– Powołanie w naszej stacji ratowniczej specjalistycznego zastępu do prac w wyrobiskach pionowych i o dużym nachyleniu, to była inicjatywa dyrektora kopalni, Stanisława Tobiczyka – informuje organizator zastępu, a teraz jego opiekun, Henryk Sajdok, główny inżynier ds. powierzchni i maszyn wyciągowych w „Pniówku”. – Dyrektor bardzo nam pomógł, kiedy się organizowaliśmy, no i przede wszystkim zadbał o nasze specjalistyczne wyposażenie.
Henryk Sajdok zaangażował się w tworzenie zastępu „alpinistów”, bo dla niego, speleologa z czasów studiów w krakowskiej AGH, było to połączenie pasji z pracą zawodową. Kiedy organizował zastęp był w „Pniówku” nadsztygarem i ratownikiem górniczym.
– Moim zadaniem było wyselekcjonowanie spośród naszych ratowników kandydatów do tego specjalistycznego zastępu i skierowanie ich na szkolenie, nadzorowane przez Okręgową Stację Ratownictwa Górniczego w Wodzisławiu Śląskim – wspomina początki inż. Sajdok. – Nie miałem z tym problemów, bo byłem ratownikiem z przeszłością alpinistyczną.
Jak przebiegała selekcja? – Inżynier Sajdok wybrał kilkunastu ratowników i sprawdzał, m.in. czy nie mamy lęku wysokości – opowiada Janusz Ciechecki, mechanik odpowiadający w zastępie za sprzęt. – Żeby to sprawdzić, chodziliśmy po krawędzi szybu wyciągowego. Potem była jeszcze rozmowa.
Pięciu wybranych przez inż. Sajdoka ratowników wysłanych zostało na pięciodniowe szkolenie w skałkach Jury Krakowsko-Częstochowskiej. – Przez dwa dni mieliśmy zajęcia teoretyczne, na których zapoznawaliśmy się ze sprzętem wspinaczkowym, a przez następne trzy były zajęcia praktyczne. Wspinanie się na pionową skałę o wysokości 20 metrów i zjeżdżanie po linie – mówi Ciechecki.
Zastęp miał szybko okazję, aby sprawdzić swoje umiejętności. W lipcu 1998 r. doszło do wybuchu metanu w likwidowanej kopalni „Morcinek”.
– Braliśmy tam udział w akcji ratowniczej – wspomina Ciechecki. – Naszym zadaniem było budowanie tamy w lunecie szybowej, na głębokości 30 metrów. Takie prace mogły wykonywać tylko zastępy specjalistyczne. Dla nas to był chrzest bojowy.
Inną akcją, jaką wspomina Ciechecki, było wyciąganie pracownika, który wpadł do zbiornika z węglem. Mimo upadku z wysokości 18 m nie doznał poważnych obrażeń. – Wyciągaliśmy tego człowieka za pomocą noszy alpinistycznych. Umożliwiają one transport poszkodowanego w pozycji pionowej – opisuje akcję Ciechecki.
W zespole najbardziej doświadczonym alpinistą jest Zbigniew Kawalec. Na swoim koncie ma wiele wejść na szczyty alpejskie (letnie i zimowe), m. in.: Mont Blanc (4810 m), Grosswenediger (3670 m), Matterhorn (4478 m), Dufourspitze (4634 m). Był na szczycie Aconcagua (6962 m) w Andach i na Elbrusie (5642 m) w Kaukazie.
– Nie udało mi się wejść na szczyt Cho-Oyu w Himalajach – wspomina wyprawę w najwyższe góry świata Kawalec. – Problemy z aklimatyzacją spowodowały, że zrezygnowałem, będąc na wysokości 6800 m. Ale i tak spełniłem swoje marzenie, aby zobaczyć na własne oczy ośmiotysięcznik. Robi to wrażenie.
Do głównych zadań ratowników ze specjalistycznego zespołu należy kontrola stanu technicznego zbiorników na węgiel oraz obmurza szybów wydechowych. W tych szybach nie ma wind. Żeby tam zjechać na dół, trzeba użyć specjalistycznej kapsuły.
Dla ratowników-alpinistów OSRG w Wodzisławiu Śl. organizuje raz w roku kurs. Wyjeżdżają w miejsca, gdzie można się wspinać. – Są to szkolenia dla nowych ratowników, którzy chcą wstąpić do specjalistycznych zastępów. Dla tych, co już są w takich zastępach, kurs jest okazją do przypomnienia wiedzy i doskonalenia umiejętności stosowania technik alpinistycznych – informuje Ciechecki.
Na co dzień ratownicy, którzy są w specjalistycznym zastępie do prac w wyrobiskach pionowych i o dużym nachyleniu, wykonują te same obowiązki co ich koledzy z kopalnianej stacji ratowniczej – dyżury, wykonywanie robót profilaktycznych. – W żaden sposób się nie wyróżniamy i nikt nas w sposób specjalny nie traktuje – podkreśla Ciechecki.
Najpierw wydobywano węgiel, potem założono park
Rezerwat „Segiet”, Suchogórski Labirynt Skalny, Zespół Przyrodniczo-Krajobrazowy „Żabie Doły” czy Park Miejski im. hm. Franciszka Kachla. Co łączy te cenne obszary przyrodnicze w Bytomiu? Każdy z nich powstał na terenach, gdzie wydobywano ważne dla gospodarki surowce mineralne.