Antoni Piechniczek: Różnica tkwi w mentalności

Rozmowa z Antonim Piechniczkiem, senatorem, wiceprezesem PZPN ds. szkolenia, byłym trenerem kadry narodowej i Górnika Zabrze.

Jarosław Galusek: Podczas uroczystej gali 60-lecia Górnika Zabrze powiedział Pan, że się w tym klubie wypromował. To nieprawda. Przyszedł Pan do Górnika jako współtwórca największych sukcesów polskiej piłki lat 80.

Antoni Piechniczek: Miałem na myśli to, że przez lata korzystałem z bogactwa tego klubu. Jako młody chłopak obserwowałem Ernesta Pohla. Później, gdy grałem w Ruchu Chorzów, rywalizowałem z Hubertem Kostką, Włodkiem Lubańskim, Jankiem Banasiem i całą plejadą wielkich gwiazd Górnika. Gdy byłem trenerem kadry narodowej, korzystałem z kolejnego pokolenia piłkarzy z Zabrza. Matysik, Pałasz czy Tadziu Dolny to były filary tej reprezentacji. Ze szczególnym sentymentem wspominam Waldka Matysika, który był jednym z tuzów trzeciej drużyny mistrzostw świata w Hiszpanii. Potem był Meksyk, gdzie też było kilku piłkarzy Górnika. Wtedy wszyscy uważali, że wyjście z grupy, to nie był sukces, ale jakoś nikomu się to później nie udało. Po tych mistrzostwach trafiłem do Górnika i zdobyłem mistrzostwo Polski. Nie ja przygotowałem tę drużynę do sezonu, muszę to oddać moim znakomitym poprzednikom, ale przynajmniej tym piłkarzom nie przeszkadzałem. Potem jeszcze raz pomagałem Górnikowi, za kadencji prezesa Płoskonia, w utrzymaniu się w I lidze, co się udało.

Jak to się stało, że człowiek mocno związany z Ruchem Chorzów został trenerem Górnika Zabrze?
- Pracuje się tam, gdzie człowieka chcą i potrzebują. Wtedy po Meksyku wytrzymałem miesiąc w domu i od razu przystałem na ofertę Górnika. Wcześniej miałem okazję objąć posadę trenera w Ruchu, ale na przeszkodzie stanęła reprezentacja. Mając do wyboru kadrę narodową i Ruch, wybrałem to pierwsze, a później już więcej propozycji nie miałem.

Oceniając z perspektywy czasu chyba Pan tego nie żałuje?
- Jeżeli chodzie o reprezentację, to oczywiście, że nie żałuję. Dzisiaj nie widziałbym już siebie jako trenera siedzącego na ławce, ale na wezwanie Grzesia Laty odpowiedziałem pozytywnie i pełnię funkcję wiceprezesa PZPN ds. szkolenia. Spoczywa na mnie ogromny ciężar odpowiedzialności, ale powiedziałem sobie, że to jest w moim życiu ostatnie piłkarskie wyzwanie. Zdam ten urząd i pozostanę kibicem.

Jak porówna Pan Górnika z lat 80. do tego obecnego?
- Wtedy były trochę inne czasy. Stabilizacja gry i zatrudnienia w klubie była dużo większa. Zawodnik nie miał podpisanego kontraktu, tylko był pracownikiem klubu, a w przypadku Górnika – kopalni. Dostawał co miesiąc pensję, i to niezłą, a premie były wypłacane regularnie dwa dni po meczu. To była dobra motywacja do tego, żeby 5 dni później schylić się po kolejne pieniądze leżące na boisku. To po pierwsze. Po drugie – każdy z piłkarzy z większym zapałem pracował indywidualnie nad sobą z tej prostej przyczyny, że wierzył, że szansa gry na Zachodzie w końcu się przed nim otworzy, i że musi być do tego przygotowanym.

