Krótka informacja, że po wizycie marszałka Sejmu w Jastrzębiu zawieszono rozmowy w sprawie ratowania Jastrzębskiej Spółki Węglowej, spowodowała, że zaczęliśmy dyskutować o roli polityków i polityki w rozwiązywaniu problemów codziennego życia.
Ktoś przypomniał stary dowcip o podpalaczu, który stwierdził, że podpalić to nie było komu, ale grzać to się wszyscy zlecieli. Bo w czym mógł pomóc marszałek? Budżet Kancelarii Sejmu jest za mały, aby wesprzeć JSW, a żadne jego decyzje nie mogą wpłynąć na bieg spraw tej spółki. Tak traktuje nasza Konstytucja RP. Więc po co ta wizyta? Ano sprawa jest głośna i paląca, więc można się ogrzać w jej cieple i blasku. A jeżeli przy okazji trochę się zaszkodzi czy odwlecze poszukiwanie rozwiązań, to nieważne, bo i tak problem musi rozwiązać ktoś inny. Można też, nie znając sprawy i jej nie rozumiejąc, swoją obecnością wesprzeć jedną ze stron sporu wokół JSW.
Takich sytuacji z udziałem różnych polityków widujemy wiele i zawsze nasuwa mi się wtedy pytanie o odpowiedzialność, a właściwie nieodpowiedzialność tych ludzi. Czasem dochodzę do wniosku, że w stolicy górnictwo węglowe i Górny Śląsk są czymś abstrakcyjnym, nad czym nie chce się nikt pochylić, dopóki nie pojawi się ogień (patrz: problem). A i wtedy zamiast gasić, przyjeżdżają się grzać. A choć ostatnio jest bardzo zimno, ale i słońca, i wiatru jakoś niewiele, to prąd elektryczny otrzymujemy głównie z elektrowni cieplnych, w tym spalających węgiel, także kamienny. I już wracają pytania, po co nam energetyka oparta o niesterowalne źródła odnawialne, skoro mamy elektrownie węglowe. No tak, mamy, ale za chwilę usłyszymy, że w ubiegłym roku polskie górnictwo węglowe wydobyło o milion ton węgla mniej niż w roku poprzednim. Przypomnę, że w minionym roku było tyle samo kopalń co rok wcześniej. Oznacza to, że spada po prostu wydobycie w czynnych kopalniach.
Kondycja polskich kopalń w świetle spadającego w nich wydobycia pozostaje dużą niewiadomą
Przyczyn jest wiele i różnych w różnych jednostkach wydobywczych (samodzielnych kopalniach, ruchach czy zakładach górniczych, bo różne nazwy są stosowane). W jednych kopalniach kończą się zasoby węgla i trudne lub niemożliwe staje się przygotowanie do wydobycia kolejnych ścian. I kiedy słyszę lub czytam, że w jakiejś kopalni uruchomiono czy przygotowuje się do wydobycia ścianę o niewielkiej i zmiennej długości i wybiegu 300-400 metrów, to zaczynam zastanawiać się nad sensem takich działań. Kiedyś uznawano, że nie opłaca się wybierać ścian o zasobach poniżej jednego miliona ton. Przygotowanie ściany wymaga wydrążenia chodników, wyposażenia, a na koniec wydobywania tego węgla. To wszystko kosztuje i mogłoby się wydawać, że musi zarobić na siebie. Tyle że nie zarobi! Nie ma się co martwić, przecież są dopłaty. Tyle że budżet naszego państwa nie jest z gumy, a w samym górnictwie węglowym liczba wyciągających rękę wzrosła. Rusza dopiero program dobrowolnych odejść i już słyszę opinie, że jak wypuścimy ludzi, to nie będzie kim pracować, więc trzeba ludzi, hm… nie zachęcać do skorzystania z tych osłon. To wszystko w sytuacji, kiedy wszystkie kopalnie od wielu lat mają spadkowy trend wydobycia i, moim zdaniem, wydobycie węgla kamiennego w naszym kraju będzie spadać szybciej, niż nam się wydaje.
Poziomem wydobycia i wielkością zatrudnienia jesteśmy tam, gdzie Niemcy były w 1998 roku. Dziś już nasi zachodni sąsiedzi od kilku lat nie wydobywają węgla kamiennego, co nie znaczy, że go nie używają. Polski węgiel kamienny ma strategiczne zalety, bo kopalnie, drogi transportu i elektrownie mamy na miejscu, w przeciwieństwie do gazu, ropy naftowej czy węgla z importu, które muszą dostać się do nas przez łatwy do zablokowania kawałek Bałtyku. Czasy są niespokojne i bezpieczeństwo energetyczne trzeba chronić. Kondycja polskich kopalń w świetle spadającego w nich wydobycia pozostaje dużą niewiadomą, co oznacza, że strategiczna zaleta polskiego węgla w polskiej energetyce i ciepłownictwie budzi moje wątpliwości. Nie zmienia to jednak faktu, że polskiemu górnictwu węgla kamiennego życzę jak najlepiej.
Uczestniczyłem w ostatni piątek stycznia w tradycyjnym już spotkaniu Zasłużonych Zabrzańskich Gwarków i wielu spotkanych tam ludzi w górniczych mundurach podzielało moje uwagi. A spotkanie było pierwszym w roku, kiedy po 234 latach nie jest w naszym mieście wydobywany węgiel kamienny.
Jeśli chcesz mieć dostęp do artykułów z Trybuny Górniczej, w dniu ukazania się tygodnika, zamów elektroniczną prenumeratę PREMIUM. Szczegóły: nettg.pl/premium. Jeżeli chcesz codziennie otrzymywać informacje o aktualnych publikacjach ukazujących się na portalu netTG.pl Gospodarka i Ludzie, zapisz się do newslettera.