22 lata temu wspomnienie wielkich meczów Górnika na Stadionie Śląskim było stosunkowo świeże. Dziś trudno sobie wyobrazić coś, co nas czeka w niedzielę 2 marca. W czasach, kiedy na spotkania ligowe z reguły chodzi po parę tysięcy kibiców, zapełnienie trybun Śląskiego jest niewyobrażalne.
Piłkarze sami nie wiedzą, jak się do takiego spotkania przygotować. I cóż się im dziwić, skoro w obu drużynach jest tylko dwóch, którzy kiedykolwiek mieli okazję grać dla takiej publiczności. Na dodatek jeden z nich – Tomasz Hajto – w meczu z Lechem Poznań dostał żółtą kartkę, siódmą w sezonie, i będzie Wielkie Derby oglądał z trybun.
– Pierwsze moje wejście i sędzia od razu daje mi żółtą kartkę, przez którą nie mogę zagrać dla 42 tysięcy kibiców na Stadionie Śląskim. To dla mnie ewidentny skandal, tym bardziej, że do piłki doszliśmy z Murawskim jednocześnie, tyle tylko, że on się wywrócił – mówił po meczu wzburzony Hajto.
Drugi z zawodników mających za sobą mecze dla wielkiej publiczności, to Jerzy Brzęczek, także piłkarz Górnika, który do niedzieli najprawdopodobniej upora się z kontuzją. Dla reszty piłkarzy będzie to zupełnie nowe doświadczenie. Jak sobie z tym poradzą? Miejmy nadzieję, że lepiej, niż z inauguracją rundy wiosennej, którą mamy już szczęśliwie za sobą.
W meczu z Lechem Poznań Górnik nie zaprezentował nic godnego uwagi. Być może nie zasłużył na porażkę, bo sędzia podyktował karnego z kapelusza, ale też swoją grą zachwytu kibiców nie wzbudził. Nieco lepiej pokazał się Ruch w kolejnej odsłonie „świętej wojny” z Zagłębiem Sosnowiec. Chciałoby się wierzyć, że nie dlatego, iż rywal był o dwie klasy gorszy od Lecha.
– Nie udało nam się wygrać z Zagłębiem, musimy pokonać Górnika. Ci, którzy w niedzielę wyjdą na boisko, niech się cieszą, że będą mogli wziąć udział w takim widowisku. To na pewno będzie wielkie święto śląskiego futbolu. Ja o czymś takim marzyłem od dziecka i mam nadzieję, że to marzenie się spełni – powiedział Wojciech Grzyb, kapitan Ruchu.
Najlepszym zawodnikiem obu tych spotkań był chyba Marcin Nowacki. Pomocnik Ruchu to solidna firma. Koledzy mówią o nim, że „Mały” poniżej pewnego poziomu nigdy nie schodzi. Nowacki zdaje sobie sprawę z odpowiedzialności, jaka ciąży na piłkarzach – głównych aktorach zbliżającego się widowiska.
– Mecz ligowy w obecności 42 tysięcy kibiców, to w Polsce jest ewenement i wielkie przeżycie dla piłkarzy. Ten mecz może być przełomowy, jeżeli chodzi o naszą ligę, Ruch Chorzów i Stadion Śląski. Jeżeli będziemy dobrze grali i pokonamy Górnika, to ludzie znowu przyjdą, tym bardziej, gdy przeciwnik będzie atrakcyjny. Dlatego uważam, że stawką tego meczu, oprócz trzech punktów, będzie w jakimś sensie przyszłość klubu – uważa Nowacki.
Trenerzy nie mają więc łatwego zadania. Duszan Radolsky w Ruchu i Ryszard Wieczorek w Górniku w ciągu tygodnia muszą wykombinować coś, by śląskie derby nie były wielkie tylko z nazwy i z racji ogromnego zainteresowania kibiców.
