Ireneusz Huculak, emerytowany górnik z Jastrzębia, historię kartki pocztowej ma w jednym palcu. Zbiera je od trzydziestu lat.
– Oto prawdziwa perełka mojej kolekcji, kartka z 1896 roku – pokazuje. Widokówka przedstawia zakole Wisły pod Wawelem, z sunącymi po wodzie galerami załadowanymi po brzegi śląskim węglem.
Jeden z opasłych albumów zawiera cały zestaw pocztówek z okresu pierwszej wojny światowej i formowania się legionów. Służyły wówczas żołnierzom. Nie brakuje na nich czułych wyznań i nadziei na rychłe spotkanie, czy też świątecznych życzeń.
– Historia kartki pocztowej sięga połowy lat 60. XIX stulecia, kiedy to austriacki ekonomista prof. Emanuel Herman zaproponował rodzaj tzw. korespondencji odkrytej. Za wysłanie takiej kartki płaciło się o wiele mniej, niż za zwykły list. W pierwszych latach istnienia pocztówki trzeba było nakleić na nią znaczek. Rychło jednak wydano kartkę z już nadrukowanym znaczkiem wartości 2 krajcarów. Weszła do użytku 1 października 1869 roku, a więc prawie 140 lat temu – opowiada Huculak.
Kartka pocztowa rozpoczęła tym samym ekspansję po Europie i świecie. Dotarła również do Polski, będącej wówczas pod zaborami. Zwano ją z niemiecka corespondenzkarte. Dopiero w 1900 r. doczekała się polskiego określenia – pocztówka. Mało kto wie, że jego pomysłodawcą był Henryk Sienkiewicz. Od tamtej pory poczta regularnie wypuszczała coraz to nowsze wersje pocztówek, także te przedstawiające ilustracje, odzwierciedlające aktualne wydarzenia, znanych ludzi lub promujące patriotyzm.
W kolekcji Ireneusza Huculaka znaleźć można również kilkadziesiąt bardzo starych pocztówek świątecznych. O dziwo, nie różnią się wiele od współczesnych. Przedstawiają sceny biblijne, bogato zdobione choiny i wspaniałe zimowe pejzaże.
– Moje kartki to kawał historii. Niektóre kupowałem w antykwariatach Krakowa, Cieszyna, Wiednia czy Bratysławy – wyjawia Huculak.
Nie kryje przy tym, że hobby, które stanowi jego życiowa pasję, staje się coraz droższe. – Kiedyś stare kartki kupowałem w antykwariatach za psi grosz. Teraz ich ceny sięgają nierzadko kilkuset złotych. Dorównują niemal numizmatom – przyznaje.
Najpierw wydobywano węgiel, potem założono park
Rezerwat „Segiet”, Suchogórski Labirynt Skalny, Zespół Przyrodniczo-Krajobrazowy „Żabie Doły” czy Park Miejski im. hm. Franciszka Kachla. Co łączy te cenne obszary przyrodnicze w Bytomiu? Każdy z nich powstał na terenach, gdzie wydobywano ważne dla gospodarki surowce mineralne.