, które nam się przytrafią. Mieliśmy trzy, niestety nie udało się tego przełożyć na bramki. Mój zespół starał się, walczył. Teraz mamy dwa ciężkie mecze u siebie, które będą decydowały o tym czy będziemy się jeszcze liczyć w walce o utrzymanie.

Adam Nawałka (trener Górnika): - Najważniejsze były trzy punkty i taki cel osiągnęliśmy. Zawodnicy bardzo chcieli wygrać, włożyli maksimum wysiłku, by przełamać się po porażce z Sandecją. Momentami gra była bardzo poprawna i to cieszy przed kolejnym meczem. Co do zmian, to kilku zawodników zgłaszało wcześniej kontuzje: Mariusz Magiera, czy też Grzesiek Bonin. Tomek Zahorski też miał problem z przywodzicielem. Kolejny mecz gramy w środę z Kluczborkiem i tylko o tym myślimy.

Górnik Zabrze - Znicz Pruszków 2:0 (1:0)
1:0 Zahorski 29
2:0 Bonin 54

Górnik: Nowak - Danch, Banaś, Pazdan, Magiera (79 Marciniak) - Bonin (83 Gajewski), Strąk, Balat, Szczot - Zahorski, Świątek (71 Wodecki).
W rezerwie: Szmatuła - Cebula, Kamiński, Pitry.

Znicz: Bieniek - Klepczarek, Wojciechowski (54 Chałas), Jędrzejczyk, Piesio (46 Rackiewicz) - Feliksiak (63 Kasperkiewicz), Zaborowski, Osoliński, Radler, Falkowski - Biliński.
W rezerwie: Błażejczyk - Kowalski, Rybaczuk, Cichos.

Sędziował: Paweł Pskit (Łódź). Żółte kartki: Balat, Szczot, Strąk (Górnik). Widzów: 8000.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

W głębi ziemi i serc – wspomnienie św. Kingi. Górnicy solni uczcili swoją patronkę

24 lipca, w dniu liturgicznego wspomnienia św. Kingi – patronki górników solnych – w niezwykłej scenerii Kaplicy św. Kingi, położonej 101 metrów pod ziemią, odprawiona została uroczysta Msza Święta. Jak co roku podziemna świątynia zgromadziła tych, którzy od pokoleń powierzają swojej Patronce trud codziennej pracy, bezpieczeństwo kopalni oraz pomyślność całej wielickiej społeczności.

Carbotech w Łaźni Moszczenica. Elektroniczne brzmienia w industrialnej przestrzeni

Jastrzębie-Zdrój zyska nowe wydarzenie na kulturalnej mapie miasta. W sobotę, 1 sierpnia 2026 r., w Łaźni Moszczenica odbędzie się pierwsza edycja Carbotech — imprezy łączącej surową, pokopalnianą przestrzeń z muzyką elektroniczną.

Scorpions i wielki rekord. PreZero Arena Gliwice świętuje 3 miliony odwiedzających

PreZero Arena Gliwice powitała swojego trzymilionowego gościa – poinformowali zarządzający halą. Stało się to w czwartek, 23 lipca 2026 r., podczas koncertu hard rockowej grupy Scorpions.

Bił rekordy w drążeniu przodków, napisał list do braci górniczej. Władza bezlitośnie go wykorzystała

- Zwykłem określać go mianem „pierwszego socjalistycznego świętego”. W rzeczywistości Wincenty Pstrowski był postacią tragiczną, produktem tzw. epoki przodowników pracy – wskazuje dr Adam Frużyński, historyk górnictwa.