Adam Maksymowicz: Zaostrzenie sporu o „Legnicę”
fot: Ministerstwo Gospodarki
Od dwóch lat wojna między rządem a mieszkańcami rejonu Legnicy coraz bardziej umacnia samorządy w swoich racjach a warszawskie seminarium było tego kolejnym dowodem
fot: Ministerstwo Gospodarki
Przybierający coraz bardziej radykalne formy spór samorządów z rządem w sprawie eksploatacji złoża węgla brunatnego „Legnica” miał być 4 lutego zakończony, zawieszony lub przynajmniej ograniczony i wyjaśniony. W tym dniu Ministerstwo Gospodarki zorganizowało seminarium na ten temat z udziałem zainteresowanych samorządów.
Przeglądając załączone materiały nie mogę wyjść z podziwu dla rządowych propozycji i koncepcji w tej sprawie. Ten podziw jest niestety negatywny. Udział w nim tak doświadczonych polityków, jak wicepremier i minister gospodarki w jednej osobie oraz jego zastępczyni w sprawach górniczych, każą poważnie zastanowić się nad tym, o co naprawdę chodzi w tym sporze?
Jeżeli chodzi o uzyskanie efektu w postaci rosnącej nienawiści do własnych przedstawicieli, to można powiedzieć, że cel ten został niewielkim kosztem osiągnięty. Na tym terenie jest on nawet zdublowany przez stanowczy sprzeciw związkowców i gmin dla postępującej prywatyzacji KGHM Polska Miedź SA. Antyrządowe ulotki drukowane na ksero, tak jak kiedyś na powielaczu, można otrzymać przy publicznych dyskusjach na ten temat.
Pod koniec ubiegłego roku samorządowi politycy powołali Komitet Społeczny „Stop Odkrywce”, który cieszy się powszechnym poparciem miejscowej ludności. Generalnie rządowe argumenty na temat uruchomienia kopalni odkrywkowej podziela nie więcej niż ok. 10 proc. mieszkańców.
Do czego to wszystko prowadzi? Dlaczego nie podjęto działań politycznych dla pozyskania miejscowej ludności? Po co rząd trzyma się konfrontacyjnej taktyki i strategii skazanej na przegraną? Nie czekając na odpowiedzi i decyzje rządowe, trzeba szukać prób złagodzenia, zrozumienia i wzajemnej akceptacji.
Głową w mur
Od blisko dwóch lat prowadzona wojna na słowa pomiędzy rządem a mieszkańcami rejonu Legnicy coraz bardziej umacnia samorządy w swoich racjach. Warszawskie seminarium było tego kolejnym dowodem. Specjalistom, doradcom i ekspertom ministra wydaje się, że przedstawienie argumentów i racji, jakie mają oni w tej sprawie winno wystarczyć dla przekonania oponentów. Tak rzeczy się mają w ich środowiskach naukowych, badawczych, w akademiach i instytutach. Tutaj nie wystarczy mieć rację, tutaj trzeba przekonać do tych racji, akurat tych, którzy tych racji obsesyjnie wręcz nienawidzą.
Powtarzanie stale tych samych argumentów, może tylko w innej formie, jak miało to miejsce w stolicy, spór ten tylko zaostrza. Ze strony samorządu zaczynają padać sformułowania typu: rząd nas ignoruje, nie liczy się z naszym zdaniem, chce nas zniszczyć. Wobec pewnego osamotnienia w szerszej skali samorządy zaczynają szukać wsparcia poza granicami kraju.
Jeżeli nadal rząd w sporze z samorządami będzie na pierwszą linię wystawiał naukowców, profesorów, doktorów i docentów, to może dojść do nieodwracalnych szkód społecznych w świadomości mieszkańców. Ich wrogość do naukowej argumentacji jest uzasadniona niejednym przykrym doświadczeniem, kiedy tego rodzaju koryfeusze nauki wykonywali swoją pracę za pieniądze, za karierę i awanse. Dlatego wszystkie nawet najrzetelniejsze argumenty naukowe mało kogo interesują, a uważane są za rządowy oręż konfrontacji i manipulacji, której trzeba za wszelką cenę się przeciwstawić.
Warszawskie seminarium upewnia mnie w tym, że rząd nie ma żadnej koncepcji pozyskania samorządów. Stale powtarzanymi tymi samymi argumentami wali głową w samorządowy mur.
Wizyta starszej Pani
Mówiąc o działaniach politycznych, jakie rząd ma podjąć w tej sprawie, nie mam na myśli partii, stronnictw politycznych i władz. Nie, tych ludzi trzeba zostawić w spokoju. Działanie polityczne w moim rozumieniu oznacza podjęcie decyzji korzystnych zarówno dla rządu, jak i dla mieszkańców. Ma ono zmierzać do odwrócenia interesów i korzyści. W wyniku takich działań mieszkańcy sami winni zabiegać w ministerstwie o budowę tutaj odkrywki węgla brunatnego. Minister zaś winien chłodzić prośby brakiem funduszy, przygotowaniem prawnym i infrastrukturalnym terenu oraz wyznaczaniem bezpiecznych terminów!
Jak to zrobić? Czy jest to możliwe? W chwili obecnej oczywiście, że nie. Jednakże odkrywka ma być dopiero za kilkanaście lat.
