Nie czuję się ani poetą, ani pisarzem. Po prostu piszę o tym, czym żyję, czyli o: górnictwie, ratownictwie i dzieciach, którymi opiekuje się Fundacja Rodzin Górniczych – wylicza Bogdan Ćwięk, emerytowany dyrektor Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego.
Wyrastał w Zagłębiu Dąbrowskim, w niebogatej, robotniczej rodzinie. W czasach jego młodości kopalnia była naturalnym miejscem pracy dla mężczyzny. Nie trzeba go było zatem namawiać do nauki w Technikum Górniczym w Sosnowcu, a następnie do studiów w Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Miał dokładnie sprecyzowane plany, nie było w nich miejsca na tracenie czasu na przyjemności. Literatura to było hobby, a nie zajęcie dla poważnego mężczyzny. Bogdan Ćwięk w 1956 roku rozpoczął karierę zawodową w kopalni „Im. Generała Zawadzkiego” („Paryż”) z dyplomem inżyniera o specjalności podziemna eksploatacja złóż. Pracując kontynuował studia, by w 1978 roku uzyskać tytuł doktora nauk technicznych w Politechnice Śląskiej.
– Nie myślałem o działalności naukowej na uczelni. Magisterium i doktorat to były kolejne etapy rozszerzania i potwierdzania moich kwalifikacji zawodowych. Po „Generale Zawadzkim” pracowałem w kilku innych kopalniach: „Sosnowiec”, „Milowice Czeladź”, „Czerwona Gwardia” („Saturn”). Przechodziłem kolejne szczeble awansów, od sztygara zmianowego po dyrektora zakładu. Jednocześnie byłem ratownikiem górniczym. W młodości miałem niewiele czasu na zajęcia pozazawodowe. Okazjonalnie pisywałem jakieś rymowane życzenia dla rodziny i przyjaciół – wspomina Bogdan Ćwięk.
Dopiero jak przeszedł do Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego, w której był dyrektorem do 1990 roku, zaczął więcej czasu poświęcać słowu pisanemu. Potrzebne były skrypty do szkoleń ratowników, opracowania działań akcji ratowniczych, organizacji i wyposażenia służb. „Papierkowa” robota wciągała go coraz bardziej i nawet nie zauważył, że pisze więcej, niż musi.
– Trudno mi powiedzieć, dlaczego i kiedy ujawniła się potrzeba przelewania na papier myśli, nie związanych z codziennymi obowiązkami. Nikt nigdy nie pisał o ratownikach górniczych wierszy, a oni na to na pewno zasługują. Gdy przeszedłem na emeryturę, zacząłem uczestniczyć w odczytach literackich. To mnie ośmieliło do zaprezentowania tego, co wcześniej skrywałem w szufladzie. Pokazałem moje wiersze profesorowi Janowi Malickiemu i on mnie zachęcił do kontynuowania pisarskiego hobby. Mam nadzieję, że to, co napisałem, zainspiruje kiedyś profesjonalistów. Bardzo bym chciał, by o ratownikach i sierotach górniczych powstały tomiki poezji – mówi emerytowany dyrektor CSRG.
Trzeci wiek nie może zbytnio odbiegać od poprzednich etapów życia. Zgodnie z tą zasadą Bogdan Ćwięk nie pozwala sobie na bezczynność. Po przejściu na emeryturę został wykładowcą AGH, uczył studentów ratownictwa górniczego. Od 1997 roku angażuje się w działalność Fundacji Rodzin Górniczych – jest przewodniczącym Rady Fundacji, kieruje pracami jej Komisji Pomocy Materialnej, powadzi także kronikę FRG. W ostatnich 10 latach napisał: pięć skryptów do potrzeb szkoleniowych różnych grup ratowniczych, książkę pt. „Sukcesy i klęski w działaniu ratownictwa górniczego”, trzytomową historię „Górnictwo Polskie XX wieku” (czeka na wydanie) i wiele wierszy.
Swoje opracowania historyczne i relacje z różnych wydarzeń często wzbogaca utworami poetyckimi. Jest pierwszym, nieprofesjonalnym poetą, który wierszem spisał historię górnictwa w Zagłębiu Dąbrowskim. W poetyckich utworach przedstawił najbardziej dramatyczne akcje ratownicze, dotyczące np.: gaszenia pożaru w kopalni „Reden” w Dąbrowie Górniczej w 1923 roku (zginęło tam wtedy 39 ratowników); śmierci kierownika wentylacji w 1956 roku, uratowania 82 osób z katastrofalnego zalania wyrobisk w Dąbrowie Górniczej w 1969 roku. Dziewięć strof poświęcił ludziom, którzy – jak pisze – „reformując rzeczywistość zagubili przeszłość, nie zawsze jasno widząc przyszłość”.
W jego wierszach, dedykowane sierotom górniczym, przebijają się akcenty radości i nadziei. – Solidaryzm zawodowy sprawia, że zawsze będą ludzie, szukający sposobu na to, by dzieciom nie zabrakło radosnych promyków – zapewnia Bogdan Ćwięk.
Najpierw wydobywano węgiel, potem założono park
Rezerwat „Segiet”, Suchogórski Labirynt Skalny, Zespół Przyrodniczo-Krajobrazowy „Żabie Doły” czy Park Miejski im. hm. Franciszka Kachla. Co łączy te cenne obszary przyrodnicze w Bytomiu? Każdy z nich powstał na terenach, gdzie wydobywano ważne dla gospodarki surowce mineralne.