Dramat na Piku Korżeniewskiej

Od soboty w rejonie Piku Korżeniewskiej (7105 m n.p.m.) w Tadżykistanie trwają poszukiwania 35-letniego Krzysztofa Apanasewicza, ratownika górniczego, pracownika kopalni Borynia.

Na tej samej górze, na wysokości 6700 m n.p.m., wskutek załamania pogody ugrzęźli dwaj jego koledzy, którzy pospieszyli mu na pomoc – kapitan wyprawy Arkadiusz Grządziel, ratownik górniczy z kopalani „Chwałowice” i Marian Hudek. Ratownicy dotarli do nich w środę i sprowadzili ich do bazy na wysokości 4200 m n.p.m. Tego samego dnia Agencja Azja Travel zapewniła, że poszukiwania Apanasewicza są kontynuowane.

W piątek byli szczęśliwi. 1 sierpnia Krzysztof Apanasewicz razem z Ireneuszem Wolaninem zdobyli Pik Korżeniewskiej. W niedzielę mieli go forsować kolejni uczestnicy 10-osobowej grupy z Jastrzębskiego Klubu Wysokogórskiego. Niestety, Apanasewicz nie wrócił do bazy. Męska, wakacyjna przygoda przemieniła się w dramatyczną akcję poszukiwawczą, w której uczestniczy już kilkanaście ekip ratowniczych. Są wśród nich ratownicy górscy i górniczy, przedstawiciele firmy ubezpieczeniowej.

– Były próby kontaktu, ale bezskuteczne. Konsul Sebastian Markiewicz zabiega o pomoc dodatkowych ratowników górskich, którzy mogliby pomóc w poszukiwaniach Krzysia Apanasewicza. Uczestnicy wyprawy są bardzo wycieńczeni, ponieważ przez trzy doby szukali kolegi – powiedziała „TG” Monika Konwerska z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu.

O przygotowaniach do wyprawy w Pamir pisaliśmy na łamach „TG” w ubiegłym tygodniu. Rozmawialiśmy z Krzysztofem Apanasewicza i Arkadiuszem Grządzielem na terenie Okręgowej Stacji Ratownictwa Górniczego w Wodzisławiu Śląskim. Przed miesięcznym urlopem przyjechali pożegnać się z kolegami-ratownikami. Mieli wrócić do domu 18 sierpnia. Wyznaczyli sobie trudną trasę, ale byli w doskonałej formie. Radośni, podekscytowani przed wielką wspinaczką, nie pierwszą w ich życiu. Wspólnie na wysokogórskie wyprawy chodzili od 7 lat. Marzyli, że w Tadżykistanie zdobędą dwa 7-tysięczniki.

Dzięki łączności satelitarnej ich rodziny miały śledzić przebieg ich ekspedycji na bieżąco w jastrzębskiej Telewizji Kanon. Ta stacja jako pierwsza poinformowała o zaginięciu Apanasewicza. Wydawał się jednym z najsilniejszych himalaistów w 10-osobowej grupie. Pewnie dlatego jako pierwszy z jastrzębskiej ekipy forsował jeden z najwyższych szczytów Pamiru. Gdy cieszył się sukcesem wspólnie z Ireneuszem Wolaninem, kilkaset metrów niżej byli wtedy Arkadiusz Grządziel, Marian Hudek, Zbigniew Zimniewicz, Piotr Lilla i Andrzej Mandrysz. Oni zamierzali dotrzeć na Pik Korżeniewskiej w niedzielę. Za nimi wspinali się kolejni uczestnicy wyprawy Leszek Kopczyński, Darek Mildner i Zbyszek Sas.

Gdy Wolanin dotarł wycieńczony do kolegów znajdujących się na wysokości ponad 6700 m n.p.m., wszystkie wcześniejsze plany legły w gruzach. Arkadiusz Grządziel i Marian Hudek zebrali sprzęt ratowniczy i poszli szukać Krzysztofa Apanasewicza. W niedzielę wraz z dwiema ekipami ratowniczymi doszli do szczytu, ale nie odnaleźli zaginionego. Około godz. 13.00 mgła uniemożliwiła poszukiwania.

– Ostatniego SMS-a dostałam w nocy z poniedziałku na wtorek od Irka Wolanina. Obiecał zadzwonić, ale jeszcze tego nie zrobił. Jest bezpieczny. Znajduje się razem z pozostałymi uczestnikami tej wyprawy w bazie na poziomie 4200 m n.p.m. Mają problem z łącznością. Prawdopodobnie nie ma zasięgu, ponieważ nie można się do nich dodzwonić na satelitarny telefon stacjonarny. Bardzo baliśmy się o Arkadiusza Grządziela i Mariana Hudka. Muszą być bardzo słabi, ponieważ tak wysoko w górach sił nie wystarcza na długo – martwi się Mariola Lech-Wasiak, dziennikarka Telewizji Kanon, która od kilku dni nie rozstaje się z telefonem komórkowym, ponieważ właśnie na jego numer mogą zadzwonić uczestnicy wyprawy w Pamir.

