Górnicy powiedzieli „dość” molochowi. Jak osiedle w Gliwicach odzyskało niezależność i zmieniło się nie do poznania
Historia Administracji Domów Spółdzielczych „Sośnica” to nie jest zwykła historia o zarządzaniu blokami. To historia polskiej transformacji w pigułce i dowód na to, co dzieje się, gdy górnicza wspólnota mówi: chcemy być na swoim.
fot: Archiwum prywatne ADS „Sośnica”
fot: Archiwum prywatne ADS „Sośnica”
Historia Administracji Domów Spółdzielczych „Sośnica” to nie jest zwykła historia o zarządzaniu blokami. To historia polskiej transformacji w pigułce i dowód na to, co dzieje się, gdy górnicza wspólnota mówi: chcemy być na swoim.
Żeby zrozumieć determinację mieszkańców Sośnicy w Gliwicach, trzeba cofnąć się do lat 70. i 80. Osiedle przy ulicach Pogodnej, Przyszłości i Przedwiośnie budowano w latach 1967-1977 z myślą o jednym pracodawcy – kopalni Sośnica. Mieszkali tu głównie górnicy i ich rodziny. Ludzie, którzy zjeżdżali kilometr pod ziemię, płacili regularnie czynsze, ale na powierzchni żyli w osiedlu drugiej kategorii.

Formalnie osiedlem zarządzała Zabrzańska Spółdzielnia Mieszkaniowa, jeden z największych zarządców w Polsce. Dla ZSM „Sośnica” była peryferium – kosztownym, oddalonym i niekoniecznie ważnym. Decyzje o remoncie dachu czy dziurawej drodze zapadały w Zabrzu, często u urzędników, którzy nie wiedzieli nawet, gdzie leży administrowane osiedle.
Efekt był opłakany. Bloki z wielkiej płyty szybko niszczały. Tynki odpadały, szare elewacje straszyły, klatki schodowe były zaniedbane. Mieszkańcy ostatnich kondygnacji nie mieli wody, lokale były niedogrzane, a awarie centralnego ogrzewania stały się codziennością. Górnicy, którzy zapewniali energię całemu krajowi, nie mogli doczekać się gospodarza we własnym domu.
Impulsem do zmiany stała się nowa rzeczywistość prawna. Ustawa o spółdzielniach mieszkaniowych w wolnorynkowej Polsce dała furtkę – art. 108 Prawa spółdzielczego pozwalał wydzielić się grupie, której zasoby stanowiły zorganizowaną całość gospodarczą.
926 podpisów społecznej determinacji
W 1994 roku zawiązała się Grupa Inicjatywna: Zuzanna Badura, Antoni Błach, Zygmunt Bochenek, Janusz Chodorowski, Jan Czuper, Tadeusz Janicki, Eugeniusz Kubat, Rafał Markowski, Jan Twardowski, Jan Wiśniewski i Jan Zemmel. To oni podjęli się rzeczy karkołomnej – zebrania 926 podpisów pod wnioskiem o wyłączenie ADS „Sośnica” z ZSM.
Droga była wyboista. 6 marca 1995 r. Zarząd ZSM przedstawił mieszkańcom zasady podziału, a 18 marca 1995 r., po burzliwej dyskusji, Zebranie Przedstawicieli Członków ZSM podjęło historyczną uchwałę nr 1/95 o podziale i wydzieleniu osiedla w Gliwicach.
To był dopiero początek batalii prawnej. Uchwała została zatwierdzona przez sąd 11 sierpnia 1995 r., ale zgodnie z art. 109 §1 Prawa Spółdzielczego do powołania nowej spółdzielni potrzebne było zebranie ponad 50 proc. członków, czyli ponad 720 osób – technicznie niewykonalne w blokowisku. Dlatego z inicjatywy Adama Suchorabskiego zawiązała się grupa członków założycieli – delegatów na ZPCz ZSM: Zygmunt Bochenek, Grzegorz Juszyński, Tadeusz Janicki, Tadeusz Kosowski, Eugeniusz Kubat, Ryszard Kulawik, Rafał Markowski, Tadeusz Pasterak, Adam Suchorabski, Henryk Szymański, Sylwestra Twardowska i Maciej Wójcicki.
