Stowarzyszenie Wrazidlok ukazuje nam różne barwy Śląska, zarówno tego przemysłowego, odchodzącego powoli do historii, jak i współczesnego postindustrialnego, epatującego nas zewsząd innowacyjnymi technologiami. Dziś odwiedzamy tych śląskich społeczników z pytaniem: co słychać, a konkretniej: co nam ciekawego powiecie, pokażecie i gdzie nas w tym roku zaprosicie?
– Co roku organizujemy dziesiątki wydarzeń. Zwiedzanie zabytków postindustrialnych, dawno zapomnianych miejsc związanych z historią Śląska – te działania przyciągają najliczniejsze rzesze ciekawskich. Styczeń powitaliśmy z cesarsko-masońskim przytupem idąc przez Bytom. Mieliśmy gości z Zamościa, Łodzi i Białegostoku, a więc o naszej działalności robi się głośno nie tylko w regionie – wskazuje Łukasz Zimnoch, prezes Stowarzyszenia Wrazidlok.
Nie unikają tematów trudnych
Niedzielna rajza po Willi Goldsteinów w Katowicach, gdzie obecnie siedzibę ma Urząd Stanu Cywilnego, to kolejne miejsce, które Wrazidloki zaproponowali miłośnikom organizowanych przez siebie wycieczek. Stało się już tradycją, że co tydzień działają w różnych zakątkach Śląska. Pokazują blask z niego bijący, ale też nie unikają tematów trudnych, wręcz smutnych. Styczniowa rajza po Świętochłowicach musiała zostać zrealizowana w dwóch odsłonach, tak ogromne było zainteresowanie wycieczką po tym mieście.
– Jedni przychodzili do familoków, drudzy z nich wychodzili. Czasem pod przymusem, czasem w dobrej wierze czy też w strachu. Nierzadko ślad po nich ginął na zawsze. Prawdziwa wojna do wielu śląskich domów przyszła dopiero w 1945 r. W Świętochłowicach mieliśmy okazję dowiedzieć się czegoś więcej na temat Tragedii Górnośląskiej. Najpierw była prelekcja w Muzeum Powstań Śląskich, a następnie spacer po mieście śladami 1945 r. – opisuje Dawid Ślusarek, jeden z aktywnych Wrazidloków, student Politechniki Śląskiej.
On sam wyszedł z ciekawą inicjatywą odwiedzin dawnego obozu pracy Łambinowice.
– Mowa o kawałku martyrologicznej historii Śląska, na tyle mało znanej, że czasem pomijanej w ogólnej historiografii. To również ciekawe miejsce, które chcemy w przyszłości odwiedzić – zaznacza Wrazidlok.
Stowarzyszeniu świetnie układa się współpraca z Gliwicami.
– To właśnie w samym sercu tego miasta zaczęło się nasze istnienie, które zawdzięczamy wydatnej pomocy ze strony Gliwickiego Centrum Organizacji Pozarządowych. Miejsce, które odwiedzamy regularnie, to Stacja Artystyczna Rynek. Jedno z ostatnich spotkań poświęcone było debacie o iluminacji jako elemencie tworzenia atrakcyjnych przestrzeni publicznych – tłumaczy dalej Łukasz Zimnoch.
Podobną debatę urządzono w chorzowskim kompleksie Sztygarka słynącym ze strzelającej w niebo wieży szybowej byłej kopalni Prezydent.
Wrazidloki ze swymi rajzami poza Górny Śląsk wybierają się z rzadka. I to się w br. zmieni. W trakcie kilku wydarzeń zorganizowanych przez Jakuba Gronia, związanych z upamiętnieniem Tragedii Górnośląskiej, nadarzy się jednak okazja, aby odwiedzić ciekawe miejsca w Jaworznie, a także… bliżej poznać zagłębiowski modernizm. A to dlatego, że Wrazidloki coraz częściej, po sąsiedzku, zamierzają przekraczać granice Śląska.
