Burzliwe obrady rady nadzorczej PGE
Czwartkowa rada nadzorcza PGE Energia, ważnej spółki zależnej Polskiej Grupy Energetycznej (PGE), największego producenta prądu w kraju, zakończyła obrady dwie godziny po północy. Jacek Socha, były prezes PGE, nie został szefem PGE Energia, a Paweł Urbański, prezes PGE, i Henryk Baranowski, jego zastępca, których głowy miały polecieć, jeśli tak się nie stanie, zachowali posady. Wobec takiego ultimatum postawił ich — jak twierdzi Paweł Urbański — właściciel, czyli minister skarbu – czytamy w „Pulsie Biznesu”.
Paradoksalnie głowy szefów PGE ocalił… Jacek Socha, który — jako członek rady PGE Energia — nie wnioskował na posiedzeniu o oddelegowanie go do zarządu. Rada nadzorcza poinformowała o tym na piśmie Michała Krupińskiego, ostatniego urzędującego wówczas podsekretarza stanu w resorcie skarbu, któremu, według nieoficjalnych informacji, Wojciech Jasiński, szef resortu, polecił niezwłoczne „odstrzelenie” niepokornych menedżerów, jeśli rada nie powoła Sochy. Dzięki temu wiceminister zyskał „podkładkę”. Gdyby nie to, być może Paweł Urbański i Henryk Baranowski nie zasiadaliby już w zarządzie grupy. Jacek Socha twierdzi, że to teoria spiskowa, która nie ma nic wspólnego z prawdą.