Dlaczego bez żadnych przygotowań podjęto ofensywę informacyjną w Legnicy? Ano, chyba dlatego, że rząd czuje się zbyt silny, aby zabiegać o jakichś tam mieszkańców. Szkoda czasu. Zresztą wielu ludzi zżytych z władzą takie zabiegi o prowincję uważa się za ubliżające ich stanowisku, pozycji i znaczeniu.
Na czym polega działanie polityczne, o którym piszę? Działanie to doskonale przedstawił szwajcarski dramaturg Fridrich Dürrenmatt w sławnej sztuce „Wizyta starszej Pani”. Otóż, pani ta przyjechała do małej miejscowości, aby wyrównać stare porachunki. Nikt jej tu jednak nie znał, a chciała ona mieć wszystkich po swojej stronie. Pani ta na początek rozdawała prezenty takie, o jakie ją proszono. Nie minął miesiąc, a wszyscy mieszkańcy chodzili w żółtych butach, które otrzymali od starszej Pani. Jej dobroczynność nie miała granic. Kiedy przyszło do rozrachunku ze znanym tutaj i powszechnie szanowanym burmistrzem, wszyscy natychmiast go opuścili. Ostracyzm, jakiemu został poddany spowodował jego samobójstwo. Rachunki zostały wyrównane i starsza Pani opuściła mieścinę.
Myślę, że idąc tym tropem można doprowadzić do tego, że dotychczasowe proporcje poparcia mogą zostać odwrócone. Jak rząd to zrobi, jego w tym głowa, wszak za to właśnie bierze niemałe pieniądze.
Narodowe hobby
Samorządy z rejonu Legnicy szukają sojuszników. Wiadomo, że w jedności siła. Szukają i znajdują. Przegrane dwa referenda rządowe na złożu Gubin i Mosty to wynik solidaryzujące się akcji mieszkańców tych ziem z legnickimi samorządami. Słychać już protesty z rejonu Łodzi, gdzie trwają przymiarki do udostępnienia złoża węgla brunatnego „Rogoźno”. Jak tak dalej pójdzie, to żadne już złoże węgla brunatnego w Polsce nie zostanie udostępnione.
Po doświadczeniach z autentycznymi protestami społecznymi rząd nie zdecyduje się na siłowe rozwiązania przy pomocy wojska i policji. Zresztą rozwiązanie to jest wielce ryzykowne, ze względu na możliwość przejścia sił porządkowych na stronę protestującą.
Drugim silnym centrum oporu przeciwko odkrywkowej eksploatacji węgla brunatnego stał się Konin. Kwestia ewentualnego osuszenia historycznego jeziora „Gopło” zmobilizowała kolejne gminy w Polsce. Sprzeciw dla budowy nowych kopalń węgla brunatnego staje się w ten sposób naszym nowym „hobby narodowym”.
Niezręczności
Na warszawskim seminarium ze strony rządu padło ostrzeżenie, że złoża rudy miedzi eksploatowane przez KGHM wyczerpują się. Region musi znaleźć w to miejsce inny przemysł. Ma nim zostać węgiel brunatny.
W świadomości tutejszych mieszkańców rudy miedzi nie skończą się nigdy. Po co więc mówi się o takich sprawach? To tylko rozdrażnia i tak nie najlepsze już nastroje. Po części nie jest to prawda, gdyż złoża wystarczy na kolejne kilka dziesiątków lat. Problemem są koszta ich eksploatacji, które już obecnie niebezpiecznie wahają się w granicach opłacalności.
Podkreślanie, że jesteśmy najbezpieczniejszym energetycznie krajem Europy też nie sprzyja zrozumieniu tego, że trzeba budować nowe odkrywki. Po co, kiedy i tak jesteśmy bezpieczni?
Wszystko to jest odbierane jako nakręcanie zleceń i roboty dla branży węgla brunatnego, która musi jakoś uzasadnić swoje istnienie i z czegoś żyć. Naukowe raporty wyraźnie o tym wszystkich przekonują. Tego rodzaju postulaty w nich zawarte jak np. „Bezwzględne eliminowanie z dyskusji informacji niewiarygodnych i nieprawdziwych (...)” oraz postulat, aby „Kwestie sporne (...) rozwiązywać w oparciu o kompromis poparty kompetentnymi ekspertyzami (...)” jest w odbiorze społecznym nacechowany arogancją i lekceważeniem postulatów ludności.
Nic za darmo
Rząd moim zdaniem w swoim własnym interesie winien przyjąć do wiadomości stanowisko gmin, a nie z nim dyskutować i je zwalczać. Rezygnacja z eksploatacji złoża węgla brunatnego „Legnica” jest porażką, ale na razie tylko propagandową i medialną. Już w chwili ogłoszenia tej decyzji rząd musi mieć realny plan pozyskania samorządów do idei budowy odkrywkowej kopalni węgla brunatnego „Legnica”.
Plan musi być tak skonstruowany, aby w jego konsekwencji nie rząd wracał do skompromitowanej już koncepcji, lecz samorządy mają zabiegać u rządu o jej jak najszybsze rozpoczęcie. Rząd po prostu musi przestać mówić cokolwiek na ten temat, a zamiast tego ma zacząć działać. Wszak już poeta mówił: „czynu tu trzeba, a nie zbędnej mowy”. Samorządy na pewno zechcą drogo sprzedać swoją skórę. Z każdym dniem cena ich oporu rośnie. Dlatego moim zdaniem im rząd szybciej przystąpi do koncepcji ich pozyskania, tym jego cena będzie niższa.