Oświadczenie kierownika bazy i członków wyprawy Jastrzębskiego Klubu Wysokogórskiego w góry Pamiru

Dnia 1 sierpnia 2008r, o godz. 8.00 grupa pięciu polskich alpinistów wyruszyła z obozu SU na wysokości 6400 m n.p.m., celem wejścia na szczyt Piku Korzeniewskiej w Pamirze (Tadżykistan). Warunki pogodowe były tego dnia zmienne. We wczesnych godzinach popołudniowych czterech alpinistów osiągnęło szczyt - 7105 m n.p.m. Pierwszy ze schodzących ze szczytu alpinistów napotkał idącego na szczyt Krzysztofa A. Było to o godzinie 18.00 na wysokości 6700 m n.p.m.

Pozostali trzej schodząc później nie spotkali już na swojej drodze Krzysztofy A. Wszyscy czterej zeszli bezpiecznie do obozu III - trzech tego samego dnia, a czwarty następnego o godz. 10.00. Ponieważ Krzysztof A. nie dotarł do obozu SU, o zaistniałym fakcie poinformowano radiowo odpowiednie służby i pozostałych członków polskiej wyprawy. Dnia 2 sierpnia 2008 o godz. 12.00, dwuosobowy zespół członków polskiej wyprawy, który właśnie dotarł do obozu III podjął natychmiastową akcję poszukiwawczą.

Następnego dnia dołączył kolejny zespół dwuosobowy. Trwająca ponad dwie doby akcja nie doprowadziła do odnalezienia Krzysztofa A., natomiast pozwoliła ustalić prawdopodobne miejsce jego upadku na zachodniej ścianie Piku Korzeniewskiej. Dalsze poszukiwania ciała na tej wysokości wymagały zaangażowania większej ilości łudzi i specjalistycznego sprzętu. Akcja koordynowana była z szefem bazy 1 wszystkimi podległymi mu służbami oraz agencją „Middle Asia Tourism Adventure Club\", którym dziękujemy za współpracę i pomoc.

Z docierających do nas z kraju informacji wynika, jakoby część członków wyprawy wymagała specjalnej pomocy przy zejściu - była w złym stanie zdrowia itp. Wiadomości te są absolutnie nieprawdziwe. Wszyscy pozostali członkowie tej wyprawy jak i działających tutaj innych wypraw polskich są zdrowi i bezpieczni.

Członkowie wyprawy pozostając w głębokim bólu po stracie przyjaciela i kolegi składają najszczersze wyrazy współczucia rodzinie.

Podpisali: Aleksander Gierasimow - kierownik bazy i członkowie polskiej wyprawy.

Baza Polana Moskwina - 7 sierpnia 2008r.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Górnik wrócił do domu. Niezwykłe wydarzenie w kopalni

Przed Szybem Daniłowicza w Kopalni Soli Wieliczka przez dziesięciolecia stał Górnik – trzymetrowa figura, która dla mieszkańców Wieliczki i turystów była czymś więcej niż pomnikiem. Była symbolem górniczego charakteru tego miejsca, świadkiem tysięcy spotkań i nieodłącznym tłem pamiątkowych fotografii. W 2006 roku Górnik zniknął ze swojego miejsca. Po dwudziestu latach powrócił do domu.

Pomożecie zagłosować? Miła sprawa, chodzi o film, w którym mogą wystąpić obiekty KWK Halemba-Wirek

Oddział Centrów Demontażowych Grupy KOK znalazł się w finałowej piątce (spośród 28 zgłoszonych) plebiscytu „Śląska Lokacja Filmowa 2026”. Przemysłowy obiekt ma teraz szansę na drugie życie, jako przestrzeń filmowa. Wystarczy tylko na niego zagłosować.

Nagroda za pamięć o zamordowanym bracie górniku

Za nami wyjątkowa Gala wręczenia Nagrody „Czarny Diament Wolności”, która odbyła się w Śląskim Centrum Wolności i Solidarności im. Dziewięciu Górników z „Wujka” w Katowicach. Tegoroczną laureatką prestiżowego wyróżnienia została Magdalena Pelc - która od lat pielęgnuje pamięć o swoim bracie Zbigniewie Wilku, jednym z Dziewięciu z „Wujka”.

100 szefów kuchni, 20 stref i jeden wielki cel. 13 września Kulinarny Ogień rozgrzeje TAURON Park Śląski

Wielki finał charytatywnej akcji Kulinarny Ogień 13 września 2026 r. w TAURON Parku Śląskim. Na gości czekać będzie blisko 100 szefów kuchni, 20 autorskich stref kulinarnych, koncerty i atrakcje dla całych rodzin. A przede wszystkim – wspólny cel: wsparcie budowy pierwszego na Śląsku stacjonarnego hospicjum dla dzieci „TuSieTuli”. Organizatorzy chcą podczas finału zebrać minimum 250 tys. zł.