Niedzielny mecz będzie nie tylko egzaminem dojrzałości dla piłkarzy obu drużyn, ale i dla kibiców. Ich doping i odpowiednie zachowanie ma być kartą przetargową naszego regionu w walce o Euro 2012 na Stadionie Śląskim. Takie widowisko będzie miało z pewnością dużo większy oddźwięk społeczny, niż akcja Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach, który na stronie internetowej www.euro2012.slask.eu zbiera podpisy poparcia. W ciągu sześciu dni istnienia strony wpisało się na nią z biedą pięćsetkilkadziesiąt osób. Dla porównania na innej stronie www.euro2012naslaskim.pl stworzonej dla tych samych celów zebrano stukrotnie więcej podpisów.
85 tysięcy? To się już nie wróci...
Dzisiejsza pojemność Stadionu Śląskiego nie pozwala na bicie rekordów frekwencji. Niegdysiejszy 100-tysięcznik po tych wszystkich modernizacjach ma już tylko 45 tysięcy krzesełek. Dlatego starsi kibice, wspominając 30 powojennych lat, mogą śmiało stwierdzić: To się już nie wróci...
Najwięcej emocji zawsze budziły bezpośrednie pojedynki dwóch potentatów śląskiego futbolu – Ruchu i Górnika. Derby z rekordową frekwencją rozegrano dokładnie 40 lat temu – w 1968 roku. Mecz ostatniej wówczas ligowej kolejki, rozgrywany między tymi klubami, przyciągnął na „Kocioł Czarownic” 80 tys. widzów. Ruch wygrał 1:0. Absolutny rekord frekwencji padł jednak w 1973 roku, kiedy „Niebiescy” grali z Gwardią Warszawa (3:2). Na stadion przyszło wówczas 85 tys. kibiców.
Ostatnie mecze polskich drużyn ligowych, które przyciągały tak dużo kibiców, odbyły się na Śląskim w latach 70. ubiegłego wieku. Wyjątkiem był finał Pucharu Polski pomiędzy GKS Katowice a Górnikiem (4:1) rozegrany w 1986 roku.
Po długiej przerwie liga ponownie wprowadziła się na Stadion Śląski w rundzie jesiennej aktualnych rozgrywek. Pierwsze po przerwie ligowe spotkanie, rozegrane pomiędzy Polonią Bytom a Legią Warszawa (1:2), odbyło się tam 24 listopada ubiegłego roku. Jesienią chorzowski stadion gościł piłkarzy z Bytomia jeszcze dwukrotnie (mecze z Jagielonią Białystok i ŁKS Łódź – obydwa przegrane 0:1). Dwa razy grali tam też „Niebiescy”, którzy w listopadzie spotkali się z Dyskobolią Grodzisk Wielkopolski (1:2), a w grudniu z Cracovią (2:0).
Frekwencja wszystkich pięciu spotkań wyniosła łącznie zaledwie 15.200 widzów. Chcielibyśmy wierzyć, że tą złą passę przerwą Wielkie Derby Śląska i na wszystkie spotkania ligowe rozgrywane na Stadionie Śląskim przechodzić będą – jak przed laty – dziesiątki tysięcy kibiców.
Wielkie Derby:
80 tys. – Ruch – Górnik 1:0 (1968)
75 tys. – Ruch – Górnik 3:1 (1962)
60 tys. – Ruch – Górnik 2:1 (1956)
Mecze Ruchu:
85 tys. – 3:2 z Gwardia Warszaw (1973)
80 tys. – 1:2 z ŁKS-em Łódź (1958)
70 tys. – 3:0 ze Śląskiem Wrocław (1965)
70 tys. – 2:1 z Szombierkami Bytom (1975)
65 tys. – 2:0 z Legią Warszawa (1957)
Mecze Górnika:
75 tys. – 1:4 z Polonią Bytom (1962)
75 tys. – 2:0 z Legią Warszawa (1960)
70 tys. – 3:0 z Wisłą Kraków (1965)
65 tys. – 3:1 z Polonią Bytom (1957)
60 tys. – 1:2 z GKS-em Katowice (1969)
60 tys. – 1:0 z Zagłębiem Sosnowiec (1960)