Na tej samej górze, na wysokości 6700 m n.p.m., wskutek załamania pogody ugrzęźli dwaj jego koledzy, którzy pospieszyli mu na pomoc – kapitan wyprawy Arkadiusz Grządziel, ratownik górniczy z kopalani „Chwałowice” i Marian Hudek. Ratownicy dotarli do nich w środę i sprowadzili ich do bazy na wysokości 4200 m n.p.m. Tego samego dnia Agencja Azja Travel zapewniła, że poszukiwania Apanasewicza są kontynuowane.
W piątek byli szczęśliwi. 1 sierpnia Krzysztof Apanasewicz razem z Ireneuszem Wolaninem zdobyli Pik Korżeniewskiej. W niedzielę mieli go forsować kolejni uczestnicy 10-osobowej grupy z Jastrzębskiego Klubu Wysokogórskiego. Niestety, Apanasewicz nie wrócił do bazy. Męska, wakacyjna przygoda przemieniła się w dramatyczną akcję poszukiwawczą, w której uczestniczy już kilkanaście ekip ratowniczych. Są wśród nich ratownicy górscy i górniczy, przedstawiciele firmy ubezpieczeniowej.
– Były próby kontaktu, ale bezskuteczne. Konsul Sebastian Markiewicz zabiega o pomoc dodatkowych ratowników górskich, którzy mogliby pomóc w poszukiwaniach Krzysia Apanasewicza. Uczestnicy wyprawy są bardzo wycieńczeni, ponieważ przez trzy doby szukali kolegi – powiedziała „TG” Monika Konwerska z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu.
O przygotowaniach do wyprawy w Pamir pisaliśmy na łamach „TG” w ubiegłym tygodniu. Rozmawialiśmy z Krzysztofem Apanasewicza i Arkadiuszem Grządzielem na terenie Okręgowej Stacji Ratownictwa Górniczego w Wodzisławiu Śląskim. Przed miesięcznym urlopem przyjechali pożegnać się z kolegami-ratownikami. Mieli wrócić do domu 18 sierpnia. Wyznaczyli sobie trudną trasę, ale byli w doskonałej formie. Radośni, podekscytowani przed wielką wspinaczką, nie pierwszą w ich życiu. Wspólnie na wysokogórskie wyprawy chodzili od 7 lat. Marzyli, że w Tadżykistanie zdobędą dwa 7-tysięczniki.
Dzięki łączności satelitarnej ich rodziny miały śledzić przebieg ich ekspedycji na bieżąco w jastrzębskiej Telewizji Kanon. Ta stacja jako pierwsza poinformowała o zaginięciu Apanasewicza. Wydawał się jednym z najsilniejszych himalaistów w 10-osobowej grupie. Pewnie dlatego jako pierwszy z jastrzębskiej ekipy forsował jeden z najwyższych szczytów Pamiru. Gdy cieszył się sukcesem wspólnie z Ireneuszem Wolaninem, kilkaset metrów niżej byli wtedy Arkadiusz Grządziel, Marian Hudek, Zbigniew Zimniewicz, Piotr Lilla i Andrzej Mandrysz. Oni zamierzali dotrzeć na Pik Korżeniewskiej w niedzielę. Za nimi wspinali się kolejni uczestnicy wyprawy Leszek Kopczyński, Darek Mildner i Zbyszek Sas.
Gdy Wolanin dotarł wycieńczony do kolegów znajdujących się na wysokości ponad 6700 m n.p.m., wszystkie wcześniejsze plany legły w gruzach. Arkadiusz Grządziel i Marian Hudek zebrali sprzęt ratowniczy i poszli szukać Krzysztofa Apanasewicza. W niedzielę wraz z dwiema ekipami ratowniczymi doszli do szczytu, ale nie odnaleźli zaginionego. Około godz. 13.00 mgła uniemożliwiła poszukiwania.
– Ostatniego SMS-a dostałam w nocy z poniedziałku na wtorek od Irka Wolanina. Obiecał zadzwonić, ale jeszcze tego nie zrobił. Jest bezpieczny. Znajduje się razem z pozostałymi uczestnikami tej wyprawy w bazie na poziomie 4200 m n.p.m. Mają problem z łącznością. Prawdopodobnie nie ma zasięgu, ponieważ nie można się do nich dodzwonić na satelitarny telefon stacjonarny. Bardzo baliśmy się o Arkadiusza Grządziela i Mariana Hudka. Muszą być bardzo słabi, ponieważ tak wysoko w górach sił nie wystarcza na długo – martwi się Mariola Lech-Wasiak, dziennikarka Telewizji Kanon, która od kilku dni nie rozstaje się z telefonem komórkowym, ponieważ właśnie na jego numer mogą zadzwonić uczestnicy wyprawy w Pamir.
Dnia 1 sierpnia 2008r, o godz. 8.00 grupa pięciu polskich alpinistów wyruszyła z obozu SU na wysokości 6400 m n.p.m., celem wejścia na szczyt Piku Korzeniewskiej w Pamirze (Tadżykistan). Warunki pogodowe były tego dnia zmienne. We wczesnych godzinach popołudniowych czterech alpinistów osiągnęło szczyt - 7105 m n.p.m. Pierwszy ze schodzących ze szczytu alpinistów napotkał idącego na szczyt Krzysztofa A. Było to o godzinie 18.00 na wysokości 6700 m n.p.m.
Pozostali trzej schodząc później nie spotkali już na swojej drodze Krzysztofy A. Wszyscy czterej zeszli bezpiecznie do obozu III - trzech tego samego dnia, a czwarty następnego o godz. 10.00. Ponieważ Krzysztof A. nie dotarł do obozu SU, o zaistniałym fakcie poinformowano radiowo odpowiednie służby i pozostałych członków polskiej wyprawy. Dnia 2 sierpnia 2008 o godz. 12.00, dwuosobowy zespół członków polskiej wyprawy, który właśnie dotarł do obozu III podjął natychmiastową akcję poszukiwawczą.
Następnego dnia dołączył kolejny zespół dwuosobowy. Trwająca ponad dwie doby akcja nie doprowadziła do odnalezienia Krzysztofa A., natomiast pozwoliła ustalić prawdopodobne miejsce jego upadku na zachodniej ścianie Piku Korzeniewskiej. Dalsze poszukiwania ciała na tej wysokości wymagały zaangażowania większej ilości łudzi i specjalistycznego sprzętu. Akcja koordynowana była z szefem bazy 1 wszystkimi podległymi mu służbami oraz agencją „Middle Asia Tourism Adventure Club\", którym dziękujemy za współpracę i pomoc.
Z docierających do nas z kraju informacji wynika, jakoby część członków wyprawy wymagała specjalnej pomocy przy zejściu - była w złym stanie zdrowia itp. Wiadomości te są absolutnie nieprawdziwe. Wszyscy pozostali członkowie tej wyprawy jak i działających tutaj innych wypraw polskich są zdrowi i bezpieczni.
Członkowie wyprawy pozostając w głębokim bólu po stracie przyjaciela i kolegi składają najszczersze wyrazy współczucia rodzinie.
Podpisali: Aleksander Gierasimow - kierownik bazy i członkowie polskiej wyprawy.
Baza Polana Moskwina - 7 sierpnia 2008r.