Metropolita lwowski na poziomie 726 m w kopalniBobrek-Centrum\"
fot: Andrzej Erdman
Ks. abp Mieczysław Mokrzycki <i>(drugi z lewej)</i> wysłuchuje przed zjazdem pod ziemię instrukcji Leona Klabisa, dyrektora kopalni „Bobrek-Centrum”
fot: Andrzej Erdman
Ta wizyta planowana była od kilku miesięcy. Początkowo arcybiskup lwowski Mieczysław Mokrzycki, długoletni sekretarz papieża Jana Pawła II, a następnie Benedykta XVI, zamierzał odwiedzić kopalnię „Bobrek-Centrum” w okresie Barbórki. Niestety, z uwagi na natłok zajęć odwiedziny trzeba było przesunąć.
Na pomysł zaproszenia księdza arcybiskupa wpadła kopalniana „Kadra”, ale inicjatywie przyklasnęły wszystkie nasze związki zawodowe. To podsumowanie naszej współpracy z rodakami mieszkającymi na Ukrainie i pomocy materialnej, jaką staramy się dla nich organizować – wyjaśnia przyczynę tej wizyty dyrektor kopalni Leon Klabis.
Po mszy św., odprawionej w intencji kopalni i jej pracowników w parafii w Bytomiu-Karbiu, ks. abp Mokrzycki spotkał się przed tygodniem w piątek w cechowni kopalni z górniczymi rodzinami i mieszkańcami Bytomia.
– Bardzo wielu bytomian ma swoje korzenie na terenach dzisiejszej Ukrainy. Często granica podzieliła rodziny, dlatego bardzo dużo pytań z sali dotyczyło sytuacji Polaków i Kościoła na wschodzie. Drugim interesującym ludzi tematem były wspomnienia arcybiskupa Mokrzyckiego z okresu współpracy z papieżem Janem Pawłem II – relacjonuje dyrektor.
Lwowski metropolita przywiózł górnikom z „Bobrka-Centrum” dar od rodaków z Bukowiny, był nim krzyż wykonany z dębowego drewna, który zawisł na ścianie cechowni. Górnicy odwdzięczyli się krzyżem wykonanym przez pracownika kopalni z węgla wydobytego w „Bobrku-Centrum”. Zgodnie z deklaracją znakomitego gościa, prezent umieszczony zostanie w lwowskiej katedrze.
– Ten dębowy krzyż to dar symboliczny i niewymierny. Przyjęliśmy go z ogromnym wzruszeniem – mówi Leon Klabis.
W programie wizyty gości z Ukrainy zaplanowany był zjazd pod ziemię, na poziom 726 m. Zjechać mieli szybem „Józef”, a po podróży kolejką spalinową, przejść w okolice przodka badawczego pokładu 503.
– Przed samym zjazdem sekretarz arcybiskupa Andrzej Legowicz zapytał nas, czy w kopalni zdarzają się tąpnięcia. Odpowiedzieliśmy, że tąpnięcia są zjawiskiem bardzo niepożądanym, ale wstrząsy to właściwie chleb powszedni. I w tej chwili budynkiem dyrekcji zatrzęsło – opowiada Mariusz Wakuła, przewodniczący PZZ „Kadra” w kopalni.
Wstrząs nie wywołał żadnych konsekwencji pod powierzchnią, dlatego po sprawdzeniu wszystkich niuansów, goście mogli zjechać pod ziemię. Dyrektor Klabis opowiada, że w ciągu wizyty mogli posmakować górnictwa w pigułce: od świętowania, poprzez zagrożenie i strach, aż do ulgi, że nic się nie stało.
– Co ich zaskoczyło pod ziemią? – zastanawia się gospodarz. – Chyba to, że górnicy pracują w tak ciężkich warunkach, z determinacją i właściwie bez strachu. I jeszcze fakt, że obok nowoczesnych, zautomatyzowanych urządzeń, ciągle widzi się ludzi z pyrlikiem, kilofem i łopatą.