28 kwietnia 1995 r. odbyło się Zebranie Przedstawicieli nowej Spółdzielni im. Stefana Żeromskiego, szybko przemianowanej na ADS „Sośnica”. Przyjęto statut i regulaminy, a w maju wybrano pierwszą Radę Nadzorczą. Pierwszy Zarząd – Zbigniew Rożejowski, Bernard Okoń i Michalina Laszkiewicz – pracował społecznie, bez wynagrodzenia, do czasu rejestracji. Ta nastąpiła 20 lutego 1996 r. w Katowicach. 1 kwietnia 1996 r. ADS „Sośnica” zaczęła operacyjnie działać na swoim: z własnymi książeczkami czynszowymi, kontem, umowami na ciepło, wodę i prąd.
Od szarych bloków do kolorowego osiedla
Pierwsze lata to walka o przetrwanie. Nowa spółdzielnia przejęła budynki w fatalnym stanie, z niedoszacowanym funduszem remontowym. Udało się wynegocjować, że zobowiązania do dnia rejestracji przejmie ZSM, a na konto nowej spółdzielni wpłynie 42 tys. zł z tytułu majątku wspólnego. Kluczowe okazało się przejęcie pawilonów handlowych, w tym słynnej „Barbórki”, dziś Biedronki – czynsze z lokali ustabilizowały finanse.
Wtedy zarząd zrozumiał rzecz, którą każdy górnik zna z dołu: jeśli ciepło ucieka, uciekają pieniądze. ADS „Sośnica” jako jedna z pierwszych spółdzielni w regionie na masową skalę weszła w rządowe kredyty termomodernizacyjne. Program zaczął się od Pogodnej, potem objął Przyszłości i Przedwiośnie. Oszczędności z ocieplenia księgowano na wspólnym funduszu termomodernizacyjnym, by korzystali wszyscy. Szare, brudne bloki stały się kolorowe. Zmodernizowano instalacje CO, wymieniono poziomy w piwnicach, PEC Gliwice zmodernizował węzły. Rachunki spadły. Lokalne media stawiały małą spółdzielnię za wzór, w kontrze do spółdzielczych molochów.
Duch górniczej zaradności widać do dziś. W latach 2023-2024 mieszkańcy doczekali się dobudowy balkonów przy Pogodnej 2-24 i Przyszłości 5-21. Wiele mieszkań miało wcześniej tylko portfenetry – okna balkonowe bez płyty. Spółdzielnia zorganizowała proces w modelu partycypacyjnym: kto chciał balkon, finansował go sam. Standard mieszkań skoczył, bloki zyskały nowoczesny wygląd.
Co dalej? Drugie życie bloków górników
Dziś przed spółdzielnią kolejne wyzwania, typowe dla 50-letnich bloków: uszczelnienie kominów od junkersów, wymiana przykanalików, remont chodników i dróg dojazdowych.
– Trwa wymiana sieci ciepłowniczej przez PEC oraz przekazanie zewnętrznej kanalizacji do PWiK. Największe zadanie to usunięcie starego sidingu i wykonanie nowego docieplenia 7 budynków przy Pogodnej i Przyszłości – spółdzielnia czeka na 30-proc. dofinansowanie unijne, ok. 3 mln zł. W kolejce są dwa wieżowce: wymiana aluminiowej instalacji elektrycznej, ppoż., druga winda, malowanie klatek – mówi Michał Wojcieszek, prezes zarządu Spółdzielni Mieszkaniowej ADS „Sośnica”.
To historia, która zatoczyła koło. Osiedle zbudowane dla górników KWK Sośnica, przez lata administrowane z daleka, dziś jest zarządzane przez swoich. 30 lat temu grupa odważnych ludzi udowodniła, że lokalna wspólnota potrafi lepiej niż moloch. I choć, jak w każdej wspólnocie, nie brakuje malkontentów i sporów, efekt jest widoczny: osiedle jest zadbane, nowoczesne, bezpieczne i transparentnie zarządzane. Przede wszystkim – mieszkańcy są na swoim.