Eskadry wokół żyrandola

Kiedy Bronisław Sieradzy otwiera rano oczy, nad głową ma kilka eskadr samolotów. Każdy z tych modeli wyszedł spod jego ręki. Każdy jest inny. Wokół żyrandola unosi się cała historia światowego lotnictwa, począwszy od najstarszych, na najnowszych replikach skończywszy.

Sieradzy nie potrafi wyjaśnić, skąd wzięła się u niego fascynacja lotnictwem. Z przymrużeniem oka napomyka o wspomnieniach ciotki-staruszki o nieznanym mu, dalekim krewnym, który przed kilkudziesięciu laty był pilotem myśliwskim Luftwaffe. Powabowi skrzydeł uległ już jako uczeń szkoły podstawowej. Zamiast dropsów – jak koledzy – kupował w kioskach „Ruchu” modele samolotów. Kilka lat później ta miłość spowodowała, że 19-latek z Siemianowic postanowił wstąpić po maturze do Wyższej Oficerskiej Szkoły Lotniczej w Dęblinie.

Lekarski pogrom


– Oczka rekrutacyjnego sita naprawdę przypominały biblijne ucho igielne. Zasadniczy przesiew nastąpił w dęblińskim Szpitalu Lotniczym. Przed tutejszymi lekarzami stawiło się 3 tys. chłopaków z całej Polski. Wszyscy ze zdrowotną kategorią A, orzeczoną w komisjach poborowych, a więc – można by powiedzieć – młodzieńcy zdrowi jak konie. Tymczasem po skrupulatnych, specjalistycznych badaniach – obejmujących m.in. stopień asymilacji do różnicy ciśnień – pozytywnie przeszło je raptem 300. W zderzeniu z tym lekarskim pogromem późniejszy egzamin wstępny do szkoły oficerskiej – wymagano zwłaszcza znajomości matematyki, fizyki i języków obcych – był już niemal fraszką. Na pierwszy rok studiów zostało przyjętych 100 słuchaczy. Znalazłem się w tej setce szczęśliwców – wspomina 47-letni dziś Bronisław Sieradzy.

Przestworzy posmakował jeszcze przed rozpoczęciem roku akademickiego. W poprzedzające go wakacje – staraniem dęblińskiej szkoły – przeszedł dwumiesięczny kurs pilotażu na sportowo-akrobatycznych samolotach ZLIN-42 na lotnisku w Rudnikach koło Częstochowy. Później, już jako student Szkoły Orląt, latał w Tomaszowie Mazowieckim na szkolno-treningowych odrzutowcach ISKRA TS-11. Na obu maszynach wylatał łącznie kilkadziesiąt godzin. Zrazu z instruktorami, a następnie – już samodzielnie.

Mali ludzie, przyziemne problemy...

– Latanie to nieprawdopodobnie trudne do opisania uczucie. Z góry wszystko jest takie małe – domy, samochody, ludzie... Malutkie, przyziemne i odległe wydają się też pozostawione na ziemi problemy. Wśród lotników istnieje powiedzenie, że maszynę prowadzi się... dupą. Pewnie nie jest ono zbyt eleganckie, ale chodzi o to, że pilot musi zespolić się z samolotem w jeden organizm, musi go czuć, musi go sobie podporządkować, musi z wyprzedzeniem reagować na jego zachowania w ustawicznie zmieniających się warunkach – opowiada o swoich wrażeniach z czasów, kiedy trzymał w dłoniach drążek sterowy.

Jednak Bronisław Sieradzy nie dotrwał do ceremonii namaszczenia generalską szablą i przypięcia do pagonów oficerskich gwiazdek. Po dwóch latach studiów porzucił lotniczy mundur.

Odstręczająca polityka

– Chciałem latać. Kochałem to. Tymczasem był początek lat 80. Do szkoły coraz natarczywiej wkraczała polityka. Obrzydło mi sprowadzanie słuchaczy do roli penitentów, spowiadających się politrukowi z posiadania rodziny za granicą. Burzyłem się – wtedy „kręciłem” już z obecną żoną – że o zgodę na ślub musiałbym zabiegać u dowódcy szkoły – wyjaśnia powody rozstania z dęblińską uczelnią.

Wylądował... pod ziemią. Ściślej biorąc – w Ruchu Rozalia kopalni „Siemianowice”. Ale kiedy schyłek „Rozalki” był już widoczny gołym okiem – w 1995 r. przeniósł się do kopalni „Wujek”. No, i jednocześnie wrócił do szkół – najpierw do Technikum Górniczego, a następnie do Akademii Górniczo-Hutniczej. W siemianowickim zakładzie zaczynał od górnika-maszynisty i dysponenta w przewozie. Wraz z uzyskaniem inżynierskiego dyplomu awansował w górniczym dozorze. Od sześciu lat Bronisław Sieradzy pełni w „Wujku” rolę nadsztygara BHP ds. górniczych. Kilka tygodni temu świętował w tym zakładzie swoją 25. Barbórkę.