Kolejne rajzy i eksploracje
– Poza tym dopinamy plan współpracy z dwoma śląskimi pałacami. Wiem, że brzmi to tajemniczo. Będziemy mieć również sporo do powiedzenia o arystokratycznej przeszłości Śląska. Nie ujawniam jeszcze szczegółów, ale mamy nadzieję, że pierwsze wspólne przedsięwzięcia zorganizujemy już w lutym. Mimo że należymy do grona NGO-sów, w zarządzaniu przyjęliśmy styl menedżerski. Rozwijamy się dzięki świetnym kadrom. Jakub Groń realizuje dwa projekty w Rudzie Śląskiej, które finansowo wspierane są przez Unię Europejską, oprócz tego wymyślił rajzy po Politechnice Śląskiej. Marlena Szyszka, nasza kolejna menedżerka, organizuje cykl czterech rajz po Chorzowie. Wielkie nadzieje wiążemy ze wspomnianym wcześniej Dawidem Ślusarkiem, chodzącą kopalnią wiedzy o historii śląskiej industrializacji. Ilona Otrząsek to autorka peregrynacji po zabrzańskich świątyniach. Pokazaliśmy już świątynie pw. Świętych: Józefa, Kamila i Andrzeja. W 2026 r. przyjdzie czas na kolejne. W Stowarzyszeniu błyskawicznie rozwija się talent Seweryna Kawińskiego, autora cykli prezentujących śląskie miasta. Seweryn to także twórca teledysków. Na ten rok zapowiedział ich kilka. Niezrównaną przewodniczką po zabytkach postindustrialnych jest Teresa Szydłowska. Tarnogórzanka, pasjonatka historii, kultury, tradycji śląskich, przez wiele lat była przewodniczką po Zabytkowej Kopalni Srebra w Tarnowskich Górach. Z kolei Monika Nowicka i Katarzyna Grosz-Pochala to nasz bytomski desant, regularnie dostarczający nowych pomysłów na odwiedziny niedostępnych miejsc w tym niezwykłym mieście. Rozglądamy się ponadto za miejscem, w którym moglibyśmy organizować święto pod nazwą „Gyburstag Kołoca”, czyli degustacje tradycyjnego śląskiego ciasta drożdżowego. Jest wielu jego smakoszy i nie chcielibyśmy ich zawieść. Planujemy także rozwijać sieć przewodników miejskich. Poszukujemy fachowców i ekspertów, którzy potrafią swoją wiedzą opromienić niezwykłą historię Górnego Śląska. Pilotaż tego projektu rusza na przełomie stycznia i lutego w Katowicach. Nasi członkowie: Ewelina Pokorska i Bartek Hornik to właśnie takie dobre przykłady. I na pewno zorganizujemy spływ kajakowy w okolicach Młynu Bombelka koło Tworoga – wylicza prezes Wrazidloków.
Wielu naszych stałych Czytelników z pewnością pamięta zeszłoroczne projekcje filmu „Woniadełko”, będącego animacją wykorzystującą tła śląskiej codzienności. Opowiada historię dwóch braci, Piotra i Ryszarda, od czasów szkolnych po dorosłość. Niemal cała narracja prowadzona jest w języku śląskim. Obraz ten stanowi wyjątkową okazję, by zanurzyć się w poruszającą opowieść dotykającą historii, pamięci i tożsamości śląskiej. Powstał dzięki staraniom Wrazidloków. Na swoją premierę oczekuje teraz kolejny film zatytułowany „Dwanosto śwjycka”. Jest to tym razem historia śląskiej rodziny opowiadająca o perypetiach dwóch sióstr wychowanych w cieniu górniczego szybu.
Kilka tygodni temu region obiegła informacja o tym, że Wrazidloki wyprowadzają się z Pałacu Kawalera w Świerklańcu, a ściślej, obecne władze gminy nie przedłużyły umowy zawartej ze Stowarzyszeniem. Pewnie trochę szkoda, bo Wrazidloki działały w tym miejscu przez siedem lat. To za ich czasów Świerklaniec został wypromowany jako perełka historii Śląska. W pałacu powstała restauracja. Regularnie organizowano też jego zwiedzanie, podobnie jak całego obiektu. W 2025 r. zabytki Świerklańca obejrzało ponad 2000 osób zainteresowanych historią Śląska.
– Działalność w Świerklańcu stanowiła jedynie fragment naszej aktywności na mapie Śląska. Ciekawych wydarzeń organizowanych przez Wrazidloki na pewno w 2026 r. nie zabraknie – jeszcze raz zapewnia Łukasz Zimnoch.
Stowarzyszenie Wrazidlok tworzy grupa kilkunastu pasjonatów Górnego Śląska. Za cel obrali sobie oni pokazywanie nieoczywistych, nieznanych i często niedostępnych na co dzień miejsc w regionu. Wrazidloków znamy już ze spektakularnych akcji oprowadzania po zabytkach Śląska, kopalniach, pałacach i kościołach.
Założyciel Stowarzyszenia, dr Łukasz Zimnoch wyjaśnia, skąd wzięła się dźwięcznie brzmiąca i poniekąd tajemnicza nazwa stowarzyszenia – „Wrazidlok”.
– To śląskie słowo oznaczające istotę ciekawą, może nawet wścibską, wściubiającą nos, szukającą odpowiedzi na nieoczywiste pytania. Wrazidloki, jak i ich publiczność, lubią wiedzieć więcej, sięgają głębiej i odkrywają bogactwo Śląska – wyjaśnia dr Łukasz Zimnoch.
Jeśli chcesz mieć dostęp do artykułów z Trybuny Górniczej, w dniu ukazania się tygodnika, zamów elektroniczną prenumeratę PREMIUM. Szczegóły: nettg.pl/premium. Jeżeli chcesz codziennie otrzymywać informacje o aktualnych publikacjach ukazujących się na portalu netTG.pl Gospodarka i Ludzie, zapisz się do newslettera.