Dzisiaj wszystko jest dużo łatwiejsze...
- Oczywiście. Jest menedżer, który wszystko załatwia, a celem nie jest gra na najwyższym poziomie, tylko podpisanie wysokiego kontraktu. Dlatego często obserwujemy takie zjawisko, że po podpisaniu kontraktu piłkarze patrzą już tylko na to, żeby pieniądze regularnie wpływały na konto. Zasadnicza różnica tkwi w mentalności. Natomiast na korzyść obecnych czasów można zaliczyć całą tę nadbudowę medyczno-technologiczną, która dawniej nie była dostępna, nie mówiąc już o takich szczegółach, jak luksusowy samochód z klimatyzacją, wygodne mieszkanie czy telewizja, umożliwiającą oglądanie najlepszych piłkarskich rozgrywek na świecie.

Wszystko jest dostępne. Wystarczy chcieć...
- A dlaczego tak się nie dzieje? Właśnie to jest najważniejsze zadanie działaczy i trenerów w tym kraju, żeby tych młodych ludzi umotywować. Trzeba im uzmysłowić, że jak cały stadion śpiewa piosenkę o PZPN-nie, to właśnie im robi się krzywdę. Bo to, co się dzieje na boisku, to polska piłka, a polska piłka to PZPN. Nie może być tak, że trener reprezentacji obraża Piechniczka, bo on w ten sposób obraża nasz futbol i deprecjonuje nasze osiągnięcia, zapominając przy tym, że sukcesy holenderskiej piłki są bardziej odległe w czasie od polskich i stały się bez jego udziału.

Rozmawiał: Jarosław Galusek

PS. Leo Beenhakker przeprosił publicznie Antoniego Piechniczka za to, że w jednym z wcześniejszych wywiadów powiedział o nim „dla mnie ten człowiek nie istnieje”. Piechniczek przyjął przeprosiny i uznał sprawę za niebyłą.


MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Pomożecie zagłosować? Miła sprawa, chodzi o film, w którym mogą wystąpić obiekty KWK Halemba-Wirek

Oddział Centrów Demontażowych Grupy KOK znalazł się w finałowej piątce (spośród 28 zgłoszonych) plebiscytu „Śląska Lokacja Filmowa 2026”. Przemysłowy obiekt ma teraz szansę na drugie życie, jako przestrzeń filmowa. Wystarczy tylko na niego zagłosować.

Nagroda za pamięć o zamordowanym bracie górniku

Za nami wyjątkowa Gala wręczenia Nagrody „Czarny Diament Wolności”, która odbyła się w Śląskim Centrum Wolności i Solidarności im. Dziewięciu Górników z „Wujka” w Katowicach. Tegoroczną laureatką prestiżowego wyróżnienia została Magdalena Pelc - która od lat pielęgnuje pamięć o swoim bracie Zbigniewie Wilku, jednym z Dziewięciu z „Wujka”.

100 szefów kuchni, 20 stref i jeden wielki cel. 13 września Kulinarny Ogień rozgrzeje TAURON Park Śląski

Wielki finał charytatywnej akcji Kulinarny Ogień 13 września 2026 r. w TAURON Parku Śląskim. Na gości czekać będzie blisko 100 szefów kuchni, 20 autorskich stref kulinarnych, koncerty i atrakcje dla całych rodzin. A przede wszystkim – wspólny cel: wsparcie budowy pierwszego na Śląsku stacjonarnego hospicjum dla dzieci „TuSieTuli”. Organizatorzy chcą podczas finału zebrać minimum 250 tys. zł. 

80 lat SITG w Rybniku: Wspólnota, tradycja i przyszłość

Stowarzyszenie Inżynierów i Techników Górnictwa Oddział w Rybniku świętuje jubileusz 80-lecia działalności. Z tej okazji w dniach 4–6 września 2026 roku zorganizowano uroczyste obchody, połączone z nadaniem odznaczeń oraz wydarzeniami kulturalnymi i integracyjnymi.