Armagnac u emeryta
fot: Bartłomiej Szopa/ARC
fot: Bartłomiej Szopa/ARC
Trzy dekady wykręciłem w dziennikarstwie, więc wiem, co mówię. A powiem, że czasy, w których dziennikarzy raczono dobrymi trunkami, należą do przeszłości. Ale...
Pojechałem dnia pewnego do Gródka k. Będzina, do naczelnego historyka lokalnej społeczności i nieistniejącego już górnictwa Zagłębia Dąbrowskiego. I wielkie zaskoczenia, bo inż. Bolesław Ciepiela (o nim mowa) zaproponował redaktorowi tzw. kielicha. Całkiem sporego. Zobaczywszy jednak, co chce weń wlać mój rozmówca, rzekłem:
- O nie! Panie Bolesławie, czegoś takiego szkoda dla dziennikarza. Odrobinkę tylko, proszę.
No i dostałem z 20 ml. Wcześniej tak zacnego trunku służbowo nie kosztowałem. To był armagnac z 1930 r. Butelka - 1500 euro. Żeby było jasne: emerytury górnicze nie są aż tak wysokie, by inż. Ciepiela mógł smakowac trunki z takich półek. To był prezent od syna na 80. urodziny :-)
ANDRZEJ BĘBEN
publicysta