Ceny zaszokowały konkurencję
fot: Bartłomiej Szopa/ARC
Cena zbytu węgla w porównaniu do 2012 r. spadła w Kompanii Węglowej o 15,6 proc.
fot: Bartłomiej Szopa/ARC
Wypowiedzenie wojny cenowej i agresywna konkurencja w dobrze pojętym interesie własnym, czy samobójstwo i dewastacja polskiego rynku producentów węgla? Kompania Węglowa zdecydowała się upłynnić zapasy ze zwałów po cenach tak niskich, że konkurencja zadrżała z przerażenia i woła głośno o niedopuszczalnym dumpingu.
O jakich upustach mowa? Kontrakty Kompanii okryte są tajemnicą handlową, ale wiadomo, że w styczniu na zwałach KW leżało 5,5 mln t węgla a teraz ok. 3 mln t. Zapasy zaczęły szybko topnieć, bo cenę - znaną z nieoficjalnych przecieków - obniżono do ok. 145 zł/t (przy średnim koszcie wydobycia ponad 300 zł/t).
Bogdanka uderza na alarm
- Mamy informacje, że Kompania Węglowa sprzedaje węgiel po cenie ok. 7 zł za GJ (przeciętny wskaźnik publikowany przez Agencję Rozwoju Przemysłu dla polskiego węgla wynosi ponad 10 zł/GJ - przyp. red.), czyli dużo poniżej kosztów wytworzenia. To nie są ceny rynkowe. To szkodzi bezpośrednio takim firmom jak Bogdanka czy Silesia, ale i uderza w KHW, JSW, czy nawet PKE z grupy Tauron - powiedział na początku marca br. Zbigniew Stopa, prezes giełdowej kopalni Bogdanka. Uważa on, że tym co zachęciło Kompanię do pozbycia się zwałów po cenach niespotykanych na rynku, jest obietnica wsparcia firmy z budżetu państwa. Oskarżył rząd o krótkowzroczność.
- Trzeba brać pod uwagę interesy całego polskiego górnictwa. Żaden podmiot działający na zasadach rynkowych nie wytrzyma konkurencji, jeśli pojawia się węgiel poniżej kosztów produkcji ze strony firmy, która oczekuje na dofinansowanie z budżetu państwa, które pokryje ujemną rentowność - argumentował Stopa.
Holding i Silesia zaniepokojone
Sytuacją niepokoi się też Katowicki Holding Węglowy.
- Poprosiliśmy ministra skarbu o wyjaśnienia, bo przecież taka jest rola właściciela państwowych spółek, aby regulował otoczenie, w którym działamy - powiedział Trybunie Górniczej Zygmunt Łukaszczyk, szef KHW. Dodał, że producenci w krajowym systemie produkcji węgla powinni się uzupełniać i równoważyć, a nie podcinać sobie nóg. Jego zdaniem obniżka cen wskutek działań KW może zniweczyć szansę na naprawę KHW, którą dopiero co z trudem, lecz bez wybuchów społecznych, uzgodniono ze związkami.
- Produkujemy 11 mln t węgla, więc łatwo policzyć, że każdy spadek ceny nawet o symboliczną złotówkę na tonie, stwarza już ogromną stratę dla KHW! - tłumaczył Zygmunt Łukaszczyk.
Złożenie skargi rozważa prywatne Przedsiębiorstwo Górnicze Silesia z Czechowic-Dziedzic. Zdaniem Michala Heřmana, prezesa spółki, niskie ceny Kompani są problemem, bo ta państwowa spółka ma aż 50 proc. udziałów w rynku.
Kompania nie czuje się winna Co na to Kompania Węglowa? Stanowczo odpiera zarzuty. Nie czuje się winna i uważa, że ma pełne prawo ratować płynność firmy przez wyprzedaż zapasów, która jest rutynowym działaniem rynkowym. Krzysztof Sędzikowski, prezes KW, nie ukrywa, że jego firma zaczęła odważnie walczyć o przetrwanie na rynku.
Ratujemy Kompanię Węglową
- Będziemy agresywni wobec konkurencji - zapowiada, zastrzegając, że nie chodzi o wyeliminowanie kogokolwiek z konkurentów. - Ratujemy KW i nie będziemy konkurencji pytać o zgodę, bo działamy racjonalnie w oparciu o precyzyjny, przyjęty przez radę nadzorczą biznesplan - powiedział Sędzikowski.
KW przekonuje, że zarzut dumpingu został wyssany z palca, bo wartość węgla, który od miesięcy leżał na zwałach trzeba było po czasie realnie przeszacować.
- Węgiel na zwałach się degraduje i spada jego wartość. Wszyscy o tym wiedzą - argumentuje szef KW i dodaje (wbrew zasadzie, której hołdowała górnicza branża w przeszłości: "lepszy węgiel na zwale niż prezes w kryminale"): - Działałbym na szkodę spółki, gdybym węgla ze zwałów nie sprzedawał. Firma poniosła przecież koszty jego wyprodukowania, więc po drugiej stronie musi pojawić się przychód.
Kompania nie boi się werdyktu Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który zbada skargę Bogdanki, ponieważ wykaże, że pozbyła się węgla powyżej "wartości księgowej" (czyli po odpowiednim zarachowaniu odpisów aktualizujących w kosztach spółki). Zarząd ogłosił na oficjalnej stronie KW, że inne zachowanie się "postawiłoby Kompanię Węglową przed groźbą upadłości a zawierając rynkowe transakcje na sprzedaż węgla kierował się odpowiedzialnością za firmę oraz troską o kilkadziesiąt tysięcy miejsc pracy".
Dumpingu nie było
Większość zapasów KW upłynniła w eksporcie (nieoficjalnie mówi się, że cena węgla w eksporcie była jeszcze niższa i wynosiła zaledwie 5 zł/GJ, co może sprzyjać spekulacyjnym obrotom, gdy polskie paliwo wróci do nas np. już jako węgiel z Czech). Resztę wchłonęła krajowa energetyka. Tomasz Tomczykiewicz, wiceminister gospodarki uspokaja, że okazyjne transakcje z KW nie będą trwały bez końca (komentatorzy szacują, że kwartał), gdyż place składowe przy elektrowniach nie są z gumy. Ekonomiści mówią, że atrakcyjne wyprzedaże nie muszą być dla rynku zabójcze, jeśli np. wolumen sprzedaży "za bezcen" utrzyma się w granicach 10 proc. produkcji.
Najnowsze ujawnione kontrakty Kompanii Węglowej opiewają na sprzedaż 2,5 mln t węgla z zapasów, z czego 0,5 mln t trafi za granicę. Spółka pertraktuje z bankami, by zwolniły z zajęcia (pod udzielone kredyty) 3 mln t węgla, które również chciałaby jak najszybciej upłynnić na rynku.
Upadłości nie będzie
Władze KW z góry rozwiewają obawy, jakoby pozbywanie się zwałów miało zwiastować rychłą upadłość firmy, o czym szepcze się ostatnio np. w sektorze okołogórniczym. - Nikt nie upadnie i wszystkie zobowiązania będą regulowane - zapewnia Krzysztof Sędzikowski.