Było to na początku XIII w. na południe od Legnicy, głównie w okolicach dzisiejszej Złotoryi, a nieco później w także w Złotym Stoku. Śląskie złoto to były drobne okruchy niesione wraz z piaskiem i żwirem przez wody Bobru, Kaczawy i Kwisy i innych mniejszych strumieni. Ale najbardziej wydajne złoża tkwiły pod ziemią, trzeba je więc było wykopać. Kopano, a następnie przepłukiwano ów piach, czego ślady do dziś można odnaleźć. W XIV w. odkryto na wschód od Legnicy kolejne, jak się okazało, najbogatsze złoża kruszcu, ale starczyło tego wszystkiego na krótko.
A teraz najważniejsze; jakaż była wydajność złóż, które postawiły Śląsk w ówczesnej europejskiej „złotej” czołówce, zaraz po Węgrach i Czechach, a daleko przed innymi? Otóż z 1 tony piachu uzyskiwano 1 do 2 gramów złota!
Kopanie złota było interesem rodzinnym, a parający się nim byli liczni i niezależni. Doszło nawet do prawdziwej bitwy pomiędzy górnikami a rycerstwem w roku 1220. Zaś podczas wojny z Tatarami górnicy wystawili własny oddział, który w sławnej bitwie pod Legnicą pierwszy poszedł do boju, co poczytywane było za zaszczyt.
Co do złota, to i dziś jeszcze tu i ówdzie można z dna śląskich strumieni je wypłukiwać, ale raczej dla przyjemności, niż dla zysku. Choć kto wie? Ponoć w Kaliforni gorączka złota wraca, bo kruszec podrożał. A czy Śląska ziemia wszystko nam już zdradziła?
Najpierw wydobywano węgiel, potem założono park
Rezerwat „Segiet”, Suchogórski Labirynt Skalny, Zespół Przyrodniczo-Krajobrazowy „Żabie Doły” czy Park Miejski im. hm. Franciszka Kachla. Co łączy te cenne obszary przyrodnicze w Bytomiu? Każdy z nich powstał na terenach, gdzie wydobywano ważne dla gospodarki surowce mineralne.