Papierowa flota

Wraz ze zmianą profesji nie wyzbył się jednak miłości do skrzydeł. Tyle tylko, że nie zasiada już za sterowym drążkiem w kabinie samolotu, lecz w domowej, modelarskiej pracowni. Wokół żyrandola nad jego głową „krąży” już przeszło 100 – wycyzelowanych w papierze – miniaturek aparatów powietrznych. W tych eskadrach pod sufitem jest zarazem cała historia światowego lotnictwa. Jest więc m.in. parowy w zamyśle samolot Możajskiego – admirała carskiej floty z końca XIX wieku, który nigdy nie uniósł się w powietrze, jest angielski trójpłatowiec sopwith z okresu I wojny światowej, są późniejsze niemieckie messerschmitty, angielskie spitfire’y, radzieckie MIG-i, amerykańskie hellcaty i mustangi, są modele najnowszych maszyn wojskowych i cywilnych, słowem – jest wszystko to, co kiedykolwiek wzleciało w przestworza.

O ile prawdziwy samolot czuło się tyłkiem, każdym nerwem ciała, to do budowania ich modeli – jak mówi Sieradzy – potrzebne są palce chirurga i doprawdy święta cierpliwość.

Liczy się każdy detal

– W tej zabawie liczy się dbałość o każdy detal. Traktuję ją jako ucieczkę od codzienności, formę wypoczynku, relaks po pracy w kopalni. Bywa, że przez kilka tygodni nie znajduję chwili czasu, aby przysiąść przynajmniej na pół godziny, ale bywa też – zwłaszcza w weekendy i urlopy – że mogę przesiedzieć nad budową kolejnego modelu po kilka godzin – mówi Bronisław Sieradzy.
Nikogo nie epatuje swoimi „cackami”, nie uczestniczy w modelarskich konkursach. Oprócz domowników jego papierowe eskadry ogląda tylko wąski krąg przyjaciół.
Z perspektywy własnej biografii Sieradzy dostrzega wyraźne podobieństwa między profesjami pilota i górnika. – Jednemu i drugiemu nie wolno popełnić błędu. Za fałszywy ruch obaj płacą najwyższą cenę – porównuje.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Pomożecie zagłosować? Miła sprawa, chodzi o film, w którym mogą wystąpić obiekty KWK Halemba-Wirek

Oddział Centrów Demontażowych Grupy KOK znalazł się w finałowej piątce (spośród 28 zgłoszonych) plebiscytu „Śląska Lokacja Filmowa 2026”. Przemysłowy obiekt ma teraz szansę na drugie życie, jako przestrzeń filmowa. Wystarczy tylko na niego zagłosować.

Nagroda za pamięć o zamordowanym bracie górniku

Za nami wyjątkowa Gala wręczenia Nagrody „Czarny Diament Wolności”, która odbyła się w Śląskim Centrum Wolności i Solidarności im. Dziewięciu Górników z „Wujka” w Katowicach. Tegoroczną laureatką prestiżowego wyróżnienia została Magdalena Pelc - która od lat pielęgnuje pamięć o swoim bracie Zbigniewie Wilku, jednym z Dziewięciu z „Wujka”.

100 szefów kuchni, 20 stref i jeden wielki cel. 13 września Kulinarny Ogień rozgrzeje TAURON Park Śląski

Wielki finał charytatywnej akcji Kulinarny Ogień 13 września 2026 r. w TAURON Parku Śląskim. Na gości czekać będzie blisko 100 szefów kuchni, 20 autorskich stref kulinarnych, koncerty i atrakcje dla całych rodzin. A przede wszystkim – wspólny cel: wsparcie budowy pierwszego na Śląsku stacjonarnego hospicjum dla dzieci „TuSieTuli”. Organizatorzy chcą podczas finału zebrać minimum 250 tys. zł. 

80 lat SITG w Rybniku: Wspólnota, tradycja i przyszłość

Stowarzyszenie Inżynierów i Techników Górnictwa Oddział w Rybniku świętuje jubileusz 80-lecia działalności. Z tej okazji w dniach 4–6 września 2026 roku zorganizowano uroczyste obchody, połączone z nadaniem odznaczeń oraz wydarzeniami kulturalnymi i integracyjnymi.